r e k l a m a

Mój głos będzie kluczowy

Dominika Węcławek 15-03-2010, ostatnia aktualizacja 17-03-2010 21:48

Rokia Traore to największa gwiazda tegorocznego Francophonic Festival. Malijska artystka wystąpi 26 marca w klubie Palladium.

źródło: materiały prasowe

Dorastała Pani w kraju o pięknej muzycznej tradycji. Czy otoczenie wpłynęło na Pani piosenki?

Rokia Traore: Owszem, w Mali doskonałą muzykę można usłyszeć nie tylko w uznanych szkołach czy jazzowych klubach, ale i na ulicach. Trudno, bym z tego nie korzystała.

Zawsze jednak podkreślała Pani inspiracje amerykańską czarną muzyką, bluesem i jazzem?

Takiej muzyki słuchał mój ojciec. Miał mnóstwo płyt, które nieustannie były odtwarzane w naszym domu.

Wcześniej na Pani płytach było dużo dodatków, teraz na albumie „Tchamantche” postawiła Pani na prostotę i precyzję. Dlaczego?

Chciałam, by to była wyłącznie esencja. Dzięki temu nie odwracam uwagi od istoty tego, co chcę powiedzieć.

Mimo intymnego klimatu nagrań, najczęściej mówi Pani nie o sobie, a o problemach całej Afryki...

Teraz czuję się związana z Afryką bardziej niż kiedykolwiek. Wiem, że to jest dla nas dobry czas, że region będzie rósł w siłę. Ludzie wreszcie muszą przestać myśleć o ucieczce do Europy. Dzięki piosenkom, mogę otworzyć oczy młodym. Pokazać, że chcąc coś naprawdę zmienić, można działać na rzecz swoich krajów. Zamiast być niechcianymi gośćmi i pracować na czarno na przedmieściach Paryża, mogą legalnie budować dobrobyt Afryki. A jeśli mają imigrować, to w obrębie kontynentu...

A jednak sama mieszka Pani w Paryżu...

Tylko wtedy, gdy koncertuję w Europie. Teraz, gdy rozmawiamy przez telefon, siedzę u siebie w Mali. I tak jest przez większą część roku.

Jak to się ma do łączenia wpływów muzycznych z Afryki z zachodnimi?

Mamy u nas wielu zwolenników muzycznego skansenu, ludzi, którzy mówią, że powinniśmy tworzyć wyłącznie rdzenną, plemienną muzykę z regionów. Ja jestem temu przeciwna, jestem za postępem. Niestety, zaburzyły go wieki kolonizacji, choć nie przeczę, że one również wzbogaciły naszą kulturę. Poza tym jazz i blues to muzyka ludzi z Afryki, nie ma więc się czego wstydzić.

W piosence „Tounka” śpiewa Pani o bogactwach Afryki...

Mamy mnóstwo materialnych bogactw. Mali zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem wydobycia złota. Nigeria ma mnóstwo ropy, Kongo słynie ze złota i diamentów. Mnie jako artystce zależy na tym, by moi odbiorcy spoza Afryki uświadomili sobie, że nie potrzebujemy jałmużny, a pomocy przy rozwoju infrastruktury. Chcemy, żeby pieniądze tkwiące w bogactwach naszego kontynentu pracowały dla nas, a nie dla opływających w luksusy biznesmenów siedzących w swych willach na egzotycznych wyspach.

Widzę, że ma Pani olbrzymie poczucie misji, czy to brzemię nie przygniata Pani na scenie?

Wręcz przeciwnie, to dodaje mi sił, motywuje do tworzenia jeszcze lepszych piosenek, by móc obudzić ludzi, skłonić ich do działania.

A co przygotuje Pani dla nas?

Gdy staję na scenie, czuję, że spełniają się moje marzenia, dzielę się więc radością. Przyjeżdżam do was po raz pierwszy. Dołożę starań, byście mnie nie zapomnieli. Przywieziemy trochę afrykańskich instrumentów, znajdę sporo miejsca na muzyczne improwizacje, ale to mój głos będzie kluczowy.

Życie Warszawy