Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Czyszczenie kamienic dotknęło też właścicieli

Renata Krupa Dąbrowska 08-11-2017, ostatnia aktualizacja 08-11-2017 09:45

Wpędzanie najemców, którzy wykupili mieszkania, w spiralę długów, było podstawową metodą handlarzy roszczeń na przejęcie ich lokali.

autor: Marta Bogacz
źródło: Fotorzepa

Na reprywatyzacji kamienic ucierpieli nie tylko lokatorzy, ale i osoby, które wcześniej wykupiły mieszkania na własność. W przeciwieństwie jednak do lokatorów, nie mogą liczyć na odszkodowanie za to, że padły ofiarą czyścicieli kamienic.

Spirala długów

Kamienice przy Jagiellońskiej, przy placu Unii Lubelskiej, Poznańskiej czy Dąbrowskiego. Takich adresów w stolicy jest wiele. W każdej z kamienic najemcy przed ich zwrotem zdążyli wykupić część mieszkań.

– Dla osób, które przejęły budynek, by na nim zarobić, nie miało to jednak większego znaczenia. Tak samo bezwzględnie obchodzili się z właścicielami jak z lokatorami, wykorzystując do tego obowiązujące przepisy, czyli ustawę o własności lokali – mówi dr Jan Popławski, prawnik oraz członek Rady Społecznej przy Komisji Weryfikacyjnej z ramienia stowarzyszenia Miasto jest Nasze. – Metoda była prosta. Właścicieli tak jak lokatorów wpędzano w spiralę długów, a potem składano propozycję nie do odrzucenia – tłumaczy Jan Popławski. – Było to jednak możliwe tylko w budynkach, w których spadkobierca lub handlarz stawali się właścicielem większości lokali, a tym samym udziałów w nieruchomości wspólnej. Dzięki temu mogli samodzielnie zarządzać budynkiem i przegłosować każdą uchwałę, także niekorzystną dla innych właścicieli – podkreśla dr Popławski.

– Handlarzowi, który chciał się pozbyć właścicieli, zależało przede wszystkim na przeforsowaniu uchwał w sprawie wysokości zaliczek na fundusz remontowy – tłumaczy Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Lokatorów. – Przepisy nie przewidują bowiem żadnych limitów wysokości wpłat na fundusz. Można więc ustalić dowolnie wysoką kwotę. Tak było m.in. w budynku przy Jagiellońskiej. Pod pretekstem kosztownego remontu zaliczkę miesięczną ustalono na 3 tys. zł. Właściciele nie byli w stanie tyle płacić, odwołania nic nie pomagały, a dług rósł. Wówczas otrzymali propozycję zbycia mieszkań. Wiele osób, nie widząc innego wyjścia, zdecydowało się na ten krok i sprzedało lokale – wyjaśnia Jakub Żaczek.

Nieważna umowa

W kamienicy przy ul. Dąbrowskiego nie było to możliwe.

– W budynku jest 15 lokali, 12 wykupili lokatorzy, zwrócono więc tylko trzy – mówi Ewa Andruszkiewicz, członek Rady Społecznej przy Komisji Weryfikacyjnej oraz mieszkanka tego budynku.

– Zaczęto więc podważać ważność aktów notarialnych przenoszących własność mieszkań, co się nie udało –dodaje Andruszkiewicz. – Powszechną praktyką było też niepłacenie za media, mimo że właściciele przekazywali pieniądze zarządowi. Na klatce schodowej nie było więc prądu albo wody w mieszkaniach – dodaje Ewa Andruszkiewicz.

– Właściciele nie mogą, tak jak lokatorzy, liczyć na odszkodowanie lub zadośćuczynienie w razie wydania przez komisję weryfikacyjną decyzji w sprawie zwrotu kamienicy na rzecz stolicy – mówi Jakub Żaczek.

Taką możliwość przewiduje ustawa o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa. Prawo do odszkodowania mają ci najemcy, wobec których stosowano groźby, przemoc psychiczną oraz ekonomiczną w postaci m.in. podwyżek czynszu.

– Warto dać szansę na te pieniądze również właścicielom – uważa Żaczek.

Innego zdania jest jednak Józef Forystek, adwokat.

– Nie widzę takiej potrzeby. Poza tym spory pomiędzy właścicielami rozstrzygają sądy cywilne. Jeśli wysokość zaliczki na fundusz remontowy była za wysoka, zawsze mógł to zweryfikować sąd – dodaje mec. Forystek. ©℗

"Rzeczpospolita"