r e k l a m a

Teraz już ma być lepiej

Dominika Węcławek,Marcin Flint 03-07-2009, ostatnia aktualizacja 03-07-2009 22:25

Problemy z nagłośnieniem, prądem, komputerem – początek gdyńskiego Open’era trudno uznać za udany. Artyści też nie bardzo się postarali. Przybyłym na festiwal warszawiakom jak na razie najbardziej podobał się... warszawski zespół – Łąki Łan.

*Arctic Monkeys nie miał szczęścia do nagłośnienia. Awaria przeszkodziła grupie w wykonaniu „Fluoerescent Adolescent”
autor: Beata Kitowska
źródło: Fotorzepa
*Arctic Monkeys nie miał szczęścia do nagłośnienia. Awaria przeszkodziła grupie w wykonaniu „Fluoerescent Adolescent”
autor: Beata Kitowska
źródło: Fotorzepa
autor: Beata Kitowska
źródło: Fotorzepa

Pierwszy dzień w założeniu miał dać jedynie przedsmak tego, co czeka nas przez następne wieczory. Dwie z sześciu scen – World stage i Young talents stage – były jeszcze nieczynne, a na głównej arenie wydarzeń występowały tylko trzy zespoły. To jednak wystarczyło, by przyciągnąć zaskakująco liczną publiczność. Która jednak tego wieczoru niejednokrotnie była zawiedziona.

Techniczne figle

Wszyscy ze szczególnym zniecierpliwieniem oczekiwali występu indierockowego Arctic Monkeys. Początek naszpikowanego nowymi utworami show Brytyjczyków był przyzwoity, ale od połowy zaczęły się problemy z nagłośnieniem.

– To bardzo nieprofesjonalne ze strony organizatorów. Ta sytuacja zepsuła nieco energię koncertu – mówi warszawiak Mateusz Kloc, pracujący w branży telewizyjnej.

Publiczność była niepocieszona, zwłaszcza że awaria przeszkodziła głównie w wykonaniu „Fluoerescent Adolescent” – jednego z lżejszych i bardziej przebojowych kawałków grupy.

Kolejny problem przydarzył się podczas pokazu filmu „Berlin Calling”. Projekcja została nagle przerwana, bo zabrakło prądu. To nieco dziwne, zważywszy na zapewnienia organizatorów: „Moglibyśmy zasilić 100 tysięcy mocnych 100-watowych żarówek domowych. Zasilanie to wystarczyłoby 10-tysięcznemu miastu”.

Gdy więc elektroniczny Basement Jaxx poinformował, że ma problemy z komputerem, widzowie powoli zaczęli wierzyć, że nad Open’erem ciąży fatum. Kłopoty udało się rozwiązać i występ pełen muzycznych aluzji (m.in. „Over The Rainbow” Judy Garland, „Paper Planes” M.I.A, „Pump up the jam” Technotronic) odbył się już bez przeszkód. I choć utwory nie imponowały energią i gasły wówczas, gdy powinny się na dobre rozkręcić, wielu osobom się podobał.

– Był bardzo dobrze przygotowany. Dobrze ułożono repertuar, dopracowano, gdzie ma pojawić się wstawka wokalna, a gdzie partie żywych instrumentów. Ekipa zaprezentowała się jako zgrana – przekonuje Bartek Szymczak, menedżer w firmie zajmującej się technologiami internetowymi, który na Open’er też przyjechał ze stolicy.

Kredyt krótkoterminowy?

Bez problemów obyło się na szczęście późno w nocy, kiedy w namiocie zagrał warszawski zespół Łąki Łan. Koncert sprowokował – zmęczonych już przecież – festiwalowych gości do skakania i wrzasków. W stu minutach zmieściły się i funk, i jazz, i hip-hop, i techno, i kabaret. Fenomenalne umiejętności artystów, szły w parze z pozytywnie rozumianym szaleństwem.– Łąki Łan to był numer jeden – wyrokuje Bartek. – Bardzo dużo energii, improwizacja, zabawa. Mogliby wystąpić na dużej scenie i rozkręcać ludzi przed głównymi gwiazdami.

– Długo grali, mieli ciekawe pomysły. Ich show rzucił mnie na kolana – dodaje Mateusz.

I tak właśnie nieznany szerzej zespół pokonał międzynarodowe sławy. W Gdyni zagra jeszcze Prodigy, Kings Of Leon czy Faith No More – jest więc na co czekać. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że planowane na coraz bardziej masową skalę przedsięwzięcie traci powoli miano organizacyjnego majstersztyku. Zaczyna mu też brakować atmosfery, jaka towarzyszyła poprzednim edycjom.

„Stop słabym festiwalom. Dajcie nam znowu rock’n’rolla” – młodych ludzi z takim transparentem można było spotkać na Świętojańskiej, reprezentacyjnej ulicy Gdyni. Na to, by stanowczo zgodzić się z ich oceną, jest jeszcze za wcześnie. Niemniej coś jest na rzeczy. A warto pamiętać, że zdobywany latami kredyt zaufania publiczności może się kiedyś wyczerpać.

Życie Warszawy