r e k l a m a

Na tropie pocztówek

Maciej Miłosz,Przemek Dziubłowski 30-11-2008, ostatnia aktualizacja 02-12-2008 12:36

„Życie Warszawy” sprawdziło, jak działa poczta w stolicy na miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Kartka z Poczty Głównej do Wilanowa szła dziewięć dni, a do Wesołej 12. Wniosek? Najwyższy czas wysyłać kartki na święta.

Kartki wrzuciliśmy do skrzynki 17 listopada...
autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Kartki wrzuciliśmy do skrzynki 17 listopada...
źródło: Życie Warszawy

W poniedziałek, 17 listopada, punktualnie o godz. 13 z Poczty Głównej na ulicy Świętokrzyskiej wysłaliśmy 18 kartek. Po jednej do każdej z dzielnic Warszawy.

W pewnym sensie wcieliliśmy się w następców Sherlocka Holmesa – chcieliśmy prześledzić drogę tych kartek i wykryć największe problemy. Zakładaliśmy istnienie czarnej dziury, w którą wpadają nasze pocztówki, ale rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania.

Chociaż według swojego własnego regulaminu poczta ma obowiązek dostarczyć kartki w ciągu trzech dni roboczych (na poziomie całego kraju udaje się to w 80 proc. przypadków), to w naszym eksperymencie na czas dotarło tylko osiem z 18 wysłanych pocztówek. Kolejnych dziewięć dotarło do adresatów w ciągu następnych pięciu dni. Na ostatnią kartkę czekaliśmy do soboty, 29 listopada.

Żółwie są szybsze, ślimaki nie

Pocztówka na Wilanów wędrowała z prędkością 800 metrów na dobę, czyli co godzinę posuwała się o ok. 35 metrów. – Żółwie chodzą zdecydowanie szybciej – mówi Adam Hryniewiecz, który w stołecznym zoo zajmuje się gadami. Ale jest powód do radości: ślimaki „ślimaczą się” zdecydowanie wolniej.

Jak czytamy na czerwonej skrzynce pocztowej przy ul. Świętokrzyskiej, jej opróżnianie następuje co godzinę. W naszym eksperymencie już na tym etapie nastąpiło pierwsze opóźnienie. Mimo że kartki wrzuciliśmy 17 listopada to stempel jest z 18. Dlaczego? – Kartki wrzucane przed godziną 15 muszą być stemplowane tego samego dnia. Być może w tym momencie było tam bardzo dużo przesyłek – tłumaczy rzecznik mazowieckiej poczty Michał Dziewulski.

Po ostemplowaniu poczta podróżuje żółtym samochodem do sortowni na Ursynowie. Warto podkreślić, że jest to jedna z nielicznych sortowni elektronicznych, tak więc rozdzielanie listów nie zajmuje wiele czasu.

Następnie, po przydzieleniu do odpowiedniego urzędu pocztowego, nasza przesyłka znów pakowana jest do samochodu i ląduje w placówce najbliżej danego adresata. I tu zaczynają się schody. Po prostu przesyłek nie ma kto roznieść.

– Takie opóźnienia są spowodowane głównie brakami kadrowymi – wyjaśnia Dziewulski. – W samej Warszawie brakuje nam ponad 100 listonoszy. Czasem jest tak, że jeden listonosz pracuje w dwóch rejonach. To ma wpływ na terminowe doręczanie przesyłek – dodaje.

Co na to warszawiacy

– Wysłałem kartkę z Nairobi w Kenii do Olsztyna. Szła trzynaście dni – opowiada jeden z naszych redakcyjnych kolegów. – Nie rozumiem, jak tyle samo czasu mogą podróżować kartki między dzielnicami stolicy.

Bardziej dosadna jest Jadwiga Marculewicz, studentka polonistyki, do której wysłaliśmy jedną z kartek. – Urząd pocztowy w Starej Miłosnej to jeden wielki skandal. Gdy robię zakupy przez Internet, to zawsze dzwonię i staram się dowiedzieć, kiedy przyszła paczka i odebrać ją osobiście. Listonosza u nas praktycznie nie uświadczysz. Jedyne, co dochodzi, to listy polecone – narzeka. Studentka na naszą kartkę czekała aż 12 dni.

– Są przesyłki ważne i ważniejsze – komentuje prezes zarządu firmy Inpost, prywatnego operatora pocztowego, Rafał Brzoska. – Zawsze jest tak, że do zwykłych kartek przywiązuje się najmniejszą wagę. Ważniejsze są listy polecone i paczki. W związku z brakami kadrowymi w Warszawie są miejsca, gdzie listonosz chodzi raz na tydzień. Jestem przekonany, że ta kartka dotrze wraz z kilkoma innymi listami, to będzie taka przesyłka zbiorowa – dodaje.

Warto więc wysłać kartki świąteczne co najmniej dwa tygodnie wcześniej. Mimo że wysyłka z Warszawy do Olsztyna dojdzie pewnie szybciej niż z Woli na Saską Kępę, to nie ma co liczyć na łut szczęścia.

– Przed świętami chcemy zatrudnić sezonowych pracowników i myślimy o dodatkowych godzinach doręczeń. Naprawdę potrzebujemy nowych pracowników – apeluje Dziewulski.

Nasz eksperyment przeprowadziliśmy w listopadzie. W okresie przedświątecznym będzie jeszcze gorzej. Całe szczęście, że życzenia możemy złożyć przez telefon lub e-mailem.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy