Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Nie wszyscy kochamy przygody, ale odjeżdżamy ze stacji Powiśle

Przemek Dziubłowski 08-07-2009, ostatnia aktualizacja 12-07-2009 18:10

Jan Dziaczkowski ponad dobę z nożyczkami w ręku zmieniał oblicze klubu Warszawa Powiśle. Warto tam wpaść, by zobaczyć największy z jego fotokolaży.

Jan Dziaczkowski przed ścianą ze swym najnowszym fotokolażem
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Jan Dziaczkowski przed ścianą ze swym najnowszym fotokolażem

Nie umilkły echa po hucznym otwarciu klubu Warszawa Powiśle, a już wewnątrz powstała niezwykła praca. Autorem jest absolwent Wydziału Malarstwa stołecznej ASP, od czterech lat z powodzeniem wykorzystujący tradycyjną technikę łączenia ze sobą wycinanych zdjęć. Dla Jana Dziaczkowskiego równie ważne, jak poszanowanie archaicznej formy fotokolażu, są pomysły.

A tych mu nie brakuje, czego dowodzą jego kolejne cykle. Jeden z ostatnich zatytułowany „Keine Grenze” pokazał, jak mogłaby wyglądać architektura Europy, gdyby nie było żelaznej kurtyny, gdyby cały Stary Kontynent przez lata był pod skrzydłami Związku Radzieckiego. Efekt – jak to w socjalizmie – straszny i śmieszny.

Tytuł pracy, która została odsłonięta wczoraj – „Dlaczego nie wszyscy kochamy przygody?” – także wydaje się prowokujący. Bo kto nie kocha?– Przygody, wolność, szczęście – mówi Dziaczkowski o słowach kluczach otwierających jego pracę.

Nietypową dla niego, bo dotychczas operował formatami pocztówkowymi, teraz zaś zmierzył się z 15-metrową powierzchnią. W klubie zawalonym wielkoformatowymi wydrukami, z nożyczkami w ręku i klejem, walczył ze ścianą non stop ponad dobę. W kompozycje włączył m.in. krajobrazy Parku Yosemite, Alaski, mieszkańców Czarnego Lądu, egzotyczne rośliny, a nawet wielki magnetofon szpulowy.

– To wehikuł wiozący gości Warszawy Powiśle w klimaty rodem z Juliusza Verne’a – mówi Dziaczkowski. I dodaje, że niemal wszystkie zdjęcia „ukradł” ze starych numerów „National Geographic”. – Bardzo lubiłem oglądać je jako dziecko, teraz z sentymentem do nich wróciłem – przyznaje.Kolaż Jana Dziaczkowskiego w lokalu przy ul. Kruczkowskiego 3b będzie można oglądać przez kilka miesięcy.

Życie Warszawy