Dotacje na puste muzea
Ponad 60 mln zł przeznaczył marszałek województwa na działanie 18 muzeów. Tylko do każdego zwiedzającego Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego dokłada ponad 50 zł.
Niewielki budynek w al. Wilanowskiej 204. Siedziba Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. Wchodzimy do środka.
Skąd pani o nas wie?
Już przy wejściu wielkie zaskoczenie: nie ma kasy! Pytamy o bilety. Dyżurujący ochroniarz w popłochu kieruje nas do... sali inwentaryzacji. Siedzący tam panowie są wyraźnie poruszeni wizytą, nerwowo spoglądają na siebie. W końcu jeden z nich podejmuje odważną decyzję: – Proszę poczekać. Pójdę po kolegę na drugie piętro – mówi. Po chwili pojawia się przewodnik. – Skąd w ogóle pani o nas wie? – pyta zdziwiony.
W końcu sprzedaje bilet za 2 zł i prowadzi nas do dwóch niewielkich sal. Nie ma chłopskich ubiorów czy zaostrzonych kos, tylko plansze ze zdjęciami i kilka sztandarów. – Wystawę udostępnił nam krakowski IPN. Nasze są tylko sztandary – stwierdza przewodnik.
I po chwili tłumaczy konsternację swoją i kolegów: – Indywidualnych gości mamy niewielu. Głównie odwiedzają nas uczniowie, stowarzyszenia związane z ruchem ludowym, ludzie z PSL. Byli u nas czołowi politycy tej partii – dodaje z dumą.
W jednej sali oprócz czarno-białych plansz stoi telewizor z DVD. – Jest jakiś film? – pytamy z zaciekawieniem. – Nie ma. Telewizor tu postawiliśmy, bo nigdzie nie było dla niego miejsca – mówi wprost przewodnik.
Na zakończenie wizyty oprowadzający próbuje zainteresować nas obrazami przedstawiającymi wieś. Niestety, podziwianie ich jest dość trudne, bo powieszone są ciasno na ścianach wzdłuż wąskich schodów.
A najbardziej atrakcyjną salę – zdaniem muzealnika – zostawiono na pożegnanie. – Tę wystawę też przygotował IPN, tym razem rzeszowski – zaprasza przewodnik, wskazując... plansze ze zdjęciami.
Miejsce na wagę złota
Dlaczego w muzeum, na które marszałek daje ponad 2 mln zł rocznie i które (wraz z dwiema filiami w innych miastach) odwiedziło w ubiegłym roku tylko ok. 37 tys. osób, nie można zobaczyć interesujących eksponatów? – Mamy za mało miejsca, by prezentować nasze zbiory. Wystawy musimy robić np. w szkołach – tłumaczy zastępca dyrektora muzeum Jerzy Mazurek. I dodaje, że placówka ma w magazynach ponad 40 tys. eksponatów (m.in. mundury batalionów chłopskich).
Z problemem lokalowym, który wpływa na jakość prezentacji zbiorów, boryka się większość muzeów podlegających marszałkowi. – Chciałbym pokazać mnóstwo eksponatów, ale nie mam na to miejsca i pieniędzy – mówi Andrzej Wawrzyniak, dyrektor Muzeum Azji i Pacyfiku, które w ubiegłym roku odwiedziło 170 tys. osób. W tym roku dotacja na jego działanie to ok. 1,7 mln zł.
Choć dla samorządu województwa ten rok jest wyjątkowo trudny finansowo, to o zamknięciu nieatrakcyjnych i nierentownych muzeów nikt nie myśli. – Na pewno wiele osób byłoby z tego niezadowolonych. Nam zależy na poszerzeniu ich działalności, a nie ograniczaniu – mówi Bożena Żelazowska, zastępca dyrektora Departamentu Kultury, Promocji i Turystyki w Urzędzie Marszałkowskim.
Ale nie ma szans na ich finansowe ratowanie. – W tym roku dotacje zmniejszyliśmy o 15 proc. Żadnej poprawy nie mogę obiecać – mówi Ludwik Rakowski, wicemarszałek Mazowsza odpowiedzialny za kulturę.
Pomysł i praca
Rakowski mówi, że wielkość muzeum i pieniądze nie określają jego rangi. Na funkcjonowanie placówki wpływ ma głównie jej dyrektor. To prawda, ale o markę trzeba się postarać. Wiedzą o tym na przykład w Muzeum Powstania Warszawskiego.
– Pieniądze z dotacji wystarczą na pensje dla pracowników i rachunki. Żeby zorganizować dobrą ekspozycję i ciekawe imprezy, trzeba mieć przede wszystkim dobry pomysł i napracować się przy jego realizacji. No i trzeba na własną rękę szukać sponsorów – mówi Anna Kotonowicz, rzeczniczka MPW, które z ratusza otrzymuje ok. 11 mln zł dotacji. Ale w ubiegłym roku odwiedziło je ponad 0,5 mln osób.
– Sama nazwa naszej placówki nie jest najszczęśliwsza. Jeśli sponsor ma do wyboru pomoc Muzeum Powstania Warszawskiego albo nam, to oczywiście wybierze tę bardziej znaną placówkę – kwituje Mazurek.
Specjaliści od kultury mówią jedno: – Na młodych działają dynamika, multimedia, dodatkowe imprezy. Dlatego wolą odwiedzać centra animacji kultury, a nie muzea z zakurzonymi planszami i gablotami – mówi Grzegorz Lewandowski, szef klubokawiarni Chłodna 25.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook