r e k l a m a

Wszyscy ranni w wypadku w Serbii są już w Polsce

mk 22-07-2008, ostatnia aktualizacja 22-07-2008 16:49

We wtorek dotarła do Polski ostatni osoba spośród poszkodowanych w wypadku a Serbii. Lekarze z różnych polskich placówek, opiekujący się rannymi, określają ich stan jako stabilny. W wypadku ucierpiało 12 Polaków.

- Stan dziewięciorga pacjentów, którzy trafili do nas po wypadku w Serbii, na razie jest stabilny - przy czym informacja, że stan tych dzieci nie zmienia się jest dobra, ponieważ oznacza, że nie ma pogorszenia - powiedziała dr Emich-Widera, dyrektor Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

Podobnie wypowiadali się lekarze ze szpitala im. św. Barbary w Sosnowcu, gdzie we wtorek leczone były dwie dorosłe osoby. Kolejny pacjent, 17-letni chłopiec, pozostawał w szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, specjalizującym się w chirurgii naczyniowej i transplantacjach kończyn.

We wtorek do Polski przybył ostatni ranny w wypadku. - Chłopiec trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. Po wypadku był w bardzo ciężkim stanie, konieczna była amputacja ręki - ma również uraz wielonarządowy i rozległe rany zmiażdżeniowe; pozostaje w stanie śpiączki - powiedziała dr Ewa Emich-Widera.

Jak zaznaczyła, to najciężej poszkodowane w wypadku w Serbii dziecko - z perspektywą długiego leczenia. Nie wiadomo na razie, jak długo hospitalizowani będą pozostali przebywający w tej placówce pacjenci. Szacunkowe terminy powrotu do domów niektórych z nich być może zostaną określone w przyszłym tygodniu.

Do wypadku autokaru z 66 polskimi turystami wracającymi z pobytu w Bułgarii doszło 11 lipca w okolicach miejscowości Indija, 20 km od Belgradu. Zginęło sześć osób, w tym dwoje dzieci. Kierowcy autokaru postawiono w Serbii zarzuty i aresztowano na miesiąc.

Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi, niezależnie od organów serbskich, prokuratura w Bielsku-Białej, gdzie mieści się siedziba organizatora wycieczki. Do Polski przetransportowano już ciała wszystkich śmiertelnych ofiar wypadku. W sobotę odbyły się pierwsze pogrzeby.

PAP