Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Ostrołęka większa o tereny elektrowni

Aneta Wieczerzak-Krusińska 01-10-2017, ostatnia aktualizacja 01-10-2017 00:00

Włodarze miasta już liczą na przyszłe wpływy związane z nowym projektem energetycznym. Gmina Rzekuń zabiega zaś o sprawiedliwą redystrybucję utraconych korzyści.

Na przyłączonych  do Ostrołęki od stycznia przyszłego roku terenach znajdzie się nowy blok węglowy elektrowni
źródło: PanSG
Na przyłączonych do Ostrołęki od stycznia przyszłego roku terenach znajdzie się nowy blok węglowy elektrowni

Klamka zapadła. W drugiej połowie lipca mocą rozporządzenia rządowego zdecydowano o poszerzeniu granic Ostrołęki. Miasto powiększy się o teren nie byle jaki. Chodzi o część gminy Rzekuń (obszar Nowej Wsi, Goworek i Ław), gdzie za kilka lat ma stanąć nowy blok węglowy klasy 1 tys. MW.

Skala oczekiwań

– Przyłączane od stycznia przyszłego roku tereny to obszar w części przemysłowy, a w części leśny, są tam także cmentarz komunalny i wysypisko. Na terenie miasta znajdzie się cała przyszła budowa bloku węglowego Ostrołęka C, o którą od lat samorząd zabiegał – mówi Grzegorz Płocha, wiceprezydent Ostrołęki. Nie ukrywa, że kasa magistratu wzbogaci się dzięki temu z tytułu wyższych podatków.

Jednak nie tylko to było motywem doprowadzenia do końca sprawy, której historia sięga 10 lat wstecz. Płocha twierdzi, że to sami mieszkańcy gminy Rzekuń kilka lat temu zwrócili się do miasta z prośbą o przyłączenie. Mieli także swój interes, bo zależało im na podłączeniu do ostrołęckiej infrastruktury komunalnej, co w granicach miasta wydawało się szybciej osiągalne. – Nie znam z imienia i nazwiska ani jednego mieszkańca Rzekunia, który opowiadałby się za włączeniem tych terenów do Ostrołęki. Zebraliśmy za to ponad 1,4 tys. głosów przeciwników, którzy chcieli referendum w tej sprawie – oponuje wójt Rzekunia Stanisław Godzina. Wskazuje przy tym na utraconą część bieżących dochodów. Jak twierdzi, z terenu o powierzchni około 483 ha, który ma być oderwany dla miasta, z tytułu podatków do gminnej kasy idzie dziś niemal 1,5 mln zł. – To poważny uszczerbek w opiewającym na ponad 40 mln zł budżecie – tłumaczy Godzina.

Nie kryje przy tym rozgoryczenia. Bo to gmina wykonała siermiężną urzędniczą pracę, by przygotować dokumentacje dla zmiany planu zagospodarowania przestrzennego i przekształcenie ziemi z nieużytków na teren inwestycyjny. Poszło na to kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Z kolei dla Ostrołęki wpływy podatkowe z tego terenu (od nieruchomości i dochodowe od ok. 200 mieszkańców tego terenu) nie będą na razie stanowiły dużego zastrzyku gotówki. To się zmieni po uruchomieniu bloku.

– Dziś trudno szacować te przyszłe wpływy, bo one zależą od powierzchni zabudowy elektrowni czy kubatury budynków. Mam nadzieję, że dochody z tytułu podatku od nieruchomości z Elektrowni Ostrołęka C będą stanowiły 8–10 proc. przyszłego budżetu, który opiewa dziś na ok. 320 mln zł – tłumaczy Płocha. Teoretycznie może być nawet więcej. Wójt Rzekunia ujawnia bowiem, że plan zagospodarowania tego terenu przewiduje budowę podobnej jednostki w sąsiedztwie tej planowanej przez Energę i Eneę (tylko jeden blok ma pozwolenie na budowę).

Coś w zamian

Protestom mieszkańców Rzekunia trudno się dziwić. Chodzi o duże pieniądze. Już teraz jednak wiceprezydent miasta deklaruje, że w jakiś sposób Ostrołęka zrekompensuje sąsiadującej z nią gminie utracone korzyści. – Jesteśmy gotowi podzielić się przychodami z nowego bloku proporcjonalnie do liczby mieszkańców tego terenu. Przejmiemy też gospodarkę drogami, a także poczynimy inwestycje niezbędne dla tego terenu, by mogli korzystać z nich także mieszkańcy gminy – deklaruje Płocha.

