Urocze przedmieścia i dzielnice odbudowane
Razem z dyrektorką popularnej stołecznej galerii Zachęta sprawdzamy, ile ostało się z dóbr rodziny Branickich, a także w których dzielnicach ocalała atmosfera minionych dni. Z Agnieszką Morawińską spaceruje Dominika Węcławek.
Warszawskie tropy dr Agnieszki Morawińskiej wiodą przede wszystkim przez historyczne dzielnice stolicy. Nasz szlak prowadzi więc od rodzinnego Służewa po Stary Żoliborz, czyli wszędzie tam, gdzie można jeszcze poczuć ducha minionych dni.
Wizyta u Branickich
– Jestem szczególnym przypadkiem warszawiaka, ponieważ urodziłam się i mieszkam całe życie pod tym samym adresem. Dom przy ulicy Wernyhory zaprojektował dla mego ojca jeszcze przed wojną Zasław Malicki – opowiada dyrektorka Zachęty. Spalony w czasie Powstania Warszawskiego i odbudowany po wojnie należy do nielicznych dawnych domów na tzw. parcelach. – Za mego dzieciństwa na wolnych parcelach między domami były pola truskawek i resztki wielkich drzew czereśniowych oraz jabłonie ze starych nasad. A ulica Wernyhory kończyła się polem żyta, przez które co roku dzieci wydeptywały scieżkę do szkoły przy ul. Wałbrzyskiej – wspomina dyrektor Zachęty.
Wyprawa na Wilanów
– Miejscem, które bardzo w dzieciństwie lubiłam, była rzeczka, do której dochodziło się aleją Rolną – wówczas wiejską drogą między polami. Tam można było brodzić w płytkiej wodzie – wspomina – ścinać tatarak, obserwować kijanki i żaby.
W tej chwili, jak sama mówi, strumień zamienił się w osiedlową „rzeczkę-śmierdkę”, dobrą na spacer z psami, jednak pozbawioną dawnego uroku. Dolina między Służewem a kościołem św. Katarzyny to kolejne z miejsc, które wyglądają dziś zupełnie inaczej. – Tu, gdzie teraz przebiega wielopasmowa droga, był kipiący zielenią wąwóz. Wytyczał nam granice dzielnicy – dodaje.
Na prywatnej mapie Warszawy Agnieszki Morawińskiej zabraknąć nie mogło Pałacu w Wilanowie. Tu bowiem kustoszem był jej ojciec, czego świadectwem jest kamień pamiątkowy w wilanowskim parku. Ona sama zaś, jeszcze w czasie studiów, oprowadzała po pałacu wycieczki. Do Wilanowa dojeżdżała autobusem, brukowaną kocimi łbami aleją Wilanowską, z której korzystały także chłopskie furmanki dowożące kartofle i inne dobra na bazary.– Aleja obsadzona była po obu stronach potężnymi lipami, zwłaszcza więc letnią porą jechało się zielonym i bardzo aromatycznym tunelem. Potem ulicę poszerzono i wyasfaltowano, specjalnie na wizytę generała de Gaulle’a, lipy zaś zniknęły – opowiada pani Agnieszka.
Wielka miłość
Zostawiamy jednak miłe przedmieścia po to, by zagłębić się w serce Warszawy – okolice placu Piłsudskiego. Korzystamy przy tym z metra, które, choć tak bardzo spóźnione, jest ogromnym osiągnięciem naszego miasta. Od stacji Służew do stacji Świętokrzyska dojeżdżam tak szybko, że prawie nie używam samochodu i czuję się mieszkańcem Śródmieścia.– Ogród Saski, ulica Królewska, a zwłaszcza moja obecna miłość, czyli Zachęta, to najładniejszy kawałek Warszawy – przyznaje dyrektor galerii. Jak jednak zauważa, niewątpliwe walory tego fragmentu miasta zakłóca zamieszanie wokół odbudowy Pałacu Saskiego. – Władze Warszawy muszą podjąć decyzję i coś zrobić, albo przywrócić plac, albo zbudować pałac – stwierdza.
Są jednak w Warszawie miejsca, które pani Agnieszka lubi nie tylko ze względu na sprawy zawodowe czy sentyment, ale z racji atmosfery.Należy do nich Stary Żoliborz, zwłaszcza okolica placu Słonecznego. Jej sympatię budzi także Stara Sadyba, w której przetrwały jeszcze domy pamiętające dwudziestolecie międzywojenne, okolice Królikarni z przedwojennym osiedlem lotników, Kolonia Staszica czy Saska Kępa. Z miejsc nowych niewątpliwym sukcesem pod każdym względem okazała się Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i wbrew licznym przeciwnikom – lubię Metropolitan, a zwłaszcza jego centralną fontannę. Jak przyznaje moja rozmówczyni, w Warszawie sporo jest pięknych „kieszeni”, brak natomiast tkanki łączącej te wysepki w funkcjonalny i estetycznie zadowalający organizm.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
