r e k l a m a

Łukaszenka chce chińskiego internetu

Piotr Kościński 16-06-2008, ostatnia aktualizacja 16-06-2008 21:08

Parlament rozpoczyna prace nad nowym, bardzo restrykcyjnym prawem prasowym.

Najbardziej kontrowersyjne punkty projektu ustawy dotyczą Internetu oraz udzielania informacji zagranicznym środkom masowego przekazu. Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, białoruskie władze będą miały prawo blokować dostęp w Internecie do tych wszystkich środków masowego przekazu, które nie są zarejestrowane na Białorusi, niezależnie od tego, gdzie mają swoją siedzibę. Będzie też mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności każdy obywatel Białorusi, który – nie posiadając odpowiedniej zgody władz – udzieli (pod swoim imieniem i nazwiskiem) informacji zagranicznej gazecie. Projekt wprowadza też kolejne obostrzenia przy rejestrowaniu nowych środków masowego przekazu.

– Minister informacji Władimir Rusakiewicz prowadził bardzo intensywne konsultacje w Pekinie po to, by zapoznać się z chińskimi doświadczeniami blokowania dostępu do niewygodnych stron internetowych – powiedział niezależny miński politolog Uładzimir Podgoł. – Ale takie strony blokowane są i dziś. Na niektóre opozycyjne czy niezależne portale nie sposób się dostać, zwłaszcza jeśli odbywa się jakieś znaczące przedsięwzięcie organizowane przez opozycję.

Zdaniem Podgoła, udzielanie informacji obcym mediom już teraz może być potraktowane jako szpiegostwo. Według niego, problem leży jednak w czymś innym. – Współpracownicy prezydenta Aleksandra Łukaszenki starają się tak ukształtować prawo, by to, co dziś uznawane jest za represje polityczne czy gwałcenie praw człowieka, stało się po prostu karaniem za naruszenie przepisów – podkreśla.

Życie Warszawy