Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jak połączyć stare z nowym

Jerzy Ziemacki 12-01-2018, ostatnia aktualizacja 12-01-2018 14:15

Stołeczne zabytki od kilku lat odzyskują dawny blask. Jest szansa, że remontów będzie więcej, bo o dotacje może starać się większa liczba podmiotów.

Pałac Branickich w Warszawie sprzedał się za 40,5 mln zł.
źródło: Shutterstock
Pałac Branickich w Warszawie sprzedał się za 40,5 mln zł.

Dotychczas o dofinansowanie remontów i konserwacji można było się starać tylko w odniesieniu do nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków. W stolicy jest ich ok. 2 tys. Ale Rada Warszawy zdecydowała niedawno, że będzie współfinansowała również obiekty ujęte w gminnej ewidencji zabytków – w rejestrze tym jest w tej chwili prawie 11 tys. budynków uznanych za zabytkowe.

– Nie są one własnością miasta. Ich właścicielami są osoby prywatne, wspólnoty czy związki wyznaniowe, które dzięki dotacjom mogą przeprowadzać remonty w zamieszkiwanych lub użytkowanych budynkach – wyjaśnia Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady m.st. Warszawy.

Wysokość dofinansowania wynosi od 50 do 90 proc. kosztów inwestycji. W latach 2007–2017 ratusz udzielił 729 dotacji na łączna sumę 143 mln zł. To jednak kropla w morzu potrzeb. Dlatego do rewitalizacji coraz częściej biorą się podmioty prywatne.

– Chcielibyśmy, aby stolica Polski zachwycała zabytkami, tak jak Paryż czy Londyn. Niestety, widzimy wiele historycznych budynków, kiedyś pięknych, które dzisiaj są w opłakanym stanie. Zniszczone, pozostawione bez dozoru zabytki popadają w ruinę – mówi Radosław Martyniak, prezes Fenix Group, firmy specjalizującej się w rewitalizacji zabytkowych kamienic. – Ani miasto, ani właściciele nie mają wystarczającej ilości środków, aby podołać wyzwaniu przywrócenia tym obiektom dawnego blasku – dodaje.

Firma, którą kieruje Martyniak, na inwestycje w stare warszawskie kamienice wydała dotąd 380 mln zł. To więcej niż dofinansowanie inwestycji z miejskiej kasy w ciągu minionej dekady. Miasto w ub. roku wsparło 76 zabytków kwotą 19 mln zł. To tyle, ile Fenix Group przeznacza przeciętnie na jedną kamienicę, np. tę przy Kopernika 15 (15 mln zł), Okrzei 26 (14 mln zł), Hoża 50 (37 mln). – Budżet Warszawy na rewitalizację przez ostatnią dekadę stanowi zaledwie ułamek nakładów poniesionych w tym okresie przez prywatnych przedsiębiorców – przyznaje prezes Martyniak. – Uważam, że aktywność prywatnych inwestorów w tym obszarze jest jedyną szansą dla starych budynków.

Zgadza się z nim Roman Stanisławski, prezes firmy Budizol, odpowiedzialnej m.in. za odnowienie warszawskiej kamienicy przy ulicy Smolnej 40. – Rewitalizacja starych kamienic to proces dużo bardziej skomplikowany, czasochłonny i kosztowny niż wznoszenie budynku od nowa – wyjaśnia i dodaje, że rewitalizacja historycznych przestrzeni miejskich nie oznacza ich rekonstrukcji w skali 1:1. – W każdej epoce jest czas na coś nowego. Jeżeli dziś rewitalizujemy nieruchomości, to również po to, aby wnieść nową jakość, usprawnić dawną infrastrukturę – podkreśla.

To, co odstrasza wiele firm od rewitalizacji zabytków, to czas i wysokie koszty. Konsultacje z konserwatorami często trwają wiele miesięcy, a nawet kilka lat. W tym czasie zabytki najczęściej popadają w jeszcze większą ruinę. – Rekonstrukcja zaniedbanych kamienic potrafi generować koszty od 40 do 100 proc. wyższe niż w przypadku innych inwestycji budowlanych – wylicza Stanisławski. – To przyczyna, dla której tego typu działań ciągle jest w Polsce niewiele. Jeśli jednak nie zajmiemy się odnawianiem kamienic, jutro mogą przestać istnieć – mówi i dodaje, że ważną rolę odgrywa konserwator zabytków, który decyduje o tym, jak bardzo inwestorzy mogą zmienić dany obiekt. – Często dzięki udanej współpracy inwestora z konserwatorem powstają naprawdę dobre projekty – stwierdza.

"Rzeczpospolita"