Bat na reklamiarzy
Jest szansa na usunięcie dzikich billboardów i płacht na budynkach. Ratusz przygotował wzorowany na zachodnich projekt zmian ustawowych, dzięki którym da się zakazać ustawiania tablic także na działkach prywatnych.
Wśród firm reklamy zewnętrznej panowała do poniedziałku niepisana zasada, że Trakt Królewski to świętość – tutaj billboardy nie mają wstępu. Złamała ją firma AMS, ustawiając obok XIX-wiecznego pałacyku Lesserów reklamę na betonowym „kapciu”.
W mieście zawrzało. Stołeczny konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka zapowiedziała odebranie kilkuset tys. zł dotacji Związkowi Kombatantów RP, który dla zysku zgodził się na reklamę przy zarządzanym przez siebie pałacyku. Internauci nawołują do bojkotu produktów, które się tutaj zareklamują.
Nie ma już żadnych zasad
Tymczasem wiceprezes AMS Marek Kuzaka powiedział nam, że reklamy z tego miejsca usuwać nie zamierza. Powołał się przy tym na korzystną dla siebie ekspertyzę prawną (kulawe przepisy są pełne luk, umożliwiających stawianie kilkutonowego billboardu bez uzyskania opinii miasta). Nasi rozmówcy twierdzą, że firma AMS czuje się bezkarna.
– Myślą, że nikt ich nie tknie, bo należą do koncernu Agora – mówi „ŻW” były pracownik branży reklamowej. – Przecieraliśmy oczy ze zdumienia już w ubiegłym roku, kiedy ustawili autostradowy słup z reklamą na terenie liceum Batorego. Teraz na Trakcie Królewskim poszli jeszcze dalej. Nie ma już żadnych granic – ocenia.
Dopiero po tym incydencie władze miasta zareagowały. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz obiecała zgłosić w lipcu do Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym. Pomysł polega na przekazaniu samorządowi lokalnemu – w tym przypadku Radzie Warszawy – wyłącznego prawa do ustalania zasad ustawiania reklam w granicach administracyjnych miasta (także na terenach prywatnych). Takie reguły obowiązują np. w Wiedniu, Berlinie i Paryżu, dzięki czemu nie ma tam reklamowej samowolki.
Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza zapowiedział, że Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie zabiegała o poparcie dla projektu wśród kolegów z rządu i wśród parlamentarzystów. Poparcie dla pomysłu wyraziła już np. warszawska posłanka PO Julia Pitera.
Jeśli uda się w Warszawie, lawina zmian rozleje się na inne polskie miasta. Dzisiaj w stolicy obowiązuje tylko zarządzenie prezydent miasta z grudnia ubiegłego roku, które miało uporządkować chaos reklamowy. Dlaczego nie działa? Bo zakazy obejmują ustawianie reklam tylko na gruntach miejskich albo Skarbu Państwa. I tak, kiedy Zarząd Dróg Miejskich– po miesiącach batalii sądowych – usunie z pobocza billboard, kilka metrów dalej na terenie prywatnym wyrastają trzy inne – różnego formatu, wysokości i pod różnym kątem.
Gra o wielkie pieniądze
Reklamy stają na wielkich betonowych łapach jako rzekomo niezwiązane z gruntem (bez pozwolenia na budowę). Firma zgłasza wniosek o opinię w delegaturze Biura Administracji np. w Rembertowie. Stamtąd trafia do centrali, która wysyła odpowiedź odmowną. Przedstawiciel firmy reklamowej – zameldowany np. pod Szczecinem – nie odbiera listu poleconego z odmową. Tak mija 30 dni i firma nabywa uprawnienia.
– To jest działanie „na chama”. Bez klasy, bez smaku, bez elementarnego poczucia estetyki – mówi naczelnik miejskiego Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej Tomasz Gamdzyk.
Żeby się udało, decydenci muszą stawić czoła gigantycznemu lobby firm reklamowych.
– Zakazywaniem niczego nie da się rozwiązać. Należy usiąść z branżą reklamową do rozmów i stworzyć koncepcję reklamy w mieście – upiera się prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej Lech Kaczoń.
Branża wysuwa najczęściej argument: zakaz reklam na prywatnej działce to ograniczenie prawa własności. Na Zachodzie prawo własności gruntu nie jest jednak tożsame z dowolnością dysponowania nim. W zadbanych francuskich miastach (np. w Lyonie i Bordeaux) po prostu nie można stawiać billboardów w centrach miast – niezależnie od tego, czy działka jest publiczna, czy prywatna.
Opinie Czytelników
Tamka: Podpisuję się pod tym co wyżej zostało powiedziane. Dość już śmietnika wizualnego w Warszawie! Trzymam kciuki za projekt zmian w prawie.
Najdziwniejsze u nas jest to, że wszyscy zachwycają się jaka Skandynawia jest piękna, że Paryż, że włoskie miasta, ale nikt nie skojarzy, że ona nam się podobają, bo są estetyczne do najmniejszego drobiazgu. Nie chodzi tu tylko o piękne zabytki, ale tzw. krajobraz miejski, czyli całość tego co się widzi.
Zeew: Oburzające, typy od tego tej szkarady w Alejach Ujazdowskich myślą najwidoczniej że są bezkarne, bo stoi za nimi Agora. W jakim kraju my żyjemy, pytam. Kiedy skończy sie taka ubecka gospodarka, te parszywe reklamy AMS, te parszywe osiedla JW Construction? Trzeba to wypalać rozżarzonym żelazem.
