Mundurowi fałszowali statystyki, by dostać premię
Jak zmniejszyć liczbę przestępstw? Policjanci z Pragi-Południe znaleźli na to sposób. Przez rok nie przyjęli 500 zawiadomień o przestępstwach. Sprawę bada prokuratura.
Na trop tych nieprawidłowości policja wpadła po naszych publikacjach. W styczniu ujawniliśmy przypadek studenta warszawskiej uczelni. Złodzieje włamali się do jego auta i ukradli mu kurtkę. Mężczyzna kilka godzin czekał w komendzie na przyjęcie zgłoszenia. W końcu policjant z dyżurki zaproponował mu, że zamiast oficjalnego zgłoszenia sporządzi notatkę, która potem trafiła... do archiwum.
Po naszej publikacji wobec oficera dyżurnego oraz zastępcy naczelnika sekcji kryminalnej, który zaakceptował notatkę, wszczęto postępowanie dyscyplinarne. W komendzie przy ul. Grenadierów rozpoczęła się też wewnętrzna kontrola, która trwała kilka miesięcy. Po niej okazało się, że takich przypadków było w sumie ok. 500.
– To tak jakby mundurowi nie przyjmowali zgłoszeń przez jeden miesiąc – opowiada jeden z oficerów. Dodaje, że w ten sposób policjanci „poprawiali” swoje wyniki statystyczne, na podstawie których oceniana jest praca komendy i przyznawane premie.
Sama policja przekazała materiały pokontrolne prokuraturze. – Badamy sprawę – mówi tylko Dariusz Korneluk, szef praskiej prokuratury okręgowej. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.
Do nieprawidłowości dochodziło, gdy południowopraską policją kierował Andrzej Prokopczyk. Od kwietnia oficer jest na emeryturze. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, znalazł pracę w ABW.
Niezależnie od postępowania prokuratury wobec trzech byłych oficerów z Pragi-Południe, m.in. byłego zastępcy komendanta Adama Nadworskiego, wszczęto postępowania dyscyplinarne za brak nadzoru.
– Nie jest wykluczone, że takich postępowań może być więcej – zapowiada Marcin Szyndler, rzecznik KSP.
Nowe kierownictwo komendy przy ul. Grenadierów zapewnia, że dziś patologiczne sytuacje nie mają miejsca i nie może się zdarzyć, że od kogoś nie zostanie przyjęte zawiadomienie o przestępstwie.
Tymczasem policjanci donoszą, że na jednej z czerwcowych odpraw obecny komendant Wojciech Janicki miał grzmieć, że publiczne ujawnianie takich spraw „to najwyższa patologia, a ten, kto to zrobił, powinien spalić się ze wstydu i zapaść pod ziemię”.
– A przecież do patologii dochodziło przy „kręceniu” zgłoszeń, a nie przy ujawnieniu i skierowaniu sprawy do prokuratury – mówią oburzeni policjanci.
Komendant Janicki zaprzecza. Mówi, że na odprawie zwracał uwagę na to, że podwładni, którzy mieli informacje o nieprawidłowościach, powinni przekazać je szefom, zamiast wysyłać anonimy do ministerstwa czy kontaktować się z prasą. – Najpierw powinni się zwrócić do przełożonych – tłumaczy.
Szef stołecznej policji Adam Mularz zapowiada, że nie będzie tolerował żadnego naruszania prawa przez policjantów. – Takie osoby będą eliminowane ze służby – dodaje.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
