r e k l a m a

Jazz nie zawsze fajny jest

Przemek Dziubłowski 04-12-2008, ostatnia aktualizacja 15-12-2008 15:02

W grudniowym wydaniu magazynu „Film” można natknąć się na całostronicową reklamę Jazz Radia. Już jutro nie będzie ona aktualna. „Jedyne jazzowe radio” – cytując slogan – znika ostatecznie z eteru.

źródło: jazzradio.pl
*Marek Napiórkowski, jeden z naszych najlepszych gitarzystów jazzowych, miał swoją audycję na 106.8 FM. Od jutra tę częstotliwość przejmuje Chilli Zet.
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
*Marek Napiórkowski, jeden z naszych najlepszych gitarzystów jazzowych, miał swoją audycję na 106.8 FM. Od jutra tę częstotliwość przejmuje Chilli Zet.

Ostatecznie, bo radio, które przecież tworzą ludzie, de facto nie gra już od połowy listopada. Wówczas to z dnia na dzień zamknięto studio przy ul. Narbutta, a przychodzących do pracy zdezorientowanych autorów programów zastąpił komputer. Nie zdążyli się nawet pożegnać ze słuchaczami. A właściwie fanami, bo biorąc pod uwagę temperaturę komentarzy pojawiających się na licznych forach, można tak śmiało mówić o odbiorcach Jazz Radia. Pośród gorzkich ubolewań nad upadkiem obyczajów, dzikim kapitalizmem pożerającym co ambitniejsze inicjatywy, krótkowzrocznością Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która przyczyniła się do likwidacji radia oraz wykrzykiwaniem „skandali” i „dramatów”, znajdują się i tak bezradnie szczere deklaracje jak: „byłbym gotów płacić abonament za to radio”.

Hity ponad wszystko

Nie brakuje też głosów nienawiści wobec Eurozetu, konsorcjum posiadającego m.in. Zetkę, Planetę, Pogodę i Antyradio, a teraz w miejsce Jazz Radia uruchamiającego nową stację – Chilli Zet. W portfolio korporacja ma już likwidację Radiostacji. Jednak zamknięcie jej nie odbyło się w trybie natychmiastowym, być może ze względu na głośne protesty słuchaczy. Było wieloetapowe, najpierw zmieniono dyrektora, z czasem autorskie audycje i muzyczną alternatywę zastąpiło pasmo „czarnych bitów, dance’owych hitów”, by w końcu po siedmiu latach w tym roku Radiostację wyparła Planeta FM. Ale nikt się już nie awanturował, bo przecież nie było o co. Teraz w ramówce sformatowanej na młodego słuchacza stacji dominują „imprezowe hity”, a prezenterzy rozbudzają wyobraźnię domniemaniami na temat tajemnic alkowy Britney Spears.

Kilku autorów ze starej Radiostacji znalazło miejsce w zespole Jazz Radia, które przez ostatnie lata stało się dość eklektyczne, dopuszczając do głosu brzmienia etno, funk, elektronikę i hip-hop. Didżej i dziennikarz Druh Sławek, w Jazzie serwujący „najlepszy groove w mieście”, jest zdegustowany nie tylko kolejną batalią, w której kulturotwórczy projekt przegrywa z maszynką do robienia pieniędzy, ale faktem, że nikt ze strony nowych pracodawców nie pokwapił się, by powiedzieć coś o dalszych losach rozgłośni. – Nawet forum internetowe, na którym żalili się słuchacze, zamknięto. Zupełnie jak z Radiostacją – dodaje.

Wojciech Appel, który za czasów Radiostacji wraz z Noviką zakładał zespół Futro, a później znalazł się w Jazz Radiu, zauważa, iż szkoda go, tym bardziej, że przez ostatnie cztery lata zdołało wypracować swój styl.

– Sam fakt funkcjonowania takiego radia był ewenementem – mówi. – Panowała pełna swoboda, co miało przełożenie na program, coraz bardziej ceniony przez środowisko jazzowe.

Sami jazzmani – m.in. gitarzysta Marek Napiórkowski, pianiści Wojciech Karolak i Krzysztof Herdzin – mieli tu audycje.

– W eterze powinna być jedna inna stacja – mówi Napiórkowski. – Bardzo cieszyła mnie współpraca z radiem, w samochodzie często go słuchałem. Teraz jadę do Berlina, tam włączę sobie świetne Jazzradio, notabene wspierane przez władze miasta.

Rada nie zaradziła

Warszawskie Jazz Radio do życia powołał w 1996 roku animator muzyki synkopowanej Mariusz Adamiak. Po kolejnych przekształceniach własnościowych, w 2005 roku radio trafiło do Aliny Strześniewskiej, posiadającej też radio Kolor. – To była inwestycja w częstotliwość – komentuje teraz Wojciech Appel. Właścicielka prawie nie interesowała się radiem. O jej następcy mówiło się już na początku roku. O tym, że jest to Eurozet, podano w listopadzie. Zespół wraz z dyrektorem programowym Maciejem Karłowskim dowiedział się o tym z Internetu. Rozmów żadnych nie było.

– Sama sprzedaż radia nie jest rzeczą szokującą – tłumaczy Karłowski. I dodaje, że najbardziej zatrważająca jest tu decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która – by Jazz Radio zamienić w Chilli Zet – zmieniła także zapis koncesyjny.

– Radio PIN ma także w koncesji zapis o nadawaniu muzyki jazzowej, a proszę posłuchać, jak realizuje tę misję. Przecież nikt w KRRiTV nie monitoruje i nie egzekwuje tych zapisów. Ot, mamy dwa radia emitujące jazz, możemy jedno zlikwidować – żali się Karłowski.

Zgadza się z nim ojciec rozgłośni. Przy czym Mariusz Adamiak nie jest zdziwiony, że radio nie przetrwało. – Ambitna stacja wymaga nieustannej walki, tu jej zabrakło – mówi. – Szkoda jednak, że KRRiTV stanęła po drugiej stronie i tak łatwo odstąpiła od zapisów, które nałożyła na stację, kiedy ją zakładałem.

W wolnorynkowej gospodarce liczy się słuchalność. Według ostatnich badań SMG KRC, Jazz Radio miało jeden procent udziału w rynku. Niewiele, a jednak pozbawione jakiejkolwiek promocji (ta opierała się na barterach – stąd i rzeczona reklama w „Filmie”) radio gromadziło i tak więcej słuchaczy niż choćby mocno reklamowane Roxy FM.

– Przy pewnym „stargetowaniu” odbiorcy – w wieku od 25 do 45 lat i z zarobkami powyżej 3 tys. zł – mieliśmy szóste miejsce w Warszawie. Szkoda, że radio miało słabe działy handlowe – dodaje Karłowski. – Jakim cudem i tak tak długo funkcjonowało, nie wiem – dodaje Druh Sławek.

Format na chill

Teraz pojawiły się próby ratowania radia i przeniesienia go do Internetu. Do dyrektora programowego zgłosiło się kilka platform internetowych, skuszonych gotową formułą stacji i grupą wiernych słuchaczy. A jeden z nich – Paweł Nowak – zamiast rozpaczać, postanowił działać. Autor najpopularniejszego w Polsce bloga o produktach Macintosha zaproponował redakcji sfinansowanie działalności studia, zarejestrował także domenę www.radiojazz.fm. Nowak ma doświadczenie w radiofonii internetowej – tworzy krakowskie Radio Frycz. Wierzy, że Jazz Radio w necie odniesie sukces. Nadawać ma już od 1 stycznia.

Karłowski do internetowego pomysłu przekonuje autorów. – Zdecydowanie jestem na tak. Jesteśmy ludźmi z pasją, będziemy chcieli robić takie radio, niezależnie, czy będą słuchały nas tysiące, czy setki osób – mówi jazzman Krzysztof Herdzin.

Na taką deklarację nie mógłby sobie pozwolić Mateusz Kirstein, dyrektor startującej jutro stacji Chilli Zet. W branży mówi się, że ma to być konkurencja dla radia PIN. Przynajmniej muzycznie. Sam Eurozet zapowiada „muzykę, jakiej nie grają inne stacje” i „poczucie humoru, które nie obraża niczyjej inteligencji”.

Co usłyszymy? – Stworzyliśmy dużą bazę wyrafinowanych utworów oscylujących między brzmieniami jazzowo-chilloutowymi, nie zapominając o soulu czy lounge – odpowiada Kirstein. Swoje autorskie programy mają poprowadzić Aga Zaryan, Artur Rojek i DJ Adamus. Pojawią się też głosy z Zetki: Beata Pawlikowska i Rafał Bryndal.

Czy warto szukać jazzu w Chilli Zet? – Niech pan nie żartuje – odpowiada Mariusz Adamiak.

Życie Warszawy