Same procesy i problemy w Narodowym
W muzeum czas na pierwszą wystawę sztuki polskiej po ‘89 roku. Sasnal, Rajkowska i Kozyra już jutro zagoszczą w i na gmachu przy Al. Jerozolimskich.
W borykającym się z problemem lokalowym muzeum wydarzył się cud. Wydawałoby się, że w galeriach zapchanych dziełami sztuki do granic możliwości nie da się wetknąć nawet szpilki. Tymczasem już jutro zobaczymy tu 40 nowych obiektów. Dzięki wystawie „Punkty Odniesienia“ kolekcja Muzeum Narodowego wypełnia lukę, która od dwóch dekad istniała w jego zbiorach.
Arcydzieła inaczej
Polska sztuka powojenna reprezentowana jest tu doskonale aż do roku 1989. Każdy, kto spaceruje po Galerii Sztuki Polskiej XX w., mógł dotychczas odnieść wrażenie, że po tej dacie przestała ona istnieć. Wszystko przez to, że skończyły się administracyjne możliwości zakupu nowych prac. Jak mówi Dorota Monkiewicz, generalny dyrektor Fundacji Zbiorów Sztuki Współczesnej MNW:– Od początku lat 90. urwały się państwowe dotacje, dzięki którym można było uzupełnić naszą kolekcję. W1996 r. udało nam się jednak założyć fundację, której udaje się budować takie zbiory dla Muzeum Narodowego. I to w całości ze środków uzyskanych od prywatnych darczyńców. W ten sposób fundacja zebrała już 40 prac 19 artystów. Wszystko odbywa się według specjalnego klucza.
– Nie kupujemy wszystkiego – wyjaśnia odpowiedzialna za artystyczne nowości Monkiewicz. – To nie ma być zbiór arcydzieł. Choć w dużej mierze z arcydzieł się składa – dodaje. Pierwszy raz mamy okazję zobaczyć je w profesjonalnych, muzealnych warunkach. Nie jest to jednak w żadnym wypadku zwykła prezentacja kolekcji.
Sasnal nadaje sens
Nowe eksponaty są kupowane z myślą o zaczepieniu ich w dotychczasowych zbiorach Narodowego. – Kolejnym częściom ekspozycji – wyjaśnia Monkiewicz – patronuje jakiś obraz z kolekcji muzeum. Wiele z nich nigdy nie było wystawianych. Chcemy pokazać, że to, co robią najważniejsi współcześni artyści, nie wynika z próżni. Przeciwnie – ma swoje mocne korzenie.„Punkty Odniesienia“ pieczętują dekadę pracy Fundacji Zbiorów Sztuki Współczesnej. Kolekcja budowana jest nie nazwiskami a problemami i procesami jakie w sztuce występowały. Możliwość swobodnego dołączania nowych prac stanowi natomiast – zdaniem Monkiewicz – największy potencjał drzemiący w wystawie.
Przykładowo ostatnio zakupiony obraz Julity Wójcik – „Pejzaż Unistyczny“ – zestawiono z pochodzącym ze zbiorów muzeum Strzemińskim, którego on dotyczy. W tej samej sali zobaczymy też Wilhelma Sasnala. – Chcemy pokazać, jak zmieniały się malarskie sposoby widzenia świata – zaznacza Monkiewicz.
Prawdziwym przebojem ma być sekcja „Manipulacje“. Zobaczymy tu strategie artystyczne Zbigniewa Libery czy „dokupionego“ ostatnio Oskara Dawickiego zestawione z pracą Jerzego Trelińskiego, która będzie pokazana po raz pierwszy, choć jest w Narodowym od 1978 r. – To niezwykłe – tłumaczy dyrektor fundacji – jak te nowe prace ożywiają stare i nadają im nowy sens.
Kolekcja bezdomna?
Organizatorzy wystawy stanęli przed nie lada wyzwaniem. Musieli przedłużyć, zarówno w rzeczywistości, jak i przenośni, przestrzeń galerii pokazującej sztukę polską z lat 1945 – 55. Dokupiono prace konceptualistów, reprezentantów sztuki feministycznej i renderowej, podbijając górną granicę kolekcji do 2007 r., z którego pochodzi ostatnio kupiona praca Wójcik. Istnieje jednak wciąż obawa, że na prezentację nowych nabytków fundacji po prostu nie wystarczy miejsca. Jednak Monkiewicz uspokaja – Nie do mnie należą pewne decyzje. Ale najważniejsza jest kolekcja. Jaśli ona jest, to miejsce się zawsze znajdzie.
Cieszmy się więc, że kolekcja istnieje i zgodnie z zapewnieniami ma się cały czas rozwijać. Z miejscem jest trochę gorzej. Jak nam powiedziano w Biurze Promocji MNW, w konkursie na nowego dyrektora przełomu nie ma. Wstępne rozmowy z kandydatami planowe są na połowę września.



DRUKUJ
WYŚLIJ
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
