Końska Warszawa
Inauguracja wyścigów na Służewcu, pokazy amazonek, parady szwadronu konnicy, zawody w polo... W ten weekend w stolicy rządziły konie.
Miłośnicy konnego hazardu nie mogli się w tym roku doczekać inauguracji sezonu, który zwykle rozpoczynał się w kwietniu. W sobotę cieszyli się, że „koniki“ w ogóle się zaczęły.
Bywalcy toru solidarnie krytykowali wejściówki za 10 zł, brak informacji i bałagan organizacyjny. Weterani wymieniali opowieści o przegranych domach i samochodach, dżokejach, którzy pili wodę w Wiśle czy zjadali bloczki biletowe.
– Teraz to już nie to co dawniej – mówi Bogdan. Na wyścigi chodzi od 1964 roku. – Kiedyś proletariat brał trybuny. Przy padoku urzędowali bukmacherzy, warszawski półświatek. W sobotę na Służewcu, by zagrać, wystarczyły 2 zł.
– Wyścigowy średniak na gonitwę przynosi 700 – 1000 zł – mówi Bogdan.Agnieszka i Grzegorz z córką Mają na wyścigi przyszli pierwszy raz. Dobrego humoru nie zepsuła im nawet awaria komputerów. Z tego powodu nie można było obstawiać pierwszych gonitw. – Dla nas wszystko jest super. Nie byliśmy tu wcześniej, więc nie mamy na co narzekać – śmieje się Grzegorz.
Niecodzienne widowisko przygotowała w sobotę dyrekcja Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa. W 25. rocznicę założenia placówki zorganizowano w niej konkurs jazdy konnej w damskich siodłach.
W pokazie wzięło udział kilkanaście pań. Jury zwracało uwagę m.in. na elegancję prezentacji i styl jazdy między przeszkodami. Istotną część oceny stanowiły także stroje zawodniczek – kapelusze, długie suknie i dopasowane oficerki były obowiązkowe. Publiczności najbardziej przypadł do gustu kostium Barbary Radziwiłłówny – spódnica sukni miała na dole aż osiem metrów obwodu! Najbardziej elegancką amazonką okazała się Elżbieta Mikołajewska.
A w niedzielę – polo, czyli ośmiu zawodników z kijami na koniach jeżdżących 60 km/h i piłka wielkości pomarańczy pędząca szybciej niż gepard, którą trzeba trafić do jednej z dwóch bramek. W Jaroszowej Woli otwarto nowy klub. – Polo to gra rodzinna, chociaż elitarna – mówi Tomasz Tokarczyk, właściciel klubu. – To koń odwala za nas najcięższą robotę, więc grać mogą nawet osoby z nadwagą.
Gra jest emocjonująca nie tyko dla graczy. Ostry cwał tuż przy linii i publiczność spada z ławki stojącej tuż przy boisku. Można poczuć, jak trzęsie się ziemia, gdy zawodnicy pędzą za piłką. W połowie meczu publiczność mogła poczuć się jak królowa angielska. – Zapraszamy do udeptywania trawy – mówi konferansjer i nawet najbardziej eleganckie damy wkraczają na boisko, żeby naprawić murawę zniszczoną przez konie.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
