Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Hotel z duszą potrzebuje zgód konserwatora

Renata Krupa Dąbrowska 05-02-2018, ostatnia aktualizacja 05-02-2018 00:00

Adaptacja historycznych budynków do współczesnych realiów jest trudna.

Mimo piętrzących się trudności na krakowskim Kazimierzu powstaje coraz więcej hoteli
źródło: materiały prasowe
Mimo piętrzących się trudności na krakowskim Kazimierzu powstaje coraz więcej hoteli

hotele mieszczące się w kamienicach, pałacach lub w innych zabytkowych obiektach nie mogą narzekać na brak klientów. Adaptacja zabytków na tego rodzaju cele nie jest jednak łatwa. Przekonał się o tym niejeden inwestor.

– Przepisy są znacznie bardzie surowe aniżeli w wypadku współczesnych budynków – przyznaje Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. – Do tego dochodzi stały nadzór konserwatorski oraz konieczność uzyskania licznych zgód wojewódzkiego konserwatora zabytków. Stary budynek może również kryć w sobie wiele niespodzianek – wyjaśnia prezes Węgłowski.

Zachowawczy urzędnicy

– Zabytek ma szansę na przetrwanie, tylko jeśli zostanie zaadaptowany do współczesnych standardów, a z tym bywa krucho – twierdzi Bogdan Dąbrowski, radca prawny z Urzędu Miasta w Poznaniu. – Podejście konserwatorów zabytków jest bowiem zbyt zachowawcze. Często nie wyrażają zgód na prace, bez których inwestycje nie mają szans na realizację. W ten sposób chcą chronić walory historyczne budynków, a doprowadzają do tego, że one niszczeją. Tak dzieje się m.in. w wypadku Starego Rynku w Poznaniu. Często jest tam głośno do białego rana. Stali mieszkańcy więc się wyprowadzają. Kamienice przy rynku pustoszeją. Jednocześnie są świetnym miejscem na działalność użyteczności publicznej lub turystyczną, m.in. pod hotele. I co z tego, skoro np. prawo budowlane wymaga, by w wypadku tego rodzaju inwestycji umożliwić dostęp do budynku niepełnosprawnym. Tymczasem konserwator odmawia wykonania pochylni dla niepełnosprawnych od strony podwórka, bo zniszczy to wartość historyczną budynku.

Pęczniejąca wokanda

Na własnej skórze przekonali się o tym m.in. współwłaściciele XVI-wiecznej kamienicy na krakowskim Kazimierzu. Chcieli jej część, a konkretnie oficynę, zaadaptować na luksusowy hotel. Napotkali jednak opór zarządu wspólnoty mieszkaniowej oraz konserwatora zabytków. Właściciele pozostałych lokali nie chcieli hotelu. Twierdzili, że większościowy właściciel dąży do odrestaurowania budynku i zagospodarowania go według własnej wizji z pominięciem ich interesów. Nie podobało się im m.in. zainstalowanie na dziedzińcu windy zewnętrznej dla gości hotelowych ani przerobienie sieni na recepcję hotelu.

Natomiast wojewódzki konserwator zabytków odmówił wydania pozwolenia na wydzielenie oficyny z budynku. Tłumaczył, że jest on w bardzo złym stanie technicznym i konieczne jest najpierw przeprowadzenie kompleksowych prac konserwatorskich i remontowych. W przeciwnym razie zniszczy się walory historyczne. Rozpoczęła się długoletnia batalia sądowa, która jeszcze się nie zakończyła. Inwestor wygrał ze wspólnotą, natomiast wciąż trwa spór o wydzielenie oficyny z budynku. A kamienica niszczeje.

Surowsze prawo

Od 9 września ub.r. jest jeszcze trudniej. Od tej daty obowiązują restrykcyjne przepisy, które mają lepiej chronić zabytki. Mowa o nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Na razie jednak są problemy z ich wdrożeniem w życie.

Nowe przepisy przyznają tymczasową ochronę zabytkom w trakcie postępowania o wpis do rejestru zabytków lub na Listę Skarbów Dziedzictwa. Gdy zabytek jest objęty tymczasową ochroną, obowiązuje zakaz podejmowania czynności, które mogłyby prowadzić do jego uszkodzenia lub zmiany wyglądu. Chodzi o to, by zapobiegać celowemu niszczeniu, np. wyburzaniu budynków po to, by pozyskać działkę budowlaną pod nową zabudowę.

– Nowela nie rozstrzyga jednak, kto ma wydawać decyzje wstrzymujące prace na budowie, czy powiatowy nadzór, starosta czy konserwator zabytków – wyjaśnia mec. Dąbrowski. Niedawno minister kultury i dziedzictwa narodowego wydał interpretację, że należy to do obowiązków wojewódzkich konserwatorów zabytków.

Nowela wprowadziła też wysokie kary za nielegalne prowadzenie robót budowlanych przy zabytku i wokół niego – od 500 zł do 500 tys. zł. Kary grożą również osobie, która uniemożliwia lub utrudnia dostęp do zabytku organowi ochrony zabytków – od 500 do 2 tys. zł.

– Nowe wymogi uszczelniają głównie ochronę obiektów zabytkowych. W przypadku naszych inwestycji nie wpłynie to znacząco na proces inwestycyjny – twierdzi Bogdan Czajkowski, dyrektor ds. technicznych Orbis Hotels Group. ©℗

"Rzeczpospolita"