r e k l a m a

Społeczny opór przeciw podsłuchom

Anna Nowacka-Isaksson 03-07-2008, ostatnia aktualizacja 04-07-2008 08:12

Parlament otrzymał 6,6 mln e-mailowych protestów przeciw ustawie, która legalizuje podsłuchiwanie rozmów prowadzonych przez telefony komórkowe, kontrolę esemesów i poczty elektronicznej.

Takiej akcji nie było od dawna. Kampanię e-mailową zainicjowała popołudniówka „Expressen”. W internetowym wydaniu zamieściła formularz z protestem do deputowanych, którzy głosowali za przyjęciem kontrowersyjnej ustawy, mimo dezaprobaty społeczeństwa dla nowego prawa.

Ustawa pozwala Służbie Nasłuchu Radiowego na masowe kontrolowanie rozmów i połączeń internetowych osób, wobec których nie ma nawet podejrzenia o popełnienie przestępstwa. – To sprawa, która budzi olbrzymie emocje – mówi redaktor naczelny „Expressen” Thomas Mattsson.

Premier Fredrik Reinfeldt tłumaczy, że obywatele Szwecji po prostu nie zrozumieli nowej ustawy. Jego zdaniem opierają się na fałszywych przesłankach, mówiąc o społeczeństwie Wielkiego Brata, w którym każdy czułby się nieswojo. Podkreślił, że ustawa służy zwalczaniu międzynarodowej przestępczości i nie obejmuje podsłuchu ani kontroli połączeń krajowych. Jego zdaniem wiedza społeczeństwa o działalności wywiadowczej sektora obrony jest za mała. W przekonaniu premiera rząd wprowadził do ustawy wszelkie niezbędne poprawki, by nie była zamachem na wolność człowieka. Nie zmieni ustawy o podsłuchu.

Pod wrażeniem reakcji społeczeństwa na uchwalenie ustawy pozostaje znany politolog z Uppsali Stigbjörn Ljunggren. – Podobne reakcje obserwowaliśmy, gdy populistyczna partia Nowa Demokracja zdobyła w wyborach do parlamentu prawie 7 proc. głosów – mówi. – Protestowano też, gdy w latach 60. zamierzano wycofać ze szkół lekcje o chrześcijaństwie. Zebrano wtedy ponad milion podpisów.

– Kiedy zapytasz Szwedów, czy chcą, by ich podsłuchiwano, spotkasz się z gwałtownym oporem. Gdy jednak zapytasz, czy zgadzają się na zwalczanie terroryzmu i przestępczości, odpowiedzą twierdząco. Ale nonszalancja, z jaką rząd forsuje ustawę, wskazuje, że nie ma czystych zamiarów – ocenia politolog.

Życie Warszawy