Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Brzmienia w kadrach

Dominika Węcławek 15-12-2009, ostatnia aktualizacja 22-12-2009 20:59

Zamiast robić zdjęcia na koncertach, jeżdżą na próby. Nie wybierają superznanych grup. Twórcy www.dzwiekiwarszawy.blogspot.com portretują warszawską scenę niezależną.

Glamrockowy Splendor stał się jednym z bohaterów zdjęć Zbyszka Carewicza. Fotografia została wykonana w Barwnej, choć ciasnej, sali prób  zespołu
źródło: Materiały Promocyjne
Glamrockowy Splendor stał się jednym z bohaterów zdjęć Zbyszka Carewicza. Fotografia została wykonana w Barwnej, choć ciasnej, sali prób zespołu

Spotkali się w pracy w laboratorium fotograficznym. Szybko jednak okazało się, że obaj są miłośnikami muzyki. Zwłaszcza oderwanej od głównego nurtu. I tak Zbyszek Carewicz, absolwent Akademii Fotografii, i robiący zdjęcia amatorsko Tomek Sokołowski postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym. Inspiracja przyszła podczas ubiegłorocznego Miesiąca Fotografii w Krakowie.

– Zwróciłem tam uwagę na portrety zespołów garażowych Michaela Janga oraz na projekty Glenna Friedmana dokumentującego dokonania deskorolkarzy i grup punkrockowych – wspomina Zbyszek.

Jego pomysł na lokalne działania musiał jeszcze nabrać konkretnych kształtów. Pierwsze zdjęcia na blogu Dźwięki Warszawy pojawiły się więc dopiero w lipcu. Widać na nich eksperymentalną formację nujazzową Jazzpospolita. Oczywiście nie na scenie.

– Na koncercie zdjęcia robić może każdy, my wolimy kontakt bezpośredni – wyjaśniają fotografowie.

Dlatego z muzykami umawiają się w miejscach, w których artyści ćwiczą. Wiele zespołów wstydzi się bałaganu, prowizorki sprzętowej, tego, że nie grają w profesjonalnych warunkach. Dźwięki Warszawy jednak nie mają kreować nowej rzeczywistości, twórcom zależy na uchwyceniu stanu faktycznego.

– Zauważyliśmy prostą zależność. Im gorsza kanciapa, tym wyższy poziom artystyczny zespołu, który w niej ćwiczy – śmieje się Tomek.

Do wielu zespołów docierają sami poprzez profile na portalach takich jak Myspace. Pomagają im też albumy składanki.

– Dzięki np. płycie „Mazowiecka Scena Muzyczna” wydanej przez CDQ złapaliśmy sporo kontaktów. Chętni zgłaszają się też pod adres podany na naszym blogu – wylicza Zbyszek.

Dla obu stron to czysty zysk, zdjęcia trafiają bowiem do archiwum projektu, ale są też do dyspozycji grupy. Wszystko za darmo, bo Dźwięki Warszawy są inicjatywą non profit. I zdecydowanie długoterminową.

– Sesje przygotowujemy po godzinach naszej pracy. Nie napinamy się też, że skończymy za rok, zorganizujemy wystawę i wydamy album. Będziemy dokumentować działalność sceny niezależnej tak długo, jak się da – przyznaje Carewicz.

Ale marzenia oczywiście mają. Choćby właśnie pokaz najlepszych fotografii.

– Koniecznie musi być połączony z koncertami artystów, których uwieczniliśmy. A najbardziej zależałoby nam na tym, by to muzyka weszła do przestrzeni galerii sztuki, a nie fotografia zawisła na ścianach klubu muzycznego – zdradza Sokołowski.

Projekt też się rozwija. Od początku fotografów wspomaga Łukasz Błaszczyk, który dorywczo „podrzuca” kolejne sesje, a teraz pojawił się człowiek odpowiedzialny za nagrywanie dźwięków do fotocastów. Dzięki niemu zdjęcia warszawskich muzyków będą już niebawem mogły „zagrać”.

Życie Warszawy