r e k l a m a

Pół wieku w obrączkach

Marcin Szymaniak 28-08-2008, ostatnia aktualizacja 29-08-2008 20:21

Jak wytrzymać 50 lat razem? - Często wyjeżdżać w delegacje, a od czasu do czasu wziąć głęboki oddech - mówią jubilaci.

Barbara i Zdzisław Ordakowie
autor zdjęcia: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
Barbara i Zdzisław Ordakowie
Jadwiga i Kazimierz Zielińscy
autor zdjęcia: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa
Jadwiga i Kazimierz Zielińscy

Ale to nie wszystko. – Trzeba mieć jeszcze poczucie humoru i trochę szczęścia – dodaje inżynier Zdzisław Ordak, a żona Barbara powtarza: – Wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość. Wczoraj państwo Ordakowie odebrali z rąk wojewody Jacka Kozłowskiego prezydenckie odznaczenie za długoletnie pożycie małżeńskie.

Impreza na całe osiedle

Ślub mieli w kościele św. Józefa na Kole. – Wtedy wszystko odbywało się inaczej, skromniej – wspomina pani Barbara. – Nie było tyle kwiatów i prezentów co dziś, a przyjęcie odbywało się w domu. Muzyka szła z gramofonu, który kuzyn zainstalował w pokoju. Głośnik wystawił za okno i całe osiedle się bawiło.

Czego się wtedy słuchało? – Gniadkowski, Rylska, no i szlagiery w rodzaju „Głębokiej studzienki“ – opowiada pani Barbara.

Po ślubie Ordakom wcale nie było lekko. – Gnieździliśmy się razem z rodzicami w jednym mieszkaniu. Pierwsze własne to był żłób betlejemski, rudera absolutna – opowiada małżeństwo. – Jak już się do bloku wyprowadziliśmy to jak do Belwederu.

Wczoraj po uroczystości w urzędzie państwo Ordakowie z rodziną wybrali się do cukierni. – Żona jest stała w uczuciach, dobrze gotuje (lane kluski palce lizać) i świetnie zajmuje się domem. No i ma do mnie dużo cierpliwości – komplementował ukochaną pan Zdzisław.gardziJak mówią, 50 lat minęło im bardzo szybko i szczęśliwie. – To dlatego, że zawsze byliśmy dla siebie wyrozumiali.

– Teraz czasy są inne. Młodzi to tacy „letkiewicze“. Wszystkiego zaznają przed ślubem, a potem nie mają już do czego dążyć – uważa pani Ordak. – Większą część zasobów dają rodzice, a lepiej jest jednak jak małżonkowie wspólnie muszą do wszystkiego dojść. To cementuje związek.

Jedna randka i ślub

– Nam myśl o rozwodzie nawet przez chwilę nie przemknęła – mówi pułkownik Kazimierz Zieliński, który wraz z żoną Jadwigą także otrzymał wczoraj odznaczenie. – W dodatku, gdyby jeszcze raz przyszło nam szukać towarzysza życia, to wybralibyśmy siebie.

To był klasyczny przypadek miłości od pierwszego wejrzenia. – Mąż przyszedł do mnie do ministerstwa, gdzie wtedy pracowałam, w poniedziałek i od razu się zakochał. W sobotę były już zaręczyny – opowiada pani Jadwiga.

– Ujęła mnie urodą. Zresztą do dziś taka pozostała. Czy ciężko było wytrzymać? Nie, to czasy były ciężkie – dodaje mąż.

Pierwsza randka? – Ot mąż odprowadził mnie po pracy wieczorem do domu. A potem szybki ślub – mówi pani Zielińska. – Śnieg był niesamowity, a ja prawie się spóźniłem – wspomina pan Kazimierz.

Receptę na długie pożycie mają prostą: przez żołądek do serca. – Żona świetnie gotuje i to bez książki kucharskiej. Jej rosół i kurczak łagodzi mnie natychmiast – twierdzi pan Zieliński. – A ja go kocham za to, że potrafi się przyznać do błędu i przeprosić – kończy pani Jadwiga.

Dodaj swoją opinię...

Życie Warszawy