Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zwierzyna łowna

Piotr Żelazny 18-10-2016, ostatnia aktualizacja 18-10-2016 10:16

Okazja dla Cristiano Ronaldo, by zostać królem strzelców Ligi Mistrzów

Cristiano Ronaldo jest najlepszym strzelcem w historii Ligi Mistrzów. Do 100 trafień brakuje mu już tylko pięciu goli.
autor: Patrik Stollarz
źródło: AFP
Cristiano Ronaldo jest najlepszym strzelcem w historii Ligi Mistrzów. Do 100 trafień brakuje mu już tylko pięciu goli.
źródło: Rzeczpospolita

Gwiazdor Realu już pięć razy zdobywał ten tytuł (tyle samo co Leo Messi). Niestety, ma ochotę na szósty skalp.

Zawodników Legii czeka w Madrycie niesamowicie trudne zadanie, które okazało się niewykonalne dla piłkarzy znacznie lepszych od tych, których dziś na murawę pośle trener Jacek Magiera. Legioniści staną naprzeciw człowieka nieuleczalnie chorego na gole zwycięstwa i mającego największe ego w zawodowym futbolu. Mogą je ukołysać tylko bramki. Jak najwięcej bramek.

Każdy, kto uważa, że Cristiano Ronaldo potraktuje Legię z lekceważeniem, musiał przez ostatnie lata ukrywać się w lesie. Po losowaniu grup Ligi Mistrzów Portugalczyk zakreślił w swoim kalendarzu daty spotkań z mistrzem Polski na czerwono. W jego mniemaniu są to mecze, które zapewnią mu koronę króla strzelców Champions League. On dziś będzie myśliwym, a Legia zwierzyną łowną.

I chociaż Cristiano Ronaldo ze wszystkich piłkarskich trofeów najbardziej ceni nagrodę dla najlepszego zawodnika  – Złotą Piłkę (którą po raz czwarty odbierze już w styczniu, trudno wyobrazić sobie, by mogło być inaczej), to można zaryzykować twierdzenie, że tytuł króla strzelców LM na jego liście priorytetów jest bardzo wysoko.

Dla Ronaldo futbol nie jest sportem zespołowym. Pytany przez magazyn „GQ" o najlepszy mecz w karierze, po chwili wahania i standardowego „trudno powiedzieć", w końcu wybrał dwa spotkania, w których strzelił po pięć goli. Mecze ligowe z Espanyolem i Granadą ceni wyżej niż zwycięskie finały w Lidze Mistrzów czy chociażby El Clasico przeciwko Barcelonie. Ronaldo ciągle mało kolejnych rekordów strzeleckich, nagród, wyróżnień, nagłówków prasowych. A nade wszystko uwielbienia.

Serwisy internetowe obiegają obrazki, gdy gola zdobywa któryś z jego partnerów z drużyny, a Ronaldo nie kryje rozczarowania, czasem nawet wściekłości. Przecież on był w lepszej sytuacji, to on powinien tę piłkę skierować do siatki. Jego złości nie zmienia nawet to, że sam ma już hat tricka na koncie.

W sporcie zespołowym, jakim jest futbol, na końcu chodzi o zwycięstwo drużyny. W indywidualnej odmianie piłki nożnej, której wybitnym przedstawicielem jest Portugalczyk, chodzi o gole. Im więcej, (szczególnie od Leo Messiego), tym kolejna Złota Piłka bliżej.

W ostatnich latach boleśnie przekonywały się o tym najsłabsze drużyny w grupie, które los skojarzył z Realem w Lidze Mistrzów. W poprzednim sezonie w dwumeczu przeciwko szwedzkiemu Malmoe Cristiano Ronaldo strzelił sześć goli. Dwa w meczu wyjazdowym, cztery na Santiago Bernabeu. Cztery gole dorzucił w dwóch spotkaniach przeciwko Szachtarowi Donieck. Oczywiście z 16 trafieniami został najlepszym strzelcem zeszłorocznej edycji. Real wywalczył trofeum, ale Portugalczyk w finale gola nie zdobył, więc pewnie niespecjalnie zaprząta sobie głowę tamtym meczem.

Oczywiście nie można powiedzieć, że receptą Legii na dobry wynik jest zatrzymanie Ronaldo. Zagrożenie będzie się czaiło wszędzie i z każdej strony. W pierwszym meczu LM, który zakończył się blamażem Legii 0:6 z Borussią Dortmund, piłkarze prowadzeni wówczas przez Besnika Hasiego wyszli na spotkanie jak na kolejny mecz ligowy. Nie było zmasowanej, głębokiej defensywy, nie było planu.

W Lizbonie w meczu przeciwko Sportingowi widać było jednak, że Magiera nauczył się na błędach poprzednika. Mistrz Polski pokazał znacznie lepszą organizację gry, pomocnicy grali blisko stoperów, nowy szkoleniowiec postawił przede wszystkim na obronę.

Nie inaczej będzie dziś w stolicy Hiszpanii. Blisko 3 tysiące kibiców Legii nie pojechało do Madrytu, spodziewając się ze strony swoich ulubieńców ofensywnych popisów. Raczej liczą na to, że bohaterami będą wracający po kontuzji stoper Michał Pazdan i grający w tym sezonie bardzo dobrze bramkarz Arkadiusz Malarz.

Na konferencji prasowej trener Realu Zinedine Zidane stwierdził, iż szanse na zwycięstwo są 50 na 50, a skoro Legia gra w tych samych rozgrywkach co Real, to znaczy, że jest na tym samym poziomie. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że było to najbardziej dyplomatyczne wystąpienie od czasów Henry'ego Kissingera.

Transmisja o 20.45 w TVP 1 i Canal+

Rzeczpospolita