Wszystkie misie są zen
Nic nie dzieje się przypadkiem - mówi "Kung Fu Panda" mistrz Oogway. Ale na sukces - nawet zapisany w gwiazdach - trzeba zapracować. Tę i inne prawdy usłyszymy z ekranów w piątek.
Znakomita animacja Marka Osborne’a i Johna Stevensona to kino 100-procentowo familijne. Dzieciom w lekki sposób tłumaczy filozofię zen oraz przybliża pięć najważniejszych stylów kung-fu – Żurawia, Węża, Małpy, Modlącej Się Modliszki i Tygrysa. Dorosłych bawi subtelnym kunsztem, z jakim przekazuje tę wiedzę, oraz aluzjami do „Gwiezdnych wojen”. Od dawna nie było w kinach tak dobrego filmu rodzinnego. Przynajmniej od premiery „Na fali” w ubiegłe wakacje.
Osiągnąć stan Buddy
Pomysłodawcy „Kung Fu Pandy” – wykształcony na Harvardzie Jonathan Aibel i japonista z Uniwersytetu Browna Glenn Berger – zamiast na banalną animację z piosenkami wykonywanymi przez gwiazdy pop i odniesieniami do ekscesów celebrytów postawili na coś innego. Zapragnęli odmalować na ekranie kwintesencję chińskości w sensie filozoficznym i wizualnym oraz przybliżyć najmłodszym istotę kung-fu. Przygotowania trwały cztery lata. Twórcy odpowiedzialni za stronę artystyczną spędzili ten czas na studiowaniu chińskiego malarstwa, rzeźby, architektury i filmów wykorzystujących sztuki walki (wuxia), by sportretowane w „Kung Fu Pandzie” baśniowo-feudalne Chiny były 100-procentowo prawdziwe. W osiągnięciu niemal epickiego rozmachu i uniwersalnego wydźwięku pomogła inspiracja takimi fabułami jak „Hero” i „Dom Latających Sztyletów” Zhanga Yimou oraz „Przyczajony tygrys, ukryty smok” Anga Lee.
Kapitalna sekwencja trenowania łakomej i opasłej pandy przez mistrza kung-fu Shifu kojarzy się z naukami, jakich Luke’owi Skywalkerowi udzielał mędrzec Yoda w filmie George’a Lucasa. Obu – Yodę i czerwoną pandę Shifu – łączy niepozorny wzrost.
„Kung Fu Panda” przekazuje widzom fundamentalne prawdy zen: o wykluczeniu przypadku i nietrwałości rzeczy oraz pokazuje drogę do osiągnięcia tzw. stanu Buddy, czyli pełnej wiedzy o samym sobie, podstawowego warunku oświecenia. Dzięki Shifu, który wierzy, że tłusta panda obroni mieszkańców doliny przed groźnym lamparcim wojownikiem, zwierzę przekonuje się o swojej mocy. Pracuje nad sobą i wyzwala się z ograniczeń ciała.
Zabawny, wzruszający i mądry „Kung Fu Panda” będzie miał kontynuację. Wobec komercyjnego i artystycznego sukcesu filmu już szykuje się sequel.
Emigracja wewnętrzna
Rok temu sfingowany dokument o pingwinie surferze okazał się świetną zabawą dla wszystkich. Jego rozterki bawiły, bo w „Na fali” mieliśmy też dorosłych bohaterów z dojrzałymi problemami – rozczarowaniem życiem, którego rezultatem jest wybór samotnej egzystencji z dala od... innych pingwinów. Film zrealizowano jak dokument o aspiracjach młodego Cody’ego. Nawet kamera „filmująca” bohaterów drżała jak sprzęt trzymany ręką realizatora. Opowieść o wytrwałości, umiejętności przegrywania, przyjaźni i lojalności nie była ani trochę ckliwa. Dorośli znaleźli w niej takie smaczki jak udającą materiał archiwalny, celowo zdartą, biało-czarną taśmę czy drzeworyt japońskiego mistrza Hokusai z wrysowanym tam pingwinem.
Podobnie było ze „Shrekiem Trzecim”. Film o lęku przed ojcostwem okazał się wszędzie zrozumiały. Serio potraktowana ekologia stała się najważniejszym tematem kinowych „Simpsonów”, obok rozpadu więzi małżeńskich i dysfunkcjonalności rodzinnych relacji. To właśnie katastrofa ekologiczna jeziora w Springfield, do której przyczynia się beztroski Homer, powoduje spisek na najwyższym rządowym szczeblu.
Kino familijne to dziś połączenie filmu edukacyjnego, świetnej rozrywki i dobrego poziomu artystycznego, który przekłada się na sukces finansowy. Film o potężnej duchem pandzie jest tego najlepszym przykładem.
Filmowe wakacje z rodziną„WALL-E”
Każdy ma szansę odnaleźć szczęście. Nawet po siedmiuset latach. Tyle czasu tytułowy bohater nowej animacji Disneya przemierza Ziemię, czyszcząc ją z odpadów przemysłowych pozostawionych przez człowieka. Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący E-klasa spotyka w końcu miłość życia. To myśląca maszyna EVE, z którą wyrusza w podróż przez galaktykę. Premiera 18 lipca.
„ŁOWCY SMOKÓW”
Zachłanność nie popłaca – można za karę trafić na prawdziwego smoka. Przekonuje się o tym jeden z tytułowych łowców smoków, których prosi o przysługę mała Zoe. Dziewczynka z francuskiego filmu familijnego chce pomóc wujowi lordowi pokonać potwora, który zagraża królestwu. Ale drugiemu z łowców marzy się tylko obiecane w nagrodę złoto. W kinie od 8 sierpnia.
„MAŁPY W KOSMOSIE”
Amerykańską demokrację trzeba wprowadzać wszędzie, nawet we wszechświecie. W „Małpach w kosmosie“ trudno nie dopatrzyć się aluzji politycznych. Dobry senator wysyła małpich astronautów w kosmiczną podróż, a ci trafiają na obcą planetę, którą rządzi tyran. Pomagają więc mieszkańcom wyzwolić się spod jego dyktatury. Brzmi znajomo? Premiera 29 sierpnia.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
