r e k l a m a

Nie chcą sklepu z dopalaczami

Janina Blikowska , Marek Kozubal 13-11-2008, ostatnia aktualizacja 14-11-2008 16:28

Mieszkańcy kamienic przy ul. Gałczyńskiego nie chcą, aby na ich podwórku znajdował się sklep z dopalaczami. - Przed wejściem gromadzą się grupy narkomanów - mówią.

autor zdjęcia: Dobrzyński Jakub
źródło: Fotorzepa

Od miesiąca na tyłach reprezentacyjnego Nowego Światu działa sklep Dopalacze.com. Można tu kupić m.in. suplementy diety, substancje ziołowe i chemiczne. Na szklanych półkach widać też fifki do palenia ziół oraz tzw. smarty, czyli syntetyczne narkotyki nowej generacji. W skład niektórych tabletek wchodzi substancja psychoaktywna BZP. Na razie są one w Polsce legalne. Trwają jednak prace nad delegalizacją takich substancji.

Sprzedają zioło

– Od kiedy sklep działa, w okolicy zrobiło się niebezpiecznie. Kręcą się tabuny młodzieży, niektóre osoby są agresywne. Strach przejść po zmierzchu, bo sklep jest czynny do godz. 22 – opowiada lokatorka, która jest członkiem władz wspólnoty kamienicy przy ul. Gałczyńskiego. Boi się, więc prosi o zachowanie anonimowości.

– To miejsce przyciąga narkomanów i dilerów, bo tutaj promuje się branie – dodaje inna lokatorka. – Byłam świadkiem transakcji, jeden młody człowiek przekazywał drugiemu jakieś zawiniątko. Nie wiem, czy sprzedawał narkotyki, czy dopalacze – mówi.

Przeciwnicy sklepu właśnie jego klientów obarczają odpowiedzialnością za próbę włamania do jednego z mieszkań.

– Wcześniej to się nie zdarzało. I nigdy nie było tu tylu dresiarzy – mówi pani Małgorzata. Przedstawicielka władz wspólnoty dodaje, że o wszystkim informowała dzielnicowego. – Policjanci jednak tutaj nie zaglądają – skarży się.

Dopiero po naszej interwencji na miejsce pojechała straż miejska. – Gdy w środę wysłaliśmy patrol, na podwórku było około 20 młodych osób, na nasz widok uciekli – przyznaje Zbigniew Leszczyński, komendant straży miejskiej. Dodaje jednak, że sklep działa legalnie. – My możemy działać tylko prewencyjnie.

Spożywcze dopalacze

Przedstawiciele wspólnoty żądają od właściciela lokalu, który wynajął go firmie handlującej dopalaczami, aby rozwiązał umowę z najemcami.
– Nikt nas nie prosił o opinię na temat tego sklepu, a teraz pod budynkiem stoją narkomani – napisali.

– Nie dostałem tego pisma. Nawet nie wiedziałem, że sprzedawane są tam jakieś dopalacze. Wynająłem lokal pod sklep spożywczy i przemysłowy – mówi właściciel lokalu Marian Lewandowski.

Na razie nie planuje on wycofania się z najmu. – Umowa jest długoterminowa. Nie dotarły do mnie żadne skargi.

– Jestem przekonany, że bardziej niebezpiecznym miejscem są okolice sklepów, gdzie przez całą dobę sprzedaje się alkohol – odbija piłeczkę Piotr Domański, reprezentujący sieć sklepów z dopalaczami. – Nie mieliśmy dotychczas do czynienia z agresywnymi klientami.

Śródmiejscy policjanci i strażnicy przekonują, że w ciągu ostatniego miesiąca nie mieli więcej zgłoszeń z okolic sklepu. Zapowiadają jednak, że teraz patrole będą zaglądały tam częściej.

Dodaj swoją opinię...

Życie Warszawy