Wójt liczy na „sprawiedliwą" rekompensatę proporcjonalnie do liczby mieszkańców gminy zamieszkiwanej przez ok. 10,5 tys. osób. – Bez znaczenia byłoby to, czy miasto oddałoby część wpływów w gotówce, czy przeprowadziłoby inwestycje dla mieszkańców Rzekunia – stwierdza Godzina, który proponował wcześniej, by do kasy gminnej szły podatki z infrastruktury towarzyszącej, a do miasta – z samej elektrowni. W ten sposób Rzekuń stałby się bezpośrednim beneficjentem inwestycji, ale uniknąłby zbyt wysokich wpływów i tym samym konieczności płacenia tzw. janosikowego. – Musimy dojść do jakiegoś porozumienia, bo jako okalająca miasto gmina jesteśmy na siebie zdani. Ścieki z naszego terenu idą do miejskiej kanalizacji. Mamy też wspólną sortownię i komunikację – dodaje Godzina.

Wójt nie ukrywa, że ostrołęcki magistrat już zrobił pierwszy krok. Podpisano porozumienie o dopłatach do komunikacji miejskiej. Od listopada gmina nie będzie rozliczać się – jak dotąd – z kilometra, ale ryczałtem. Dzięki temu dla mieszkańców Rzekunia przejazdy będą bezpłatne. Jak wynika z naszych szacunków, dzięki temu w kasie gminy zostanie ok. 1 mln zł rocznie.

Problem ogólnopolski

Stanisław Godzina ma jednak nadzieję, że kwestie redystrybucji korzyści w przypadkach takich jak ten ostrołęcki zostaną unormowane ustawowo. – Jest oczywiste, że miasta się powiększają. Dlatego rząd powinien zapewnić prawne narzędzie, by rekompensata za korzyści z utraconego terenu nie była dla sąsiadów krzywdząca. Porozumienie międzygminne nie zawsze musi być skuteczne. Zwłaszcza przy zmianie władz, które mogą go nie uznać i wypowiedzieć – przedstawia obawy wójt Rzekunia.

Dlatego popiera inicjatywę Związku Gmin Wiejskich, które zabiegają u ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka i premier Beaty Szydło o to, by stosowną ustawę przegłosować.

Taki problem mieli też mieszkańcy włączonej do Opola części gminy Dobrzeń Wielki, gdzie budowana jest elektrownia Polskiej Grupy Energetycznej. W odróżnieniu od sytuacji w okolicach Ostrołęki tam gmina straciła nie tylko teren, ale też dużą część mieszkańców.

Włodarze Ostrołęki zamierzają dopiero w przyszłym roku podjąć temat kompleksowej umowy. Nie zakładają przy tym scenariusza, w którym Ostrołęka C miałaby nie powstać. – Ta inwestycja ma ogromne znaczenie dla miasta i regionu. Chodzi zarówno o bezpieczeństwo energetyczne, jak również nowe miejsca pracy, co oznacza bezpieczeństwo finansowe i socjalne dla mieszkańców – wylicza Płocha.

I wspomina, że decyzja sprzed pięciu lat o zamrożeniu inwestycji była dla Ostrołęki jak zimny prysznic. Dodatkowo była mowa o zamknięciu działających bloków elektrowni, ze względu na brak modernizacji. Ich pracownicy mogliby trafić na garnuszek państwa. Na szczęście zmodernizowano działające bloki Ostrołęki B i podjęto decyzję o budowie nowej jednostki.

– Elektrownia Ostrołęka i Stora Enso (producent o zasięgu globalnym wyrobów papierniczych, opakowaniowych i drzewnych, który posiada swój zakład w Ostrołęce – red.) to najwięksi pracodawcy dla mieszkańców miasta i okolic. Dlatego wspieramy zarówno decyzję o budowie nowego bloku elektrowni, jak i możliwą w papierni inwestycję w nową maszynę – dodaje Płocha.

"Rzeczpospolita"