Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Znowu ciemność, czyli mecz Polski z Ekwadorem

Michał Kołodziejczyk 13-10-2010, ostatnia aktualizacja 14-10-2010 08:36

Ósmy mecz bez zwycięstwa, tym razem – zawstydzający

Euzebiusz Smolarek strzelił gola na 1:1.  Ostatnio bramki    dla reprezentacji zdobywał w kwietniu  2009  – cztery  w meczu  z San Marino
źródło: PAP/EPA
Euzebiusz Smolarek strzelił gola na 1:1. Ostatnio bramki dla reprezentacji zdobywał w kwietniu 2009 – cztery w meczu z San Marino

W Montrealu wróciły stare zmory, znowu jesteśmy na huśtawce. Wspólny dla ostatnich ośmiu meczów jest tylko brak zwycięstwa, drużynę chwalono już po porażkach i ganiono po remisach. Ten wywalczony z bardzo słabym Ekwadorem jest zawstydzający. Pomimo to w wywiadzie dla TVP trener powiedział, że podobały mu się oba mecze rozegrane podczas amerykańskiej wyprawy.

Po trzech dniach od spotkania z USA, gdzie Polacy walczyli z silniejszym rywalem, grać z Ekwadorem wybiegła drużyna nie tylko bez Jakuba Błaszczykowskiego i Adama Matuszczyka, ale przede wszystkim bez wiary, chęci i determinacji. Żadna formacja nie miała lidera, nikt nie miał odwagi, by pokierować grą.

Smuda dał szansę debiutu Hubertowi Wołąkiewiczowi w linii pomocy. Trener ma problem z obrońcami, Wołąkiewicz był alternatywą na lewą stronę. W pomocy był bezradny, niestety, dostosowali się do niego zazwyczaj aktywni Rafał Murawski i Adrian Mierzejewski. Gorzej niż przeciwko USA grał Ludovic Obraniak, który przed meczem zaimponował odśpiewaniem hymnu pełną piersią.

Kiedy Smuda mówił o problemach z obroną, kibice myśleli, że chodzi o jej lewą stronę, gdzie nie mógł zagrać Sebastian Boenisch. Okazało się, że reprezentacja obrony nie ma w ogóle. Przeciwko Ekwadorowi na środku wystąpiła para Michał Żewłakow – Kamil Glik i rywale, którzy wyglądali jakby biegali na zaciągniętym ręcznym hamulcu, potrafili w odpowiednim momencie przyspieszyć i znaleźć między Polakami kilkumetrową dziurę.

Zaczął i skończył Christian Benitez, który w pierwszej połowie wykorzystał brak asekuracji po wybiciu Glika i strzelił na 1: 0, a w drugiej najpierw po błędzie stoperów doprowadził do wyrównania na 2:2, a później nie wykorzystał niemalże identycznej sytuacji.

Absolutny już rekordzista pod względem ilości występów w reprezentacji Michał Żewłakow (101) nie ma najlepszego okresu, ale też uczniowie, których dostaje od Smudy do przyuczenia, nie są zbyt pojętni. Nasz selekcjoner budowę drużyny na Euro zaczął wbrew prawidłom – od ataku – i jeśli zabraknie mu czasu – będzie bieda.

Gole dla Polski strzelali Euzebiusz Smolarek i Ludovic Obraniak, było nie było – stara gwardia. Gdyby liczyć po kanadyjsku, punkty za asysty należały się stoperom Ekwadoru – obaj są rezerwowymi, bo ci podstawowi pojechali do swoich klubów jeszcze przed spotkaniem z Polską. Wczoraj Smuda mógł się przekonać, jak wiele dla jego drużyny znaczy Błaszczykowski. Bez niego nie ma zmiany tempa gry, jest prosty taniec, wolny krok.

Polakom o słabszego rywala niż Ekwador będzie trudno. W listopadzie drużynę Smudy czeka mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Poznaniu.

> POLSKA – EKWADOR

2:2 (0:1)

Bramki: dla Polski – E. Smolarek (61), L. Obraniak (70); dla Ekwadoru – C. Benitez (32 i 80). Żółta kartka:

O. Minda (Ekwador). Sędziował Mauricio Navarro (Kanada).

Polska: Tytoń – Piszczek (61, Jędrzejczyk), Żewłakow, Glik, Mierzejewski – Mierzejewski (82, Majewski), Murawski, Obraniak, Wołąkiewicz – Lewandowski (88, Niedzielan), Smolarek (68, Grosicki).

Ekwador: Banguera – Checa, Campos, Minda, Ayovi – Paredes, Noboa, Guerron (85, Mina), Arroyo – Saritama, Benitez.

Życie Warszawy