Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

W edukacji jest dobrze, ale...

Paulina Głaczkowska 12-11-2008, ostatnia aktualizacja 13-11-2008 07:26

Więcej pieniędzy na oświatę i odbudowa szkolnictwa zawodowego – na to postawiła prezydent Warszawy. – Ale po dwóch latach jej rządów jest jeszcze wiele do zrobienia – uważa opozycja.

autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa

Co od 2006 roku udało się zrobić ekipie Hanny Gronkiewicz-Waltz w edukacji? Miejscy urzędnicy chwalą się przede wszystkim wzrostem nakładów na oświatę. – Liczby nie kłamią – mówi Jolanta Lipszyc, dyrektor stołecznego Biura Edukacji. – W ciągu dwóch lat budżet na cele edukacyjne wzrósł z 1,93 mld zł do 2,3 mld zł. Mamy również coraz więcej pieniędzy na remonty i inwestycje – wylicza.

Dzięki temu miasto do 2012 roku chce otworzyć 13 nowych przedszkoli i rozpocząć budowę kolejnych 10. Na razie jednak problem brakujących miejsc w przedszkolach mają rozwiązać sześciolatki. Zgodnie z planami, w przyszłym roku wszystkie zerówki mają zostać przeniesione do szkół, nawet jeśli Ministerstwo Edukacji wycofa się z pomysłu obniżenia wieku szkolnego.

Więcej dla nauczycieli

Sukcesem rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz ma być również wzrost płac dla nauczycieli. Zgodnie z danymi Biura Edukacji, tylko w 2008 roku na podwyżki nauczycieli miasto przekazało ponad 90 mln zł.

– Trudno dyskutować o wysokości pensji nauczycielskich, ale chcemy zrobić wszystko, by na warszawskich rynku przybywało pedagogów, by byli bardziej konkurencyjni – podkreśla Lipszyc.

Prezydenccy urzędnicy chwalą się również czterokrotnym wzrostem udziału organizacji pozarządowych w projektach edukacyjnych.
– Znacząco też zwiększyła się wysokość dotacji na ich realizację z 850 tys. zł w 2006 roku do 2,8 mln zł w 2008 roku – mówi Lipszyc.

Marzena Tomaszewska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 210 przy ul. Karmelickiej, przyznaje, że w stołecznej edukacji faktycznie drgnęło. – W wakacje dzięki pieniądzom z dzielnicy (ponad 153 tys. zł) mogłam zrobić remont szkoły. Wymieniłam m.in. posadzkę i drzwi – mówi dyrektorka. – Martwi mnie jednak system finansowania szkół, który zakłada, że im więcej uczniów w danej placówce, tym większe pieniądze. Cierpią na tym takie szkoły jak moja. Ponieważ u mnie jest tylko trzystu uczniów, mogę zatrudnić logopedę czy pedagoga jedynie na pół etatu.

Nie może być rewolucji

Olga Johann, radna Prawa i Sprawiedliwości z komisji edukacji, dwa lata rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz ocenia na trójkę. – Powstaje coraz więcej szkół zawodowych, z tego, co wiem, zainteresowanie nimi nie jest jednak tak duże. Po co więc robić coś na siłę? – zastanawia się. Nie podobają się jej również plany co do sześciolatków. – Miasto potrzebuje spektakularnego sukcesu, chce pochwalić się, że jednorazowo udało się przenieść wszystkie zerówki do szkół. Tyle że w tak delikatnych sprawach rewolucja jest niewskazana – przyznaje Olga Johann.

Plany dotyczące sześciolatków nie podobają się również Wojciechowi Starzyńskiemu, prezesowi Społecznego Towarzystwa Oświatowego, radnemu niezrzeszonemu. – Nie można wprowadzać takich zmian, nie licząc się z głosami rodziców – mówi.
Jego zdaniem, stolicy brakuje też spójnej polityki dotyczącej gospodarowania majątkiem oświatowym.

– Nie ma jasnych reguł przyznawania budynków szkołom publicznym zarządzanym przez rodziców – wyjaśnia Starzyński. Problem widzi również w wyborach dyrektorów szkół. – Niestety wciąż w wielu placówkach są oni wybierani poza konkursem – mówi. – Podsumowując, decyzje obecnych władz miasta oceniam na cztery z minusem.

Życie Warszawy