Wołają o pomoc po latach
"Pracować nie mogę, potrzebuję leczenia i muszę patrzeć jak moje dziecko głoduje" – to fragment listu wysłanego z getta. Nadawca nie żyje. Adresat też. Tymczasem listy znów zaczęły krążyć po stolicy.
Przesyłki tej treści w skrzynkach znajdują już pierwsi z 3 tys. losowo wybranych warszawiaków. Nowe życie korespondencji nadali twórcy projektu „Listy o głodzie“.
– Bo my wciąż jesteśmy adresatami tego wołania o pomoc sprzed kilkudziesięciu lat – mówi Artur Żmijewski, filmowiec, który razem z antropolog prof. Joanną Tokarską-Bakir organizuje projekt ożywiający pamięć o wojennych losach Żydów.
Podanie od zmarłego
We wstępie do rozsyłanej korespondencji twórcy projektu z pogranicza socjologii i sztuki piszą: „W latach 1940 – 1944, zamknięci w gettach Europy Żydzi, głodowali. Listy z prośbami o pomoc materialną, o żywność i jakąkolwiek pracę kierowali do instytucji pomocowych, a także do swoich rodzin. Ale którzy europejscy Żydzi posiadali wówczas cokolwiek prócz tego, z czego składały się ich ciała: z tłuszczu, włosów, kości, ze złotych koronek na zębach? Także i to zostało im następnie odebrane.”Odbiorcy korespondencji obok kopii archiwalnego listu dostają również pustą, zaadresowaną na Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego kopertę. Tu, zgodnie z prośbą twórców projektu, mogą umieścić swoją odpowiedź.
Choć projekt rozpoczął się niedawno, jest pierwszy odzew. – Mamy już kilkadziesiąt odpowiedzi, bardzo ciekawych – mówi Joanna Tokarska-Bakir.
Jak odbiorcy reagują na przesyłkę? Tego twórcy projektu na razie nie chcą zdradzać. Pierwsze wyniki badania będą znane dopiero za miesiąc.
Tymczasem my już teraz postanowiliśmy zapytać o refleksję mieszkańców jednej z kamienic przy Nowolipkach, którzy w skrzynkach znaleźli listy z gwiazdą Dawida. Część z nich w ogóle nie otworzyła koperty. – Była nieostemplowana, więc myślałem, że to kolejna reklama – mówi jeden z młodych mieszkańców.
Pozostali odebrali akcję jako próbę wskrzeszenia historii. I choć popierają takie działanie, podkreślają, że głód dotykał nie tylko Żydów.– Przecież cierpieli wszyscy! – bulwersuje się jedna ze starszych mieszkanek kamienicy, która postanowiła odpisać na korespondencję.
Zgadza się z nią Judyta Nekanda-Trepka, koordynator programów kulturalnych i edukacyjnych z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.– Głód, brak dostępu do podstawowej opieki medycznej, strach – to uniwersalne zjawiska towarzyszące wojnie – mówi. – Choć w przypadku Żydów były one zintensyfikowane, bo głód był totalny i dotyczył nie pojedynczych rodzin, lecz całej społeczności. Wydaje mi się jednak, że przypominając o zagładzie Żydów, nie należy podkreślać tylko tego aspektu. Za tą tragedią stało osamotnienie, śmiertelne zagrożenie i obojętność świata.
Jak podtrzymać pamięć
Projekt z jednej strony rozbudza pamięć o historii, z drugiej – rodzi refleksję nad tym, co dzieje się dziś.
– Holocaust był przestrogą, z której nie wyciągnęliśmy wniosków. Współcześnie wciąż spotykamy się z aktami ludobójstwa, dyskryminacją ze względu na wygląd, religię czy orientację seksualną, na które nadal brakuje właściwej reakcji – uważa Nekanda-Trepka.
Remigiusza Sosnowskiego, członka zarządu Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej ZOOM cieszy każdy sposób wzbudzania refleksji o przeszłości. Do projektu podchodzi jednak z rezerwą.
– Dobrze jest przemyśleć akcje, które dotykają spraw wrażliwych i wchodzą w obszar ludzkich przesądów i wyobrażeń. Obawiam się, że tu zabrakło głębszej refleksji, a postawiono na emocje. Nie do końca jestem przekonany, czy te wywołane w ten sposób będą pożądane.
– Akcje artystyczne to dobry kierunek podtrzymywania pamięci o przeszłości – uważa Agata Rozbicka z Muzeum Historii Żydów Polskich. – Lepiej tak docierać do ludzi, niż proponować im skostniałe wystawy. Dodaje, że taką metodą chce działać w przyszłości muzeum.
Informacje o projekcie można znaleźć na www.archiwumetnograficzne.edu.pl.
Powiedzieli
Marcin Zarzecki Socjolog z UKSW
To dobrze pomyślane, nowatorskie badanie antropologiczno-socjologiczne. Ma charakter poznawczy nie tylko dla badaczy, ale i dla tych, którzy biorą w nim udział. Autorzy najwyraźniej chcą dokonać pewnego wstrząsu. Po reakcji na list można się przekonać, na ile takie wartości jak tolerancja czy empatia tylko deklarujemy, a na ile wcielamy je w życie.
Jan Ołdakowski Muzeum Powstania Warszawskiego
Każdą akcję przypominającą historię należy chwalić, ale trzeba uważać, by przy tym nie szokować. Istnieje ryzyko, że chcąc wywołać emocjonalne zaangażowanie, można nieopatrznie wywołać zobojętnienie. Nie wobec samego problemu, tylko wobec formy akcji. Przedsięwzięcie ma sens w momencie, gdy zostanie zrozumiane przez odbiorców. Pytanie, ilu jest takich warszawiaków.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON