Krótsza droga inwestorów
Pozwolenie na budowę 10-piętrowego budynku od jutra będzie wydawać dzielnica. Cieszą się burmistrzowie i inwestorzy, a urbaniści ostrzegają: będzie bałagan architektoniczny.
Do tej pory w dzielnicy można było wydawać pozwolenie na budowę zajmującą do 10 tys. mkw. Teraz granicę ratusz podwyższył do 15 tys. mkw. i ustalił maksymalną wysokość – 30 metrów.
Przypilnują dewelopera
– Krytykowano nas, że sprawy architektury są zbyt scentralizowane, więc przekazaliśmy je do dzielnic. Inwestorzy mają teraz bliżej do ośrodka władzy – mówi wicedyrektor Wydziału Architektury Tomasz Zemła.
Decentralizacja ucieszyła burmistrzów. – Łatwiej będzie prowadzić lokalną politykę, kształtować przestrzeń w dzielnicy. Budowa o powierzchni 15 tys. mkw. to już spora inwestycja – mówi wiceburmistrz Woli Marek Lipiński. A burmistrz Wesołej Edward Kłos przyznaje, że nowe kompetencje umożliwią kontrolę deweloperów na niższym szczeblu. – W odległym ratuszu niektóre sprawy ważne dla dzielnic umykały urzędnikom – dodaje.
Burmistrzowie twierdzą też, że będą mogli więcej wymagać od tych, którzy chcą budować na terenie dzielnicy. – Będziemy mieli wpływ nie tylko na architekturę, ale też na infrastrukturę na osiedlach – podkreśla Jacek Kaznowski, burmistrz Białołęki.
Z decetralizacji cieszą się też deweloperzy, choć oficjalnie wielkiego entuzjazmu nie okazują. – To pozytywny ruch, bo skraca drogę do decyzji – przyznaje ostrożnie prezes J.W. Construction Jerzy Zdrzałka. – Ale tak naprawdę wszystko zależy od sprawności urzędników, wszystko jedno czy w mieście, czy w dzielnicy.
Inni przyznają, że liczą na lepszą współpracę z dzielnicami niż z odległym i mniej dostępnym miastem. – Burmistrz będzie bardziej dbał o interesy dzielnicy niż ratusz – twierdzi Paweł Augustyn z hiszpańskiej Restaury.
Będzie bałagan
Nieco sceptycznie patrzą na decentralizację architekci.– Wraca stare, które kiedyś przecież po coś zmieniono – mówi urbanista Krzysztof Domaradzki. – Decentralizacja niesie ze sobą niebezpieczeństwa. Kształtowanie planów pozostaje w ratuszu, a decyzje o pozwoleniu na budowę w dużej części idą do dzielnic. Mogą być kłopoty z koordynacją.Sceptycy twierdzą, że w stolicy zapanuje chaos architektoniczny. Przypominają, że tylko ok. 20 proc. miasta jest objęte planami zagospodarowania. Na pozostałych terenach pozwolenia na budowę są właściwie decyzją uznaniową.
– Inwestorzy już czekają, by ustawiać się w kolejce do burmistrzów ze swoimi projektami – mówi jeden z urzędników poprzedniej kadencji samorządu. – Teraz każdy będzie budował, co będzie chciał, bo burmistrza przekonać nietrudno. – Liczę na odpowiedzialność dzielnic – uspokaja Zemła.
Grzegorz Buczek, urbanistaJestem optymistą. Wydawanie pozwoleń na budowę przez dzielnice ułatwi życie zwłaszcza małym inwestorom. Załatwią je tam, gdzie będą budować, skróci się czas oczekiwania na decyzję. Nie obawiam się chaosu architektonicznego w mieście. Nie spowoduje go taka decentralizacja. Przecież samo pozwolenie na budowę jest sprawą wtórną. Ład urbanistyczny zależy od planów zagospodarowania i na nich trzeba się skupić.
Michał Borowski, były naczelny architekt miastaKształtowanie przestrzeni miejskiej powinno być jednolite w całej Warszawie. Przy dużym niedoborze planów miejscowych może być tak, że jeden burmistrz będzie chciał samych terenów zielonych, a inny wszystko zabuduje. Taka decentralizacja może grozić chaosem architektonicznym. Ratunkiem byłoby zarządzenie prezydent Warszawy o tym, że uchwalone już studium miejskie, choć nie jest prawem, obowiązuje przy wydawaniu warunków zabudowy.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON