r e k l a m a

Folkowy styl nowej, dziwacznej Ameryki

Paulina Wilk 09-10-2008, ostatnia aktualizacja 09-10-2008 12:16

Animal Collective, Fabryka Trzciny, Otwocka 14, bilety: 79 zł, rezerwacje: tel. 022 818 60 39, niedziela (12.10), godz. 20.00.

Zespół często rejestruje swoje nagrania w nietypowych warunkach
źródło: Materiały Promocyjne
Zespół często rejestruje swoje nagrania w nietypowych warunkach

Animal Collective zrodził się z dziecięcej przyjaźni czterech chłopaków dorastających w Maryland na wschodnim wybrzeżu USA. Poza wielkimi równinami i lasami niewiele tam było do oglądania. W prowincjonalnym miasteczku z rutyny i nudy najłatwiej wyrwać się przez muzykę.

Jedna z najciekawszych, niezależnych grup w USA łączy gitarową awangardę z elementami folku. Najpierw nazywano ich nowym wcieleniem muzyki folkowej, potem sztandarowym zespołem New Weird America – nowej, dziwacznej Ameryki. Poza oryginalnymi kompozycjami muzycy wsławili się nietypowymi technikami produkcji. Najnowsza płyta „Stawberry Jam” jest mniej ekscentryczna od poprzednich, ale równie zaskakująca.

Avey, Panda Bear, Deakin i Geologist w liceum i na studiach występowali w różnych zespołach, wymieniali się pomysłami, a w 2000 roku wydali pierwszą płytę „Spirit They’re Gone, Spirit They’ve Vanished”.

Znakiem rozpoznawczym ich muzyki jest to, że rejestrują ją w niezwykłych warunkach. Robili to na przykład na werandzie domu. Całość, łącznie z odgłosami w tle, trafiła na płytę „Campfire Songs”.

Pierwszy raz użyli nazwy zespołu na okładce albumu „Here Comes the Indian”. Między kolejnymi płytami pracowali w duetach, dopiero po premierze szóstego albumu „Feels” w 2005 roku pojechali na światowe tournée. „Feels” wypełniły piosenki miłosne i – pierwszy raz – tak wyraźnie inspirowane zachodnim popem. Od kilku lat muzycy prowadzą własną wytwórnię, do której zaprosili równie zwariowanych twórców, m.in. Black Dice i Ariel Pink.

Życie Warszawy