Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Złota era centrum Warszawy

Jerzy Ziemacki 10-11-2017, ostatnia aktualizacja 10-11-2017 13:44

Kto najbardziej skorzysta na zagranicznych inwestycjach.

Biznesowym city dzielą się dwie dzielnice – Wola i Śródmieście.
autor: Robert Gardziński
źródło: Rzeczpospolita
Biznesowym city dzielą się dwie dzielnice – Wola i Śródmieście.

Jeden z największych banków świata JP Morgan wprowadzi się do biur w Atrium Garden w alei Jana Pawła II na warszawskiej Woli, tuż przy rondzie ONZ. Na razie finansowy gigant wynajmie 15,5 tys. mkw. powierzchni biurowej o wysokim standardzie. Biorąc pod uwagę, że biurowiec Atrium Garden oferuje w sumie 19 tys. mkw na 15 kondygnacjach, JP Morgan zajmie ponad trzy czwarte budynku. Według informacji „Rzeczpospolitej" jest to jednak siedziba tymczasowa. W niedalekiej przyszłości globalny potentat będzie chciał wynająć nawet 40 tys. mkw. w kolejnej prestiżowej lokalizacji na Woli.

Rozsądna cena, wysoki standard

– JP Morgan poszukiwał biura w dobrze skomunikowanym miejscu, gwarantującym dostęp do szerokiego grona profesjonalistów gotowych do podjęcia pracy w strukturach bankowego giganta – mówi Jakub Sylwestrowicz, dyrektor działu reprezentacji najemcy firmy JLL, wspierającej JP Morgan w poszukiwaniach lokalizacji w Warszawie i negocjowaniu warunków umowy najmu. – Jestem przekonany, że zarówno perspektywy biznesowe, związane z prowadzeniem działalności w stolicy, jak i atuty Atrium Garden pozwolą na sprawne zbudowanie dużego zespołu ekspertów. Bank przenosi swoje biura (middle office) z Londynu. Jednym z powodów jest brexit. Ceny najmu w Warszawie są w porównaniu z Wielką Brytanią rozsądne. Za mniejsze pieniądze klient otrzymuje powierzchnie biurowe o najwyższym standardzie, często dopiero zbudowane, pachnące nowością, posiadające certyfikaty jakości.

Polska wyrasta na lidera rynku nieruchomości biurowych w Unii Europejskiej. Przy tym Warszawa ma więcej biur – 5 mln mkw. – niż wszystkie inne polskie miasta razem wzięte. Dostępność biur, obok dostępności kadr i jakości życia, to główny atut stolicy w walce o inwestorów.

– To JP Morgan wykonało pierwszy krok. Dało nam sygnał, że jest zainteresowane Warszawą. Byliśmy na ich krótkiej liście – mówi Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy. Pierwsze rozmowy mające na celu rozeznanie rynku przedstawiciele banku prowadzili z władzami samorządowymi. – Kiedy rozmowy były już zaawansowane, do walki o inwestora dołączył rząd, oferując przywileje, które przyznawać może tylko władza centralna. Decyzja JP Morgan o relokacji do Polski to owoc udanej współpracy rządu i samorządu – mówi Olszewski.

Na granicy dzielnic

Już teraz ekonomiści mówią o efekcie JP Morgan. Wejście tak potężnej firmy na polski rynek przyciągnie kolejne inwestycje. Udane „lądowanie" globalnego giganta w Warszawie może się okazać najlepszą formą marketingu: kolejnych gigantów nie będzie trzeba przekonywać. Przyjdą sami. W tej sytuacji pojawia się pytanie, jak Warszawa w ramach swoich poszczególnych dzielnic podzieli się sukcesem związanym z zagranicznymi inwestycjami? Które dzielnice zyskają na kolejnych inwestycjach najbardziej? Czy wielcy gracze biznesowi w Warszawie, idąc w ślad za JP Morgan, wybiorą Wolę?

Jeszcze w trakcie poszukiwań lokalizacji warszawski ratusz zachęcał decydentów JP Morgan, ale tylko słownie, nieoficjalnie, do wyboru jednej z dwóch dzielnic: Pragi-Północ lub Woli. Nie proponowano Śródmieścia, choć to naturalny kandydat dla flagowej inwestycji. Brak planów zagospodarowania przestrzennego dla Śródmieścia Południowego uniemożliwia budowanie biurowców w tym miejscu.

– Brak planów miejscowych to bolesny element polityki każdego polskiego miasta – przyznaje Michał Olszewski. – Dla nas obecnie najważniejsze są te plany, które decydują o możliwości realizacji kluczowych inwestycji biurowych. Oprócz śródmiejskiego planu „rejonu Poznańskiej" najważniejszy jest wolski plan ulicy Twardej – zapewnia.

