Kreskówkowy sznyt country
Mitch & Mitch – gwiazdorzy stołecznej alternatywy – zapraszają na wycieczkę do XXII wieku. Jak przystało na tych niepoprawnych ironistów i kąśliwych prześmiewców, „XXII Century Sound Pioneers” okazuje się podróżą w muzyczną przeszłość...
Wyglądają jak banda nieokrzesanych freaków z garażowej kapeli punkowej. Grają jednak tak, że ich najnowsza płyta mogłaby bez wstydu stawać w szranki z nagraniami takich tuzów jazzującego avant popu jak Jaga Jazzist, Daedelus, Flanger, The Cinematic Orchestra czy Broken Social Scene. Co więcej, mieliby spore szanse tę rywalizację wygrać. Bowiem oprócz porównywalnych umiejętności, aranżacyjnego rozmachu i wyobraźni w zabawie brzmieniem warszawscy muzycy mają też jeden olbrzymi atut. Humor.
Kowbojskie absurdy
W przypadku Mitch & Mitch wszystko od początku było żartem. Czołowe postaci stołecznej sceny alternatywnej – muzycy zaangażowani w takie projekty jak Baaba, Starzy Singers, Bassisters Orchestra... i dziesiątki innych – postanowili poudawać kowbojów i nagrać płytę w stylu country. Ukryli się za ksywkami, w których jednym członem było zawsze słowo Mitch, zaczęli porozumiewać się wyłącznie po angielsku i ruszyli na podbój krajowych scen.
Kłopot w tym, że grali zbyt dobrze i – jako kompozytorzy – ogarniali zbyt szerokie horyzonty, by dowcip mógł się udać. Jeśli jeszcze debiutanckie „Luv Yer Country” było faktycznie lekką kpiną z country, tak już „12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed)” przynosiło błyskotliwą plątaninę folku, jazzu, post rocka i – charakterystycznych tylko dla Mitch & Mitch – groteskowo-absurdalnych melodii.
Retrokpina
Na „XXII Century Sound Pioneers” liczba Mitchów wzrosła do dziewięciu, a instrumentarium wzbogaciło się m.in. o wibrafon i rozbudowaną sekcję dętą. Zubożało natomiast – na szczęście, chciałoby się dodać – o głos.
Wszystkie te fakty mają ten skutek, że Mitch & Mitch stworzyli płytę brzmiącą jak rewelacyjny retrosoundtrack. Pobrzmiewa tu coś z ducha piosenek Burta Bucharacha, jest sznyt genialnych kreskówkowych melodii Henry’ego Manciniego... Tyle że Mitche ani na chwilę nie stają się poważni.
W przyjemnie jazzującą frazę wplatają absurdalny fragment bossa novy, a klimatyczny, smoothjazzowy motyw przełamują głupawą, folkową zagrywką.
Najciekawsze jednak, że wszystko to w jakiś niewytłumaczalny sposób ze sobą gra. I zamienia luzackie muzykowanie w kilkadziesiąt minut znakomitej, wielowarstwowej zabawy klimatami i stylami, dokonywanej przez naprawdę wybornych dźwiękowych erudytów.
Tych najwyższej próby, którzy z gatunkowych kanonów potrafią nie tylko kpić, ale budować na tej kpinie coś nowego.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook