Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Niewypita kawa jest stracona na zawsze

Aneta Gawrońska 22-01-2018, ostatnia aktualizacja 22-01-2018 00:00

Jak branża poradzi sobie z ograniczeniami.

Green Mokotów, jeden z projektów Robyga.
źródło: materiały prasowe
Green Mokotów, jeden z projektów Robyga.

Klamka zapadła. Od marca sklepy i centra handlowe będą otwarte tylko w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca. Niemal całkowity zakaz handlu w niedziele wejdzie w życie w 2020 r. Szymon Łukasik, szef działu reprezentacji najemców handlowych w firmie doradczej Cresa Polska, ocenia, że nowe przepisy dotkną wszystkich, nie tylko właścicieli sklepów i najemców. – Na zmiany muszą się także przygotować firmy, które obsługują galerie handlowe. Prawdopodobnie będą renegocjować stawki i ograniczać zatrudnienie – uważa Łukasik. – Nowe prawo będzie też miało duży wpływ na dotychczasowe przyzwyczajenia konsumentów – podkreśla.

Nie nadrobią strat

Małgorzata Laskowska, wicedyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych w firmie doradczej CBRE, przypomina, że ograniczenia nie dotyczą handlu internetowego. – To może być duża szansa na rozwój branży e-commerce oraz sektora związanego z logistyką i łańcuchem dostaw – ocenia. – Pamiętajmy też, że centra handlowe to nie tylko miejsce zakupów. W niejednej galerii znajdziemy strefy coworkingowe i miejsca edukacyjne dla dzieci. Odbywają się tam także festiwale food trucków i imprezy rodzinne. Ograniczanie tych aktywności jest niezgodne z trendami.

Wioleta Wojtczak, ekspert działu badań i analiz w firmie doradczej Savills, komentuje, że ograniczenie handlu w niedzielę skłoni sieci handlowe oraz właścicieli obiektów do szukania sposobów na zmniejszenie nieuniknionych strat. – Rozważą poszerzanie oferty na stacjach benzynowych, które będą współpracować z operatorami spożywczymi. W galeriach mogą być też organizowane imprezy, podczas których kupimy produkty online – prognozuje.

W niedziele będą mogły być otwarte restauracje, części rozrywkowe galerii, piekarnie, apteki i kwiaciarnie. – Znając polskich przedsiębiorców, prędzej czy później doszukają się luk w ustawie i wykorzystają je na zasadzie: co nie jest zabronione, jest dozwolone. Jeżeli w niedzielę będą mogły być otwarte piekarnie, to znaczy, że i niektóre sklepy, które mają własne piekarnie, będą działać – mówi Szymon Łukasik. – Otwarte będą też kina. Ale restauracje w centrum handlowym na tym nie zyskają, ponieważ klient strefy food court wcale nie jest tożsamy z klientem chodzącym do kina. Poza tym nawet jeżeli przychodził on do restauracji, teraz może go zniechęcić pustka w centrum handlowym – ocenia. Według Szymona Łukasika niedziele z zamkniętymi sklepami będą w stanie przetrwać tylko rozbudowane i nowoczesne strefy gastronomiczne, jak ta działająca od kilku lat w stołecznej Galerii Mokotów czy niedawno uruchomiona w Arkadii. – Tradycyjne strefy food court z kilkoma punktami gastronomicznymi, nawet znanych i popularnych marek, są bez szans. Otwieranie ich w niedzielę niezależnie od sklepów w galerii grozi stratą finansową – przekonuje ekspert.

Outlety i wnętrza

Małgorzata Laskowska ocenia, że na nowym prawie najbardziej ucierpi właśnie gastronomia. Najemcy z tego sektora ponad 30 proc. dochodów wypracowywali w weekendy.

Szymon Łukasik przypomina zdanie jednego z operatorów kawiarni: kawa niewypita w niedzielę jest stracona na zawsze. – Gastronomię tylko częściowo można przenieść do internetu, a w nowoczesnych obiektach handlowych jest ona coraz popularniejsza i bardziej wyszukana. Nawet jeżeli lokale gastronomiczne zostaną otwarte, to ich niedzielne obroty będą dużo mniejsze niż w dni, kiedy pozostała część handlowa centrum jest otwarta – podkreśla.

Według Łukasika na nowych przepisach bardzo stracą także outlety, które są oblegane w weekendy. – Centra wyprzedażowe są oddalone od centrum miasta, a zakupy w nich trwają długo – wyjaśnia. – Odwiedzalność outletów w sobotę i w niedzielę jest nawet kilkakrotnie większa niż w pozostałe dni tygodnia. Tu internet nie ma nic do rzeczy.

A Małgorzata Laskowska dopowiada, że ucierpi też sektor wyposażenia wnętrz i aranżacji. – To bardzo specyficzna branża. Decyzje o zakupie podejmuje większa liczba osób – wyjaśnia. Urządzające dom rodziny często oglądają na przykład sprzęty i meble właśnie w niedziele.

Ada Budynek, ekspert Cushman & Wakefield, zauważa, że najemcy sklepów w centrach handlowych nie planują na razie żadnych zamknięć. – Niewykluczone jednak, że będą ograniczać ekspansję – ocenia. – W przypadku sklepów z modą niedziele odpowiadają za 20 proc. tygodniowego obrotu, którego nie są w stanie nadrobić w inne dni – podkreśla.

Przedstawicielka Cushman & Wakefield przypomina, że według szacunków spadki obrotów sieci mogą wynieść nawet 1,66 mld euro, co stanowi 4 proc. rocznego obrotu w handlu w Polsce.

Z analiz firmy Cresa Polska wynika, że właściciele galerii handlowych lada moment staną przed koniecznością rozpatrywania wniosków najemców o zmianę warunków umów ze względu na ograniczenie liczby dni handlowych.

– Kolejne sieci handlowe, które planują wejście na polski rynek, biorą to wszystko pod uwagę. W takiej sytuacji trudno jest ocenić wysokość możliwych obrotów – wyjaśnia Szymon Łukasik.

"Rzeczpospolita"