Jednocześnie podkreśla, że JP Morgan, decydując się na okolicę ronda ONZ, ulokowało się niemal na samej granicy między bliską Wolą a Śródmieściem. Obie te dzielnice można byłoby traktować jako jedno biznesowe centrum stolicy, tzw. City.

Centralny Obszar Biznesu w Warszawie został w 2005 roku podzielony na dziewięć stref: Centralny Obszar Biznesu (COB) oraz Obrzeża Centrum. A poza centrum: strefa wschodnia (Praga-Północ i Praga-Południe), północna (Żoliborz), południowa dolna (Puławska), południowo-wschodnia (Wilanów i Sadyba), południowo-zachodnia (Al. Jerozolimskie), południowo-górna i zachodnia. Ten użyteczny podział stworzony przez analityków rynku nieruchomości, konkretnie przez Polish Office Research Forum (PORF), nie funkcjonuje w powszechnej świadomości mieszkańców, ale pomaga inwestorom.

Opinia

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development

Boom inwestycyjny jest historyczną szansą dla Polski i stolicy. Ale szansa ma to do siebie, że może zostać wykorzystana albo zaprzepaszczona. Obserwując rozwój inwestycji w Warszawie, jestem optymistą, lecz widzę również błędy i zaniechania. Razi przede wszystkim sztuczne wydłużanie procesu przyjmowania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Jest to celowa gra lobbystów, gra na zwłokę, która pozwala niektórym deweloperom projektować miasto według ich własnych potrzeb, a nie potrzeb inwestorów czy mieszkańców. Na przykład rezultatem braku planu Śródmieścia Południowego jest niekontrolowany wzrost inwestycji na Woli.

Najświeższym przykładem jest tu JP Morgan, który wybrał Atrium Garden przy rondzie ONZ. Uważam, że ten globalny gigant, gdyby miał wybór, wolałby raczej prestiżowe ścisłe centrum miasta – jak zresztą na całym świecie. Jednak takiego wyboru nie było. To bardzo niedobrze. Szczególnie dla Warszawy. Miasto bowiem od lat rozwija się na peryferiach, a nie w najlepiej skomunikowanym ścisłym centrum. Głównymi zaś beneficjentami dynamicznego rozwoju stolicy są głównie zagraniczne prywatne firmy. A przecież korzyści ze sprzedaży działek byłyby większe, gdyby inwestycje powstawały na działkach należących do miasta, na przykład na działce po liceum Hoffmanowej, a nie na własnościach deweloperów. I mówię to jako deweloper związany z Warszawą od pokoleń. Dla mnie dobro miasta nie przelicza się wyłącznie na pieniądze, które można wytransferować do zagranicznego właściciela.

Po wejściu JP Morgan działki w Śródmieściu należące do miasta mogły osiągnąć ogromne wartości. Przegapiono okazję. To dowodzi, że niepotrzebna strata czasu w ustalaniu planów to po prostu strata pieniędzy. A może także zaufania? Dla komfortu przyszłych inwestorów i dla dobra miasta bardzo ważne jest bezzwłoczne uchwalanie miejscowych planów. O lokalizacji decydują oczywiście inwestorzy. Ale miasto powinno dawać im jak największy wybór i tworzyć ramy dla uczciwej konkurencji wolnorynkowej.

Nie byłoby JP Morgan w Polsce, gdyby nie imponujący skok cywilizacyjny, jaki wykonaliśmy przez ostatnich dziesięć lat: w dziedzinie infrastruktury, kadr oraz jakości życia. Pamiętam czasy, gdy biznesmeni przylatywali do Warszawy i po załatwieniu spraw uciekali stąd jak najprędzej, byle tylko nie spędzać tutaj weekendu. Dziś już tak nie jest. Wejście JP Morgan to ukoronowanie naszych dotychczasowych sukcesów i wysiłków. Mogę w tym miejscu zaapelować: Polacy, jeszcze jeden wysiłek! Uchwalajmy miejscowe plany, które pozwolą biznesowi realizować transparentne, jawne i uczciwe projekty.

Planowanie miasta jest niczym kupowanie ubrania dla dziecka rosnącego jak na drożdżach. Nie można kupować ubrań za małych, ale nie kupuje się również takich na obecny wymiar. Przewidywalny rodzic kupuje ubrania nieco większe, świadomy, że dziecko zaraz urośnie. Budując Warszawę XXI wieku, musimy myśleć, jaka będzie za kilka dekad: jakie będą jej rozmiary, potrzeby, wymagania. Dziś niektóre biurowce budowane w przeszłości są burzone. Okazały się za małe. Plany były zbyt skromne. Miasto musi więc się rozwijać i sięgać znacznie dalej w przyszłość, a regulować to powinny miejscowe plany, które powinny odpowiadać potrzebom na wiele lat do przodu.

"Rzeczpospolita"