Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Legia truchta po tytuł

Piotr Żelazny 16-03-2015, ostatnia aktualizacja 16-03-2015 07:49

Zmagania o mistrzostwo Polski przypominają wyścigi ślimaków. Legia tylko zremisowała 2:2 u siebie przy Łazienkowskiej z osłabioną Wisłą Kraków, a mimo to utrzymała przewagę nad drugim zespołem w tabeli.

Trener Legii Warszawa Henning Berg
autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Trener Legii Warszawa Henning Berg

Przed tą kolejką miała pięć punktów przewagi nad Lechem, który jednak przegrał w Bydgoszczy 0:1 z Zawiszą. Teraz ma tyle samo, tyle że nad Jagiellonią, która zamieniała się z poznaniakami miejscami w tabeli. Nikt Legii gonić nie chce, chociaż zawodnicy Henninga Berga uciekają najwyżej truchtem.

Legia miała jednak w niedzielny wieczór mnóstwo szczęścia. Wyrównująca bramka padła kilkanaście sekund przed końcem, a piłkę do bramki w nieszczęśliwy i wyjątkowo nieskoordynowany sposób wbił sobie Boban Jović, dla którego był to dopiero drugi mecz w krakowskich barwach. Z kolei przy pierwszym golu dla gospodarzy Michał Żyro pomógł sobie ręką przy przyjęciu piłki, ale sędzia tego nie zauważył.

Trener Henning Berg tak naprawdę pretensję może mieć wyłącznie do siebie. Norweg wygląda jakby prowadził samotną batalię przeciwko światu. Jakby postanowił wszystkim wokół udowodnić, że ma koncepcję na prowadzenie zespołu i chociaż nie przynosi ona efektu, będzie się jej do upadłego trzymał. Odpadnięcie Legii z europejskich pucharów miało oznaczać koniec ciągłych zmian w składzie. Jedenastka, która tak dobrze radziła sobie w Europie miała teraz podbić spokojnie ekstraklasę.

Ale Berg jednak wciąż w składzie miesza. Tydzień temu posadził na ławce Dusana Kuciaka, przeciwko Wiśle także wystawił Arkadiusza Malarza. W ataku znalazł miejsce dla Marka Saganowskiego, który owszem jest wielkim walczakiem i zawsze zostawia serce na boisku, ale tylko chyba Berg uważa, że jest on lepszym napastnikiem niż Orlando Sa. Portugalczyk jednak znów zaczął mecz tylko na ławce. Znowu tylko rezerwowym był Tomasz Brzyski, chociaż już chwilę po tym jak pojawił się na murawie idealnie dośrodkował na głowę kolegi.

A przecież Wisła przyjechała do stolicy mocno raniona i krwawiąca. Za kartki pauzować musiał kapitan i filar obrony Arkadiusz Głowacki. W środku obrony zagrał więc Dariusz Dudka, a dziury na lewej stronie łatał Łukasz Burliga, który momentami wyglądał po tej stronie na mocno zagubionego.

Ale to Wisła objęła prowadzenie, i to właśnie za sprawą Burligi, który po krótko wykonanym rzucie rożnym piętą uderzył do bramki. I to krakowianie byli bliżej tego, by z Warszawy wywieźć komplet punktów, ale Jović zamiast wybijać piłkę w trybuny, skierował ją do własnej siatki.

"Rzeczpospolita"