Firmy chcą zarabiać, to zrozumiałe, ale tym traktem Królewskim podpisały na siebie wyrok. Bardzo proszę opinię publiczną, bo tylko w niej nadzieja w tym spętanym znajomościami kraju, pilnujcie teraz Hanki, żeby ten projekt złożyła, pilnujcie krok po kroku, co się z tym dzieje, czy przechodzi przesz kolejne szczeble legislacyjne, dzwońcie do posłów i informujcie z nazwiska o tych, którzy projektowi się sprzeciwiają. Bo niedługo na pewno jakaś lepka łapa z izby reklamy, firmy reklamowej, włoży do gdzieś do kieszeni, co trzeba, żeby projekt uwalić.
Także od takich rzeczy zaleź duma i wizerunek Warszawy, która nie po to walczyła w powstaniu warszawskim, żeby teraz ubecy z firm reklamowych i deweloperskich zostawiali na naszym mieście szkaradne ropiejące rany billboardów, przekręciarskich szkaradnych osiedli, dróg dziurawych dwa lata po otwarciu. Pokażmy, że nie zdziadzieliśmy, i potrafimy walczyć o swoje.
Hubert: podpisuje sie pod tym!!! zakazac stawiania tego badziewia gdziekolwiek!!! caly ten szajs reklamowy po prostu strasznie drazni. nie wiem jak reszta czytelnikow, ale ja zwracam uwage na to, ze jakis idiota powiesil mega duza plachte na kolejnym budynku, natomiast na sama reklame zadnej uwagi nie zwracam. nie tyle w gescie protestu, co po prostu z faktu, ze jest ich tyle, ze zlewaja sie w jeden, wielki, bezsensowny belkot i ferie barw, ktora do niczego nie zacheca, ale jakikolwiek przekaz ginie w tym natloku.
powinni przede wszystkim zaczac od bezwglednego zakazu stawiania czegokolwiek na Trakcie Krolewskim. powinno sie oczyscic wszystkie budynki z tych badziewnych placht, ktore zabieraja mieszkancom powietrze latem oraz swieca reflektorami prosto w okna. ze o tych nadmuchiwanych kitach w Centrum, czy jakichs plastikach na dachach przystankow niewspomne.
Warszawa, wzorem innych zachodnich miast, powinna byc wolna od reklam!!! nie mozna zorganizowac jakiejs akcji zbierania podpisow mieszkancow przeciwko temu? czy ZW nie mogloby choc sprobowac? jestem pewien, ze cala masa warszawiakow podpisze sie pod petycja o uwolnienie miasta od tego reklamowego balaganu, ktorym bez naszej zgody po chamsku zarzucaja nas firmy reklamowe. wiem, ze uchwalanie prawa i wprowadzenie go w zycie trwa dlugo, ale niech firmy reklamowe wiedza, ze ludzie do ktorych kieruja reklame po prostu nie chca jej ogladac!!! a przynajmniej nie w takiej ilosci i na pewno nie w takiej wersji. a wszystkie formy lamiace przepisy z miejsca powinny byc ukarane grzywna i to mniej wiecej tej samej wysokosci, co szacunkowy przychod z reklamy postawionej nielegalnie.
Marcin: Oby się udało
maja: Jak samowolka to samowolka. W nocy powinien przyjechać dźwig i reklamę zabrać. Tacy “nieznani sprawcy”. Panowie policjanci sprzed ambasady USA będą w tym czasie patrolować Piekna, prawda?
Przyjezdny: Ja choć jestem gościem w Warszawie, to też uważam że to chłam, która zamiast reklamować to irytuje odbiorców. A o mieszkańcach budynków którym na siłę umieszcza się takie płachty, albo bilbordy świecące jaskrawym światłem w okna :-((((
Proponuję aby skrzyknęli się “paintballowcy” i takie kicze opluli farbą. To moim zdaniem bardziej zmusi urzędników to zainteresowania się tą sprawą, a np. firmę AMS do dodatkowych kosztów, a w przyszłości większego zastanowienia się nad tym co robią oni i inni im podobni.
kuba: Dokładnie tak !!! Życzę tej inicjatywie jak najlepiej. Zaraz się podniosą głosy, że to godzi w prawo własnosci. I to prawda. Ale dla dobra ogółu państwo może ingerować w prawo własności. Powinno być tez w ustawie wpisane, że w przypadku stwierdzenia nielegalnej reklamy (np. zbyt dużej albo znajdującej się w zabytkowej strefie), jeżeli nie zostanie usunięta w terminie 3 dni, miasto może ją zdemontować na koszt właściciela.
Zresztą, z pewnością skoro w Paryzu sobie z tym radzą, to mają już odpowiednie instrumenty, które wystarczy skopiować.
A branża niech nie gada, że trzeba z nimi rozmawiac, bo na rozmowy to mieli 19 lat, a teraz to już urosło do takiego absurdu i reklam jest taka masa, że już nie ma o czym rozmawiać i szkoda na to czasu.
monia: Nie mamy się czym pochwalić, mało zabytków mało rozrywek i jeszcze te plakaty, płachty ohydne po całym mieście.
A do tego wszystkiego przyczynia się zawsze święcie oburzona hipokrytka Agora.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook