Dozorcy zamiatali, teraz ich zmiotą
Po 20 lat w tych samych domach myli schody, odgarniali śnieg. Teraz idą na bruk. Urzędnicy rozkładają ręce – takie jest prawo.
Zaczynałam od trzech etatów i kilku budynków, ostatnio byłam na niecałej „połówce”, a teraz dostałam wymówienie – żali się jedna ze śródmiejskich dozorczyń.
– Przez 23 lata zajmowałem się tym domem, znałem wszystkich, byliśmy zaprzyjaźnieni – opowiada Stanisław Bazyl, dozorca z ul. Lwowskiej. – Często lokatorzy prosili mnie o drobne naprawy. Zawsze pomagałem.Jeszcze kilka lat temu dzielnica zatrudniała ponad 600 dozorców. Teraz zostało niespełna 200, a kolejni gospodarze domów komunalnych dostają wymówienia.
Zwalniani są ci, którzy sprzątali w tzw. budynkach wspólnotowych. Takich, gdzie przynajmniej jeden lokal został od miasta wykupiony. Powstaje wówczas wspólnota mieszkaniowa.
– A jak wynika z analizy prawnej takimi budynkami miejskie zakłady gospodarowania nieruchomościami, zatrudniające dozorców, zarządzać nie mogą – tłumaczy zwolnienia rzecznik śródmiejskiego ZGN Rafał Chromiński.– Bo nie są przedsiębiorstwem, nie mają osobowości prawnej – dodaje Danuta Rochalska, wicedyrektor ZGN na Pradze-Południe. – To reguluje Ustawa o gospodarce nieruchomościami.
Wyjaśnia, że miasto może obsługiwać tylko te budynki, które w 100 proc. są jego własnością. – Śródmieście jest w wyjątkowo trudnej sytuacji, bo większość domów komunalnych to budynki o mieszanym systemie własności. U nas ponad 300 to tzw. „setki”, w całości nasze, więc dla dozorców pracę mamy – mówi.
W obronie dozorców wystąpiły związki zawodowe. – To ludzie zazwyczaj niemłodzi, słabo wykształceni, dla których ta praca była jedynym źródłem utrzymania – mówi Elżbieta Rozpara z „Solidarności” w śródmiejskim ZGN. – Kto ich teraz zatrudni? Na konkurencyjnym rynku firm zarządzających nie będzie miejsca na starych dozorców.
– To są wybiegi, żeby wpuścić na rynek prywatne firmy – denerwuje się Ewa Zbonikowska ze Związku Zawodowego Centrum. – Opinie prawników są różne. Z naszych wynika, że możemy zarządzać budynkami wspólnotowymi.
Dozorcy pracujący w blokach należących do wspólnot mieszkaniowych zostaną prawdopodobnie zwolnieni do końca roku. Gospodarze domu przyznają, że część z nich dostaje propozycje pracy u nowego zarządcy. – Ale im kto starszy, tym o pracę trudniej. A poza tym, co państwowa posada, to państwowa. „Trzynastka” była, premia kwartalna, związkom można się było poskarżyć – wzdycha jeden z nich. Związkowcy z ZGN chcą rozmawiać z władzami miasta. Niektórzy dozorcy oddają sprawę do sądu pracy.
Alina Rasin - dozorczyni z ul. MokotowskiejCo to znaczy być dobrym dozorcą?
Najważniejsze to po prostu dobrze pracować: sprzątać klatki schodowe, otoczenie domu. Co pewien czas myć okna, zaglądać do piwnic. Jak człowiek dobrze pracuje, to ludzie go cenią. A ja byłam dozorczynią przez 22 lata. To kawał życia. Ale zdobyłam zaufanie mieszkańców. Pomagałam starszym paniom opłacać rachunki, czasami robiłam zakupy. Na dziecko zerknęłam na podwórku. Żyliśmy jak w rodzinie i to też ważna cecha dobrego dozorcy.
Jak pani zareagowała na zwolnienie z pracy?
Zrobiło mi się bardzo przykro. Pomyślałam sobie: jak to, po tylu latach pracy bez żadnych zarzutów traktuje się mnie jak śmiecia? Prosiłam, żeby przydzielono mi jakiś inny budynek. Nawet odpowiedzi nie dostałam. To jeszcze pogłębiło moje rozżalenie.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook