Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Stolica nie oddała działek

Renata Krupa Dąbrowska 19-08-2017, ostatnia aktualizacja 19-08-2017 08:40

Dzięki małej ustawie reprywatyzacyjnej warszawski ratusz odmawia zwrotu budynków ze szkołami i przedszkolami.

autor: Marta Bogacz
źródło: Fotorzepa

Władze Warszawy podsumowały rok obowiązywania tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej. Miała ona rozwiązać najbardziej palące problemy stolicy, m.in. zablokować zwroty budynków szkół i przedszkoli, a także wygasić roszczenia do praskich kamienic.

– Korzystamy z wszystkich dostępnych narzędzi, które dała nam ustawa – zapewnia Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy.

Z danych ujawnionych przez ratusz wynika, że do tej pory na podstawie ustawy miasto wydało 32 decyzje odmawiające zwrotu nieruchomości wykorzystywanych na cele publiczne. Chodzi m.in. o kilka szkół, przedszkoli, szkołę wyższą, park oraz siedzibę komendy policji. Wśród nich znalazła się m.in. nieruchomość przy ul. Dolnej, będąca obecnie podwórkiem Liceum im. A. Dobiszewskiego, przedszkole publiczne nr 212 przy ul. Rybińskiego czy nieruchomość przy ul. Bobrowieckiej z budynkiem mieszkalnym Ambasady Bułgarii.

Mała ustawa reprywatyzacyjna pozwoliła także na zajęcie się tzw. śpiochami. To często piękne zabytkowe kamienice, które rozpadają się, bo nie można ich wyremontować. W Warszawie są ich 2 tysiące. Głównie na Pradze-Północ. W latach 40. ubiegłego wieku ówcześni adwokaci złożyli dla nich wnioski rzekomo w imieniu swoich przyszłych klientów. Dlatego nic nie można było z tymi kamienicami zrobić – ani wyremontować, ani sprzedać mieszkań lokatorom.

Nowe przepisy przewidują, że miasto może w mediach i internecie poszukiwać rzeczywistych właścicieli „śpiochów" i ich następców prawnych. Jeżeli nie zgłoszą się w ciągu sześciu miesięcy od publikacji ogłoszenia, nieruchomość przejdzie na własność miasta lub Skarbu Państwa. Od lutego 2017 r. opublikowano ogłoszenia dotyczące 115 adresów. Jeżeli nie zgłoszą się następcy prawni dekretowców, stan prawny kamienic zostanie uregulowany.

Przepisy wprowadziły także regulacje dotyczące handlu roszczeniami do nieruchomości dekretowych. Od roku można je sprzedawać tylko notarialnie, a ratuszowi przysługuje prawo pierwszeństwa. Od 17 września 2016 r. do 9 sierpnia 2017 r. ratusz skorzystał z tego prawa osiem razy – kupując m.in. roszczenia do kamienic przy ul. Grochowskiej 230A oraz przy ul. Dąbrowskiego 12.

Małą ustawę reprywatyzacyjną krytykują jednak dekretowcy.

– Po zmianie przepisów zapanowała stagnacja. Miasto nie chce zwracać żadnych nieruchomości. Nie wypłaca także odszkodowań – mówi Ryszard Grzesiuła, wiceprezes stowarzyszenia Dekretowiec.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: r.krupa@rp.pl

"Rzeczpospolita"