Zientarski jechał dwa razy wolniej niż przypuszczano
Znany dziennikarz Maciej Zientarski, który w lutym tego roku spowodował wypadek na warszawskim Ursynowie, jechał tuż przed nieszczęśliwym zderzeniem ok. 150 km/h, a nie jak wcześniej mówiono 200-300 km/h. Jednak kierowca ferrari i tak trzykrotnie przekraczył dozwoloną prędkości.
Według ekspertyzy opisującej przyczyny wypadku, auto najechało na poprzeczną muldę, straciło przyczepność i wyskoczyło z trasy. Eksperci podkreślają, że gdyby samochód jechał z przepisową prędkością 50 km/godz., do wypadku by nie doszło.
Jak pisze "Dziennik", do tej pory nie udało się ustalić, kto tej tragicznej nocy prowadził samochód, a więc kto ponosi odpowiedzialność karną za wypadek. Według gazety układ ciał po wypadku sugeruje, że za kierownicą siedział Zientarski, nie jest jednak wykluczone, że ciała jego i Zabiegi ułożyły się dopiero po uderzeniu.
Informacje te kłócą się jednak z wcześniejszymi informacjami udzielonymi przez prokuratorów, według których nie ma już wątpliwości, że za kierownicą siedział Zientarski.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
