Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

www.zabilimipsa.pl

Robert Rybarczyk, Janina Blikowska 23-02-2009, ostatnia aktualizacja 24-02-2009 14:49

Właściciel psa zastrzelonego przez myśliwego chce, by sprawcę ścigała policja. Założył też stronę w internecie. — Zdziczałe psy atakują zwierzynę — bronią się łowczy.

Usłyszałem strzał i przeraźliwy skowyt, którego nie mogę zapomnieć. Padł drugi strzał. Zaczęliśmy wołać psa. Po paru sekundach nastąpił kolejny wystrzał. Wspięliśmy się na zbocze. W łozinach na skraju pola znaleźliśmy zwłoki Florka” – Rafał Borkowski opisuje na www.zabilimipsa.pl spacer ze swym rasowym samojedem (szpic zaprzęgowy). W niedzielę, 25 stycznia 2009 r., Rafał Borkowski pojechał z Florkiem do znajomych na działkę w okolicach Czerwińska nad Wisłą. Wszyscy wybrali się na spacer do pobliskiego jaru. Pies szedł przed nimi. Nagle wbiegł na górę. – Kiedy straciłem go z oczu, zacząłem wołać. Usłyszałem strzały i zadzwoniłem do kolegi, który szedł kawałek za nami. Sprawdzałem, czy pies nie pobiegł do niego. Ale tam Florka nie było. Znaleźliśmy go martwego – mówi Borkowski.

Na polu zobaczyli człowieka. Dogonili go. Powiedział, że słyszał strzały i widział myśliwego z bronią, który wsiadł do samochodu i odjechał.

– Byliśmy w szoku. Nigdy bym nie przypuszczał, że na terenie, gdzie są domki letniskowe, ktoś może strzelać do psa. Przecież miał obrożę, był rasowy, zadbany – mówi Borkowski.

Postanowił nie odpuścić myśliwemu. Ustalił, że psa mógł zabić Marian T. To on wpisał w księdze łowieckiej związku odstrzał psa pod Czerwińskiem.Właściciel Florka powiadomił komisariat w Załuskach. – Ale przez miesiąc policja nic w tej sprawie nie zrobiła – mówi.

Tadeusz Kaczmarek, rzecznik mazowieckiej policji, odpiera zarzut: – Myśliwy był chory. Leżał w szpitalu. Nie mogliśmy go przesłuchać.Marian T. należy do koła łowieckiego Cytadela w Warszawie. – Jak zastrzelił, to znaczy, że pies się wałęsał, dobrze więc zrobił – chwali kolegę Adam Waszczyk, sekretarz Cytadeli.

– Właściciel powinien wiedzieć, że jego pupil w lesie ma być na smyczy – dodał.

– Wiem, że Florek powinien iść na smyczy. Ale to wcale nie oznacza, że trzeba do niego strzelać. Przecież było widać, że nie jest bezpański, miał obrożę – tłumaczy właściciel Florka.

Według sekretarza Cytadeli, Marian T. jest doświadczonym myśliwym.– Polował także jego ojciec.

A przez wałęsające się psy mamy mniej zająców, bażantów. Sprawę niech badają organa ścigania – zakończył rozmowę Adam Waszczyk.

Marek Matysek, rzecznik Polskiego Związku Łowieckiego: – Sam mam psy. Każdy przypadek zastrzelenia psa budzi emocje. Ale od sprawdzenia, czy myśliwy przekroczył uprawnienia, są prokuratura i sąd. Niech ustalą, jak było. Jeśli źle zrobił, to niech odpowiada.

Rzecznik przyznaje, że koła łowieckie mają wytyczne, by do rasowych psów nie strzelać. – Tylko do bezpańskich, zdziczałych – mówi Matysek.

Błąkające się po lasach kundle dziesiątkują zwierzynę. – Zagonią sarnę na śmierć, a gdy raz zasmakują dziczyzny, to już nie odpuszczą – mówi Stanisław Turowski z Nadleśnictwa Chojnów.

– Prawo łowieckie jest nieprezycyjne. Zależy nam na jego zmianie. Zakładając stronę, chcemy wywołać dyskusję, doprowadzić do tego, by jasno zostało określone, kto i kiedy może strzelać do psów – mówi Rafał.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy