r e k l a m a

Popijanie obowiązkowe

Ryszard Makowski 22-08-2008, ostatnia aktualizacja 29-08-2008 10:13

Intensywne, ale też niepokojące zapachy niekoniecznie zachęcają do stołowania się w Kompanii Piwnej. Ewa Dałkowska zniosła to jednak dzielnie. Pomogła jej w tym zapewne familiarna aura lokalu.

Ewa Dałkowska ratowała honor naszego stolika zamawiając litrowy kufel piwa. Dzięki temu nie wyróżnialiśmy się niechlubnie
autor zdjęcia: Radosław Pasterski
źródło: Fotorzepa
Ewa Dałkowska ratowała honor naszego stolika zamawiając litrowy kufel piwa. Dzięki temu nie wyróżnialiśmy się niechlubnie

W sierpniowy ciepły wieczór w Kompanii Piwnej na Podwalu trudno znaleźć w ogródku wolny stolik. Przy bramie czeka czujna czeredka wypatrująca, czy coś się nie zwalnia. Ewa Dałkowska ratowała honor naszego stolika, zamawiając duże, litrowe piwo. Trochę niezręcznie jest siedzieć w piwiarni bez kufla. Dzięki temu nie wyróżnialiśmy się niechlubnie.

Ewa rozglądała się, czy nie ma żadnych wiekopomnych napisów. Knajpy PRL-owskie miały zawsze ambicje przekazania gościowi czegoś w formie pisanej. Na ulicy Wschodniej w Łodzi – mieście filmowców – była Restauracja Artystyczna, która słynęła z dwóch plansz wiszących nad barem. Plansza główna – „Wódki bez zakąski nie podajemy“ i poniżej – „Piwo i wino nie są zakąskami“. Śmieszył moją rozmówczynię także napis w witrynie, restauracji nomen omen, Smakosz.

Specjalność zakładu – jaja z wody. Teraz nie do pomyślenia. Czasy się zmieniły diametralnie i dzisiaj karta dań jest o wiele bardziej urozmaicona. Sympatyczna pani kelnerka obsługiwała nas szybko i sprawnie, co było miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę liczbę gości oczekujących na realizację zamówień. Najsłabszym punktem programu były, niestety, potrawy, których apetyczny wygląd miał się nijak do smaku. Być może jako zakąska dania te spełniają swoje zadanie, ale gdy się chce z nimi zmierzyć bez popijania, okazuje się, że przygotowano je tak, by nie urazić gustu konsumenta stołówkowego.

Wędrujące talerze

Carpaccio z łososia z oliwą, kaparami i cytryną z pewnością dałoby natchnienie holenderskim mistrzom od martwych natur. Czar jednak pryska po zaatakowaniu talerza widelcem. Zupełny brak wyrazistości wizji podczas doprawiania potrawy. I tak jednak dopisało mi szczęście. Ewie trochę mniej.

Krewetki królewskie w czosnku i winie pachniały intensywnie i niepokojąco. Pachniały jest tutaj oczywiście eufemizmem. Trudno jednak używać innego języka w towarzystwie prawdziwej damy. Kulturalnie staraliśmy się dociec, czy to nas zawodzi zmysł powonienia, czy coś tutaj jednak jest zdecydowanie ponad przeciętność.

Włączyliśmy też w naszą detektywistyczną zabawę panią kelnerkę. Pani kelnerka zabrała talerz, by skonsultować „aromat“ z kucharzem. Kucharz wydał werdykt, że wszystko jest w porządku. Jednak jury w składzie Ewa, pani kelnerka, kucharz i piszący te słowa, większością głosów – dwa (nasze) do jednego (kucharza), przy wstrzymującej się pani kelnerce – orzekło, że spożycie tych krewetek może być spożyciem niezapomnianym i zrezygnowaliśmy, zostawiając potrawę prawie nienaruszoną.

Humor nas jednak nie opuszczał, bo Ewa, wspaniała gawędziarka, przywołała opowieść ze SPATi F-u. Znajomy Wojciecha Pszoniaka dostał zbyt zimną zupę. Wsypał do niej z pół solniczki. Zawołał kelnera, żeby zabrał zupę, a do swojego towarzysza powiedział: Zobaczysz, co się teraz będzie działo. Dosłownie po kilku chwilach rozległ się krzyk z innego stolika – kelner!!! Co ta zupa taka słona?! W zamieszaniu nie posoliliśmy krewetek, więc trudno powiedzieć, jakie były ich dalsze losy.

Fanaberie gwiazdy

Kiedyś w Koninie Ewa poprosiła na śniadanie o jajko w szklance i dostała jajko w szklance. Ugotowane na twardo, w skorupce wetknięte w szklankę. Obsługa nie mogła się nadziwić, jakie te gwiazdy mają fanaberie. A trzeba przyznać, że Ewa ma fanaberie. Nie wiedzieć czemu uparła się, żeby występować tylko z repertuarem wartościowym i brać udział w przedsięwzięciach o wysokiej randze artystycznej. Te role, które przynoszą jej uznanie, świadczą nie tylko o jej kunszcie scenicznym, ale także o wyczuleniu na sprawy ważne dla Polski.

Jest kobietą niezwykle odważną. W stanie wojennym występowała w Teatrze Domowym, który od 1982 roku dał 150 przedstawień w mieszkaniach, gdzie spotykano się pod pretekstem imprezy rodzinnej.

Obecnie także śmiało prezentuje poglądy, które w jej środowisku często nie są akceptowane. Ostatnio ciekawym przeżyciem zawodowym była rola w „Dybuku“, reżyserowanym przez Krzysztofa Warlikowskiego.

Spektakl prezentowano na festiwalach w Edynburgu i Jerozolimie.

Zaintrygowana multimedialnym projektem „Rekonstrukcja poety“, w dziesiątą rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta recytowała jego wiersze na pl. Krasińskich. Słowa zderzały się ze zdjęciami Chrisa Niedenthala z lat 70. i 80., prezentowanymi na trzech dużych ekranach.

Nasze danie główne to sandacz po litewsku z chrzanem i boczkiem. Interesujące połączenie. Przypadła nam do gustu cebula zapieczona w cienki wafel. Kiedy wychodziliśmy, znaleźliśmy jednak napis. Nad bramą widniało: „Szczęść Boże na drogę, zapraszamy na jutro“. Z pewnością jeszcze nie raz skorzystamy z zaproszenia, bo pomimo pewnych rozczarowań kulinarnych trzeba przyznać, że miejsce stwarza familiarną atmosferę, na wzór piwiarń czeskich czy bawarskich.

Nasz gość

EWA DAŁKOWSKA

– Podwójna pani magister. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim i Szkołę Aktorską w Warszawie. Zagrała w kilkudziesięciu filmach („Bez znieczulenia”, „Sprawa Gorgonowej”, „Kobieta z prowincji” i inne). Od 1976 roku jest w zespole Teatru Powszechnego. Od 1981 roku związana z kabaretem Pod Egidą Jana Pietrzaka. W stanie wojennym współtworzyła słynny Teatr Domowy. Dubingowała Petunię Dursley w filmach o Harrym Potterze. Oryginalna interpretatorka „Fur Elise” Ludwika van Beethovena.

Z menu

Piwna Kompania, Podwale 25, 022 635 63 14

Krewetki królewskie w czosnku i winie – 39 zł

Sandacz po litewsku, pieczony z chrzanem i boczkiem – 21 zł

Carpaccio z łososia z oliwą, kaparami i cytryną – 16 zł

Golonka po węgiersku z kaszą – 21 zł

Żeberka z grilla z miodem i orzechami lub sosem barbecue – 29 zł

Schab z grilla z sosem z prawdziwków i smażonymi ziemniakami – 36 zł

Dodaj swoją opinię...

Życie Warszawy