Jazz nie zawsze fajny jest
W grudniowym wydaniu magazynu „Film” można natknąć się na całostronicową reklamę Jazz Radia. Już jutro nie będzie ona aktualna. „Jedyne jazzowe radio” – cytując slogan – znika ostatecznie z eteru.
Ostatecznie, bo radio, które przecież tworzą ludzie, de facto nie gra już od połowy listopada. Wówczas to z dnia na dzień zamknięto studio przy ul. Narbutta, a przychodzących do pracy zdezorientowanych autorów programów zastąpił komputer. Nie zdążyli się nawet pożegnać ze słuchaczami. A właściwie fanami, bo biorąc pod uwagę temperaturę komentarzy pojawiających się na licznych forach, można tak śmiało mówić o odbiorcach Jazz Radia. Pośród gorzkich ubolewań nad upadkiem obyczajów, dzikim kapitalizmem pożerającym co ambitniejsze inicjatywy, krótkowzrocznością Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która przyczyniła się do likwidacji radia oraz wykrzykiwaniem „skandali” i „dramatów”, znajdują się i tak bezradnie szczere deklaracje jak: „byłbym gotów płacić abonament za to radio”.
Hity ponad wszystko
Nie brakuje też głosów nienawiści wobec Eurozetu, konsorcjum posiadającego m.in. Zetkę, Planetę, Pogodę i Antyradio, a teraz w miejsce Jazz Radia uruchamiającego nową stację – Chilli Zet. W portfolio korporacja ma już likwidację Radiostacji. Jednak zamknięcie jej nie odbyło się w trybie natychmiastowym, być może ze względu na głośne protesty słuchaczy. Było wieloetapowe, najpierw zmieniono dyrektora, z czasem autorskie audycje i muzyczną alternatywę zastąpiło pasmo „czarnych bitów, dance’owych hitów”, by w końcu po siedmiu latach w tym roku Radiostację wyparła Planeta FM. Ale nikt się już nie awanturował, bo przecież nie było o co. Teraz w ramówce sformatowanej na młodego słuchacza stacji dominują „imprezowe hity”, a prezenterzy rozbudzają wyobraźnię domniemaniami na temat tajemnic alkowy Britney Spears.
Kilku autorów ze starej Radiostacji znalazło miejsce w zespole Jazz Radia, które przez ostatnie lata stało się dość eklektyczne, dopuszczając do głosu brzmienia etno, funk, elektronikę i hip-hop. Didżej i dziennikarz Druh Sławek, w Jazzie serwujący „najlepszy groove w mieście”, jest zdegustowany nie tylko kolejną batalią, w której kulturotwórczy projekt przegrywa z maszynką do robienia pieniędzy, ale faktem, że nikt ze strony nowych pracodawców nie pokwapił się, by powiedzieć coś o dalszych losach rozgłośni. – Nawet forum internetowe, na którym żalili się słuchacze, zamknięto. Zupełnie jak z Radiostacją – dodaje.
Wojciech Appel, który za czasów Radiostacji wraz z Noviką zakładał zespół Futro, a później znalazł się w Jazz Radiu, zauważa, iż szkoda go, tym bardziej, że przez ostatnie cztery lata zdołało wypracować swój styl.
– Sam fakt funkcjonowania takiego radia był ewenementem – mówi. – Panowała pełna swoboda, co miało przełożenie na program, coraz bardziej ceniony przez środowisko jazzowe.
Sami jazzmani – m.in. gitarzysta Marek Napiórkowski, pianiści Wojciech Karolak i Krzysztof Herdzin – mieli tu audycje.
– W eterze powinna być jedna inna stacja – mówi Napiórkowski. – Bardzo cieszyła mnie współpraca z radiem, w samochodzie często go słuchałem. Teraz jadę do Berlina, tam włączę sobie świetne Jazzradio, notabene wspierane przez władze miasta.
