Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Emocje w Poznaniu. Legia przegrała z Lechem

p.mal 22-03-2015, ostatnia aktualizacja 23-03-2015 07:28

Lech Poznań pokonał Legię Warszawa 2:1 w najciekawszym meczu 25. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Karol Linetty
autor: bartosz jankowski
źródło: Fotorzepa
Karol Linetty

Lech blisko trzy lata czekał na zwycięstwo nad Legią. Dzięki wygranej nie tylko wrócił na fotel wicelidera, ale zmniejszył stratę do prowadzącego wciąż obrońcy tytułu do trzech punktów. Hit 25. kolejki tylko w drugiej połowie mógł się podobać ponad 41-tysięcznej publiczności.

Już kilkanaście dni przed meczem było niemal pewne, że spotkanie mistrza z wicemistrzem kraju będzie rekordowe pod względem frekwencji. Na trybunach zasiadło 41 545 widzów, co jest najlepszym wynikiem Lecha w lidze od 2010 roku, kiedy to oddano do użytku zmodernizowany stadion.

Mecz zaczął się obiecująco, bo już w 10. sekundzie Michał Żyro niewiele się namyślając uderzył z dystansu, a nierozgrzany jeszcze Jasmin Buric z trudem odbił piłkę na rzut rożny. Chwilę później groźnie było pod bramką gości, lecz Węgier Gergo Lovrencsics minimalnie przestrzelił.

Potem animusz obu zespołów nieco osłabł, więcej było już wyrachowania i taktyki. Po kwadransie w miarę wyrównanej gry, przewagę zaczęła uzyskiwać Legia. Obrońcom Lecha jakby brakowało pewności siebie, bowiem dość często tracili piłkę w łatwy sposób, dzięki czemu rywale dochodzili do sytuacji strzeleckich.

Poważny kiks zdarzył się też Buricowi, który źle przeciął podanie Żyry i wydawało się, że Michał Kucharczyk wpakuje piłkę do pustej bramki. Bośniak rozpaczliwą interwencją zdążył jednak uprzedzić pomocnika Legii.

Gospodarze szukali swoich szans w kontratakach, co przed własną publicznością rzadko im się zdarza. Atakom Lecha brakowało jednak wykończenia, a nieliczne strzały pewnie bronił Arkadiusz Malarz.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy upłynął pod znakiem chaotycznych ataków obu drużyn. Przełomowa okazała się 62. minuta, kiedy to Fin Kasper Hamalainen znalazł się sam na sam z Malarzem. Bramkarz Legii interweniował rękami poza polem karnym i arbiter Tomasz Musiał nie mógł podjąć innej decyzji, jak pokazać mu czerwoną kartkę.

Do rzutu wolnego podszedł Szkot Barry Douglas i z ok. 20 metrów nie dał szans Dusanowi Kuciakowi na skuteczną interwencję. Słowak nie zdążył się rozgrzać, ale prawdopodobnie i Malarz miałby kłopot z obroną tego precyzyjnego strzału.

"Kolejorz" poszedł za ciosem. Niespełna cztery minuty później nikt już nie zatrzymał Hamalainena, który w sytuacji jeden na jeden pewnie podwyższył na 2:0.

W końcówce grający w osłabieniu legioniści postawili wszystko na jedną kartę. Gdy Kucharczyk zdobył kontaktowego gola, gospodarze przez 13 minut (siedem doliczył arbiter) musieli drżeć o wynik. Kilka razy pod bramką Burica zakotłowało się, ale poznaniacy zwycięsko wychodzili z opresji.

Lech Poznań - Legia Warszawa 2:1 (0:0)

Bramki: 1:0 Barry Douglas (66-wolny), 2:0 Kasper Hamalainen (70), 2:1 Michał Kucharczyk (84).

Żółta kartka - Lech Poznań: Paulus Arajuuri, Gergo Lovrencsics, Szymon Pawłowski. Legia Warszawa: Michał Kucharczyk, Ivica Vrdoljak, Michał Żyro.

Czerwona kartka - Legia Warszawa: Arkadiusz Malarz (62-za zagranie ręką poza polem karnym).

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów 41 545.

Lech Poznań: Jasmin Buric - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas - Gergo Lovrencsics (63. Szymon Pawłowski), Karol Linetty, Kasper Hamalainen, Łukasz Trałka (73. Tamas Kadar), Dawid Kownacki (86. Dariusz Formella) - Zaur Sadajew.

Legia Warszawa: Arkadiusz Malarz - Bartosz Bereszyński, Inaki Astiz, Jakub Rzeźniczak, Tomasz Brzyski - Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec, Michał Masłowski (65. Dusan Kuciak), Ivica Vrdoljak, Michał Żyro (90+5. Guilherme) - Ondrej Duda.

PAP