r e k l a m a

Instytucje pisma piszą, a reklamy nadal straszą

rbi 23-12-2011, ostatnia aktualizacja 23-12-2011 08:26

Nadzór budowlany co chwila przysyła nam pisma, w których nakazuje zdjąć reklamę z elewacji – skarży się jedna ze wspólnot w Śródmieściu. Urzędy nie przyjmują do wiadomości, że płachtę usunięto w czerwcu.

Na bloku sto­ją­cym nie­da­le­ko skrzy­żo­wa­nia ul. No­wy Świat i Świę­to­krzy­skiej wspól­no­ta miesz­kań­ców po­sta­no­wi­ła po­wie­sić re­kla­mę na czas re­mon­tu ge­ne­ral­ne­go.

– To by­ły dla nas do­dat­ko­we do­cho­dy – tłu­ma­czy czło­nek za­rzą­du wspól­no­ty.

–Dzię­ki te­mu nie mu­sie­li­śmy się­gać do kie­sze­ni miesz­kań­ców.

W czerw­cu we­szły w ży­cie no­we prze­pi­sy, któ­re za­bra­nia­ją wie­sza­nia płacht na bu­dyn­kach miesz­kal­nych, je­śli ma­ją za­sła­niać okna.

– Wtedy ją zdjęliśmy – tłu­ma­czą człon­ko­wie wspól­no­ty.

Jednak jej za­rząd do dziś do­sta­je pi­sma z na­ka­za­mi zdję­cia płach­ty.

– Przy­cho­dzi do nas co naj­mniej je­den list w ty­go­dniu, od różnych instytucji, m.in. z prokuratury – skar­ży się czło­nek za­rzą­du wspól­no­ty. – Już nie ma­my si­ły im od­po­wia­dać. Naj­bar­dziej za­sta­na­wia nas stwier­dze­nie „po do­głęb­nym zba­da­niu spra­wy". Gdy­by zba­da­li ją na­wet po­wierz­chow­nie, to by wie­dzie­li, że re­kla­my po pro­stu nie ma.

Dy­rek­tor Po­wia­to­we­go In­spek­to­ra­tu Nad­zo­ru Bu­dow­la­ne­go An­drzej Kło­sow­ski za­pew­nia, że urzęd­ni­cy spraw­dza­ją bu­dyn­ki z nie­le­gal­ny­mi re­kla­ma­mi. – Ta­ka kon­tro­la od­by­ła się np. w ze­szłym ty­go­dniu – za­pew­nia.

Obec­nie PINB w War­sza­wie pro­wa­dzi prze­ciw nie­le­gal­nie wy­wie­szo­nym płach­tom re­kla­mo­wym 15 spraw.

– Wy­da­je­my de­cy­zje na­ka­zu­ją­ce usu­nąć re­kla­mę, ale nie­któ­rzy wła­ści­cie­le bu­dyn­ków ro­bią wszyst­ko, że­by wi­sia­ła ona jak naj­dłu­żej – opo­wia­da. – Tłu­ma­czą np., że płach­ta wi­si z po­wo­du re­mon­tu, gdy go­łym okiem wi­dać, że żad­ne­go re­mon­tu tam nie ma.

Od de­cy­zji ad­mi­ni­stra­cyj­nej moż­na się od­wo­łać do in­stan­cji wyż­szej, czy­li wo­je­wódz­kie­go in­spek­to­ra­tu. Je­śli ten utrzy­ma po­sta­no­wie­nie PINB w mo­cy, wła­ści­ciel mu­si – nie­za­leż­nie od te­go, czy zło­ży skar­gę do są­du – zdjąć re­kla­mę lub in­spek­to­rat zro­bi to na je­go koszt.– Mo­że­my też uka­rać wła­ści­cie­la grzyw­ną do 50 tys. zł – mó­wi dy­rek­tor Kło­sow­ski. – Na ra­zie żad­na ze wspól­not nie mu­sia­ła jesz­cze pła­cić mak­sy­mal­nej ka­ry.

Re­kla­mo­daw­cy jed­nak nie oba­wia­ją się kon­se­kwen­cji i re­kla­my po­ja­wia­ją się jak grzy­by po desz­czu. – W tej chwi­li pro­wa­dzi­my po­stę­po­wa­nie w spra­wie trzech ko­lej­nych, któ­re po­ja­wi­ły się w ostat­nim cza­sie – mó­wi dy­rek­tor Kło­sow­ski.

Życie Warszawy



-->