Rada nie zaradziła
Warszawskie Jazz Radio do życia powołał w 1996 roku animator muzyki synkopowanej Mariusz Adamiak. Po kolejnych przekształceniach własnościowych, w 2005 roku radio trafiło do Aliny Strześniewskiej, posiadającej też radio Kolor. – To była inwestycja w częstotliwość – komentuje teraz Wojciech Appel. Właścicielka prawie nie interesowała się radiem. O jej następcy mówiło się już na początku roku. O tym, że jest to Eurozet, podano w listopadzie. Zespół wraz z dyrektorem programowym Maciejem Karłowskim dowiedział się o tym z Internetu. Rozmów żadnych nie było.
– Sama sprzedaż radia nie jest rzeczą szokującą – tłumaczy Karłowski. I dodaje, że najbardziej zatrważająca jest tu decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która – by Jazz Radio zamienić w Chilli Zet – zmieniła także zapis koncesyjny.
– Radio PIN ma także w koncesji zapis o nadawaniu muzyki jazzowej, a proszę posłuchać, jak realizuje tę misję. Przecież nikt w KRRiTV nie monitoruje i nie egzekwuje tych zapisów. Ot, mamy dwa radia emitujące jazz, możemy jedno zlikwidować – żali się Karłowski.
Zgadza się z nim ojciec rozgłośni. Przy czym Mariusz Adamiak nie jest zdziwiony, że radio nie przetrwało. – Ambitna stacja wymaga nieustannej walki, tu jej zabrakło – mówi. – Szkoda jednak, że KRRiTV stanęła po drugiej stronie i tak łatwo odstąpiła od zapisów, które nałożyła na stację, kiedy ją zakładałem.
W wolnorynkowej gospodarce liczy się słuchalność. Według ostatnich badań SMG KRC, Jazz Radio miało jeden procent udziału w rynku. Niewiele, a jednak pozbawione jakiejkolwiek promocji (ta opierała się na barterach – stąd i rzeczona reklama w „Filmie”) radio gromadziło i tak więcej słuchaczy niż choćby mocno reklamowane Roxy FM.
– Przy pewnym „stargetowaniu” odbiorcy – w wieku od 25 do 45 lat i z zarobkami powyżej 3 tys. zł – mieliśmy szóste miejsce w Warszawie. Szkoda, że radio miało słabe działy handlowe – dodaje Karłowski. – Jakim cudem i tak tak długo funkcjonowało, nie wiem – dodaje Druh Sławek.
Format na chill
Teraz pojawiły się próby ratowania radia i przeniesienia go do Internetu. Do dyrektora programowego zgłosiło się kilka platform internetowych, skuszonych gotową formułą stacji i grupą wiernych słuchaczy. A jeden z nich – Paweł Nowak – zamiast rozpaczać, postanowił działać. Autor najpopularniejszego w Polsce bloga o produktach Macintosha zaproponował redakcji sfinansowanie działalności studia, zarejestrował także domenę www.radiojazz.fm. Nowak ma doświadczenie w radiofonii internetowej – tworzy krakowskie Radio Frycz. Wierzy, że Jazz Radio w necie odniesie sukces. Nadawać ma już od 1 stycznia.
Karłowski do internetowego pomysłu przekonuje autorów. – Zdecydowanie jestem na tak. Jesteśmy ludźmi z pasją, będziemy chcieli robić takie radio, niezależnie, czy będą słuchały nas tysiące, czy setki osób – mówi jazzman Krzysztof Herdzin.
Na taką deklarację nie mógłby sobie pozwolić Mateusz Kirstein, dyrektor startującej jutro stacji Chilli Zet. W branży mówi się, że ma to być konkurencja dla radia PIN. Przynajmniej muzycznie. Sam Eurozet zapowiada „muzykę, jakiej nie grają inne stacje” i „poczucie humoru, które nie obraża niczyjej inteligencji”.
Co usłyszymy? – Stworzyliśmy dużą bazę wyrafinowanych utworów oscylujących między brzmieniami jazzowo-chilloutowymi, nie zapominając o soulu czy lounge – odpowiada Kirstein. Swoje autorskie programy mają poprowadzić Aga Zaryan, Artur Rojek i DJ Adamus. Pojawią się też głosy z Zetki: Beata Pawlikowska i Rafał Bryndal.
Czy warto szukać jazzu w Chilli Zet? – Niech pan nie żartuje – odpowiada Mariusz Adamiak.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook