Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Lewandowski na Coca-Cola Cup

LECHU 17-05-2011, ostatnia aktualizacja 18-05-2011 21:21

Chłopcy z Gimnazjum nr 48 w Warszawie i dziewczęta z Gimnazjum w Ciechanowie zwyciężyli w wojewódzkim finale turnieju piłki nożnej Coca-Cola Cup. Gościem był Robert Lewandowski.

Robert Lewandowski popisywał się umiejętnościami na Agrykoli
autor: Przemek Wierzchowski
źródło: Fotorzepa
Robert Lewandowski popisywał się umiejętnościami na Agrykoli

W rywalizacji chłopców zwyciężyli faworyci Gimnazjum nr 48 z Warszawy. Zespół prowadzony przez Artura Kolatora w ubiegłym roku wygrał Warszawską Olimpiadę Młodzieży. W finale na Agrykoli pokonał 4:1 Gimnazjum Sportowe z  Radomia. W rywalizacji dziewcząt zwyciężyło Gimnazjum z Ciechanowa, które po zaciętym finale pokonało 4:3 zespół z Domanowic.

Okrasą finałów w Warszawie była wizyta reprezentanta Polski i Borussii Dortmund Roberta Lewandowskiego. Wychowanek Varsovii i Delty Warszawa, ambasador Coca-Cola Cup, na kilka godzin przyleciał do Warszawy na spotkanie z uczestnikami turnieju.

– Przyglądając się zmaganiom młodych piłkarzy, przypomniało mi się, jak sam grałem w tym turnieju. Pamiętam, jak wielkie emocje towarzyszyły mi podczas tych rozgrywek – mówił Lewandowski. Finałom na Agrykoli towarzyszyła Strefa Aktywnego Życia i konkurs „Wnieś flagę na stadion podczas Euro 2012".

16 zwycięzców zabawy, po jednym z każdego województwa, wniesie flagę przed meczem grupowym reprezentacji Polski podczas Euro. W ramach akademii trzeba było przejść kilka testów, m.in. Barcelony, Ajaksu czy Evertonu. Pierwszy polegał na jak największej liczbie podbić piłki w ciągu minuty po kolei prawą nogą, udem, głową, lewym udem i nogą. Testom poddał się też Robert Lewandowski. – Tak bez przygotowania trudno jest dobrze w nich wypaść. Poza tym na tartanowej nawierzchni trzeba uważać, aby nie nabawić się kontuzji – podkreślał Lewandowski.

Później były zdjęcia, autografy. Po dwóch godzinach na Agrykoli Lewandowski wrócił do Dortmundu, gdzie wieczorem z Borussią zagrał w meczu towarzyskim z Japonią.

Rozmowa z Robertem Lewandowskim, piłkarzem reprezentacji Polski i Borussi Dortmund, ambasadorem Coca-Cola Cup

Jak podobają się panu rozgrywki Coca-Cola Cup?
Przyglądając się zmaganiom młodych zawodników przypomniałem sobie jak sam grałem w tym turnieju. Pamiętam do dzisiaj, jak wielkie emocje towarzyszyły mi podczas tych rozgrywek.

Przyleciał pan do Warszawy tylko na kilka godzin, by spotkać się z młodzieżą...
Bardzo lubię takie spotkania z młodzieżą. Poza tym to część naszego sportu i z przyjemnością to robię. Zostałem ambasadorem tego turnieju, bo to znakomita impreza. Nie każdy ma okazję trenować w klubie i pokazać swoje umiejętności. Tutaj można zaistnieć.

Podczas spotkania musiał pan przejść kilka testów, m.in. żonglowania, slalomu z piłką i strzałów z rzutu wolnego. Trudne były?
Bez przygotowania nie jest łatwo dobrze w nich wypaść. Poza tym test odbywał się na tartanowej nawierzchnia, na której trzeba bardzo uważać, aby nie nabawić się kontuzji. A ja byłem w korkach, a nie butach do biegania. Myślę, że jednak nie wypadłem najgorzej.

Co by Pan poradził tym młodym zawodnikom grającym w Coca-Cola Cup, którzy chcą w przyszłości zostać gwiazdami futbolu?
Tylko intensywną, wytrwałą i mozolną pracą można do czegoś dojść.

Pan grę rozpoczynał jako junior w Varsovii, ale pierwszym poważnym klubem była Delta Warszawa. Jak pan wspomina grę w tym zespole?
W Delcie trenowałem kilka miesięcy. To był mój pierwszy klub seniorski. Tam wszystko wyglądało trochę inaczej niż wcześniej. Właśnie od Delty zaczęła się moja poważna przygoda z piłką i dlatego mile wspominam ten czas.

Przez chwilę trenował Pan w Legii, ale ostatecznie klub z Łazienkowskiej nie zdecydował na Pana zatrudnienie...
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie ma co wracać do tej sprawy. Trafiłem do Znicza Pruszków, a później do Lecha Poznań z którym zdobyłem mistrzostwo Polski, superpuchar i zostałem królem strzelców.

W Dortmundzie jest Pan już rozpoznawalny?
W Niemczech kibice szanują życie prywatne piłkarzy, ale na ulicy nie jestem już osobą anonimową. Pierwsze co zauważyłem po przyjeździe do tego klubu to szaleństwo kibiców na punkcie piłki. Wszyscy piłkarze są im dobrze znani. Nawet ci zawodnicy, którzy częściej siedzą na ławce niż grają.

Jakie było Pana pierwsze wrażenie, kiedy przyjechał na największy w Niemczech stadion?
Tętniąca życiem Trybuna Południowa (Sud Trybune). Tam wchodzi 25 tys. widzów. Jak wszyscy krzykną to jest coś niesamowitego. Grać przy takim dopingu z trybun to wielkie przeżycie. W Polsce nie ma tak dużych stadionów, ale atmosfera jest podobna. Kibice reagują bardzo żywiołowo. Jak cały stadion skanduje twoje nazwisko, to ciarki przechodzą.

Zwiedzał pan już pewnie klubowe muzeum i wie, że współzałożycielami Borussii Dortmund byli Polacy?
To wiedziałem już wcześniej. Tym bardziej cieszę się, że teraz dzięki Polakom Borussia została mistrzem Niemiec. Myślę, że wszyscy trzej, czyli ja, Łukasz Piszczek i Kuba Błaszczykowski jesteśmy siłą zespołu. Nie kryjemy polskości, wręcz przeciwnie po wywalczeniu mistrzostwa fetowaliśmy z polskimi flagami.

Jaka jest atmosfera w zespole? Ebi Smolarek odszedł z Borussi, bo nowy trener nie widział Polaka w składzie?
Ebi wciąż jest tam pamiętamy. W klubie wiszą koszulki z jego nazwiskiem. Teraz atmosfera jest świetna. Dobrze nas traktują, nie ma żadnych antagonizmów.

Czym jest dla Pana mistrzostwo Niemiec?
Czym wyjątkowym i wspaniałym. Wcześniej z Lechem Poznań wywalczyłem mistrzostwo Polski. Teraz cieszę się z mistrzostwa Niemiec, wywalczonym już w pierwszym roku gry za granicą. Mam nadzieję, że to początek mojej wspaniałej przygody z piłką.

Życie Warszawy