Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Symbole miasta jednoczą wspólnotę

Olgierd Dziekoński 12-02-2018, ostatnia aktualizacja 12-02-2018 11:14

Nawet małe miasta mają swoje symboliczne obiekty. Często to budynki ratusza lub kościoła stają się swoistego rodzaju znakami rozpoznawczymi.

autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa

Każdy z nas chciałby, aby jego miasto było zapamiętane, miało coś szczególnego.

Obraz miasta to my i to, co nasz umysł z niego zapamiętuje, notuje w postaci kształtów lub miejsc. Te podstawowe elementy jego zapamiętywania opisał już w 1960 r. Kevin Lynch w swojej fundamentalnej pracy „Obraz miasta". Dookreślił je później w „Elementach kompozycji urbanistycznej" Kazimierz Wejchert.

A więc to drogi, czyli ścieżki, aleje i ulice. Krawędzie, czyli granice krajobrazu, zabudowy, lasów lub brzegi. Rejony, czyli obszary o możliwie jednorodnej zabudowie i użytkowaniu, jak osiedla mieszkaniowe czy dzielnice przemysłowe. Węzły, czyli skrzyżowania, place miejskie i rynki. Oraz punkty orientacyjne, często symboliczne, jak wieże, szczególne budowle lub pomniki.

Ta kwestia symboliki miasta, a więc szczególnie tych punktów symbolicznych, jest również przedmiotem wielu sporów, nawet o charakterze politycznym. Bo przecież niewątpliwie Pałac Kultury w Warszawie jest takim punktem symbolicznym, tak jak Rynek w Krakowie, ale również Hala Ludowa (czyli Stulecia) we Wrocławiu. Ale to także nabrzeże Motławy w Gdańsku wraz z Żurawiem czy brzeg rzeki Brdy w Bydgoszczy z łukowatymi nowymi budynkami banków, a w Katowicach może to nowe centrum kultury i kongresów.

Obiekty, które tworzą symbolikę miasta, stają się jego ikonami – publikowanymi i rozpoznawalnymi. Ale przecież i małe miasta mają swoje symboliczne obiekty, jak studnia na Rynku w Kazimierzu czy Dworek Marszałka w Sulejówku. To często budynki ratusza lub kościoła, które stają się swoistego rodzaju znakami rozpoznawczymi miasta. Bo każdy z nas chciałby, aby jego miasto było zapamiętane, miało coś szczególnego. Kto zatem i w jaki sposób powinien budować te miejsca rozpoznawalne? Przecież nie muszą to być obiekty publiczne.

Choć często stają się nimi właśnie obiekty finansowane ze środków publicznych, jak chociażby nowa ikoniczna filharmonia w Szczecinie czy Centrum Solidarności w Gdańsku. W skali całego miasta te symboliczne obiekty dają nam możliwość jego rozpoznawania, ale też jednoczenia wspólnoty miejskiej. Ale czy w skali naszej dzielnicy, naszego osiedla, potrafimy znaleźć miejsce, które będzie naszym lokalnym symbolem? Może warto przywołać ideę przeznaczania 1 proc. inwestycji na pomniki, fontanny, a więc wspólne lokalne znaki?

Dzisiejsza rzeczywistość skłania nas do budowania nowych znaków. Chcemy zaznaczyć wymiar czasu i jego szczególnych, czasem dramatycznych, wydarzeń, jak chociażby w dyskusji o pomnikach smoleńskich w Warszawie. Ale zawsze musimy się zastanowić, co pozostanie z tego znaku w przyszłości i komu ma służyć dzisiaj. Bo tak jak dobra architektura również ten znak musi być użyteczny, trwały i piękny. Inaczej nie stanie się częścią naszej wspólnej pamięci.

Tak jak zaczynają nią być nowe nabrzeża Wisły w Warszawy, które stają się swoistego rodzaju ikoną przebudowy miasta, tak jak jest nią już Biblioteka Uniwersytecka. Jak wyzwaniem jest centrum Warszawy, które wraz ze swoim Pałacem Kultury i dyskusjami: burzyć czy obudować parkiem, jest wyzwaniem urbanistycznym dla władz miejskich. Tak jak równie sławny szkieletor krakowski, który ciągle jest źródłem emocji mieszkańców tego miasta. Ale to mogą być przecież nowe obiekty, jak chociażby Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, tworzące nowe miejsce użyteczności miejskiej.

Czy zatem obiekty znaków szczególnych wymagają jednostkowej decyzji, czy raczej swoistego uzgodnienia miejskiego, tak jak lokalizacja nowych pomników? Czy powinny być przedmiotem arbitralnej decyzji władzy, czy też ucierania się i dochodzenia do kompromisu? A może nawet powszechnej dyskusji zwieńczonej referendum, ale takim bez progów, dla uznania racji tych, którzy chcą w nim wziąć udział.

Bo nazwy i kształt naszych symboli miejskich, nawet gdy wrośnięte w tkankę pamięci mieszkańców i przypominające im ich młodość, powinny być przedmiotem refleksji wtedy, gdy ranią innych. Bo emocje miasta to miejsce, w którym musi być zbudowany kompromis. Nie da się budować miasta przeciwko jego mieszkańcom.

"Rzeczpospolita"