r e k l a m a

Ni wyżyna, ni nizina Wilkowyje oto gmina

Jolanta Gajda-Zadworna 19-06-2008, ostatnia aktualizacja 26-06-2008 20:02

Jeszcze dwa lata temu o Jeruzalu słyszało niewiele osób. Dziś leżąca niespełna 70 km od Warszawy wieś dostała od losu drugą szansę. Za sprawą serialowego „Rancza”. Czy ją wykorzysta?

źródło: Kadr z filmu
autor zdjęcia: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa

Ni wyżyna, ni nizina/ Ni krzywizna, ni równina/Taka gmina. Ani piasek, ani glina/Tylko lasek i olszyna/Taka gmina...” – śpiewali Starsi Panowie. I opis ten, na pierwszy rzut oka, nieźle pasuje do gminy Mrozy oraz leżącego w jej obrębie Jeruzala – wsi od dwóch lat znanej jako ekranowe Wilkowyje. Gdy się jednak bliżej przyjrzeć, za parawanem sielskości i senności Jeruzala kryje się „nowe”.

Będzie się działo

„Nowe” to zmiany, które przyszły za sprawą serialu „Ranczo” i ekipy, znów pracującej w Jeruzalu. Od wtorku powstaje tu czwarta, ostatnia już część.– Dobrze, że przyjechali. Zrobi się weselej. Więcej się będzie działo – słyszymy zgodny chórek. Jednym głosem w sprawie najazdu filmowców mówią sprzedawczynie w sklepie i dzieci siedzące przed komputerami w niedawno otwartej w budynku byłej poczty świetlicy internetowej. A także pan Zygmunt, który na zacienionym skwerku, z dala od wścibskich oczu, pociąga z butelki z napisem „Mamrot z Wilkowyj”. – Ludzie będą mieli zajęcie – dorzuca pani Ania, gospodyni miejscowego proboszcza.

– To, że mieszkańcy troszkę sobie dorobią przy statystowaniu, to jedno, ale ważniejsze jest, że dzięki filmowcom stali się bardziej otwarci, chętni do działania – ocenia Danuta Grzegorczyk, dyrektorka biblioteki z niedalekiego Cegłowa.

– Weszło tu z nimi trochę innego życia – wtóruje Zdzisława Pieńkowska, warszawianka, która w pobliskim Łukowcu znalazła swój azyl. – Nasze dzieci mogą popatrzeć na inny świat, dotknąć ekranowego życia – mówi Zygmunt Boruta, dyrektor podstawówki z leżącego 15 km od Jeruzala Wiciejowa, który przywiózł na plan drugoklasistów. Trochę w nagrodę, ale bardziej w celach edukacyjno-poznawczych.

„Ranczo” to – według niego – także wielka promocja dla gminy. – Widzowie patrzą na ekran i rozsmakowują się w swojskich klimatach. Odrobinę może przerysowanych, ale przecież ma to być komedia – ocenia Boruta. A kiedy już poznają i docenią uroki rejonu, może zechcą się przeprowadzić z tych swoich wielkich miast. – Byłoby dobrze – uważa proboszcz Andrzej Sobczyk. – Nasza parafia ma tendencję do kurczenia się. Więcej ludzi umiera, niż się rodzi. Napływowi mieszkańcy wypełniliby tę lukę.

– Przydadzą się mądrzy, aktywni ludzie. Będzie się na kim wzorować. Z pożytkiem dla wszystkich – podkreśla bibliotekarka z Cegłowa. Wie, co mówi. Urodziła się i wychowała w Jeruzalu. Pracuje w tych okolicach ponad 30 lat. I dlatego – podobnie jak ksiądz Andrzej, a także zarządzający wsią z gminnego ośrodka w Mrozach wójt Dariusz Jaszczuk – chciałaby jak najlepiej wykorzystać obecność ekipy i popularność serialu.

Muszkieterowie z Jeruzala

„Ranczo” to prawdziwy dar od losu. Dla Jeruzala już drugi w historii. Pierwszy zdarzył się w XVI w., kiedy wieś Żeliszew otrzymała prawa miejskie, przywileje handlowe i rynek o wymiarach 100x120 m. Warszawa w tym czasie miała plac 70x94 m. Po szwedzkim potopie miasteczko przemianowano na Jeruzalem. Z biegiem lat utrwaliła się skrócona nazwa Jeruzal.

Po czasach świetności dziś pozostały rynek, mauzoleum jednego z właścicieli – Floriana Cieszkowskiego i osiemnastowieczne kryte gontem budynki: kościółek i dzwonnica. Oba w kiepskim stanie. Oba restaurowane gospodarskim sumptem przez proboszcza.

Ksiądz Sobczyk – zdaniem zarówno mieszkańców, jak i przyjezdnych, z którymi rozmawialiśmy – to „spiritus movens” Jeruzala. Znalazł się w parafii trzy lata temu, przeniesiony z Warszawy, gdzie pracował w kościołach na Gocławiu i Targówku. Jest zdeterminowany i skuteczny.– Ksiądz, jak sobie coś umyśli, potrafi o to zabiegać – mówi Dariusz Jaszczuk. – Pan wójt wspiera nas, jak może – odwdzięcza się proboszcz.A jest w czym wspierać. Tylko koszt remontu zabytkowego kościółka wynosi 807 tys. zł.

W akcję zbierania pieniędzy zaangażowała się ekipa „Rancza” i aktorzy, biorąc m.in. udział w dożynkowych i odpustowych licytacjach. – Każdy wkład jest cenny – zapewnia bibliotekarka z Cegłowa, która na rzecz renowacji przygotowała pocztówki-cegiełki, a ostatnio plakaty ze zdjęciami i podpisami aktorów.

Fani serialu skupieni wokół strony www.ranczo.org. na tegoroczne dożynki, 15 sierpnia, chcą wydać profesjonalny folder-przewodnik. Z tekstami o rejonie, serialu, ze zdjęciami i z mapami. Również jako cegiełkę.

Metamorfoza po klapsie

– Poza pracami przy kościółku zmian w wyglądzie Jeruzala za bardzo nie widać – ocenia zadomowiony w wiosce Cezary Żak, grający w „Ranczu” proboszcza i wójta.

Co więcej, do końca zdjęć żadnej metamorfozy wsi nie ma się co spodziewać. Choć bardzo by się przydała. W weekendy, a szczególnie w wakacje, filmowe Wilkowyje przeżywają najazdy turystów.Nie ma ich gdzie i jak ugościć. Byłoby łatwiej, gdyby przeprowadzono planowaną przez gminę rewitalizację rynku. Nowe bruki, parking, skwerek z ławkami oraz latarniami nie komponowałyby się jednak z zamysłem twórców serialu. Ci chcą zachować na ekranie charakter nieco sennych Wilkowyj. Więc tylko sklep, dla potrzeb fabuły, przemalowano na unijne barwy. – Nie chcemy przeszkadzać filmowcom, ale nie rezygnujemy ze zmian. Roboty rozpoczniemy po ostatnim klapsie – zapowiada wójt.

Życie Warszawy