Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Niesamowicie spokojny człowiek

06-02-2009, ostatnia aktualizacja 06-02-2009 23:44

Tomasz Majewski AZS AWF Warszawa

źródło: Życie Warszawy

Cóż to za niesłychanie spokojny, nieulegający emocjom człowiek. Tuż przed finałem 15 sierpnia w Pekinie uciął sobie dwugodzinną drzemkę. Gdy grano mu „Mazurka Dąbrowskiego” nie uronił łzy. – Przestałem się przejmować rzutem kulą już kilka lat temu – powiedział w jedynym z licznych wywiadów, udzielonych po sensacyjnym zwycięstwie nad wyżej notowanymi rywalami. Nie uważa, że zrobił coś nadzwyczajnego, bo to przecież tylko sport.

Nieprzejmowanie się nie wyklucza wielkiej pracowitości podczas treningów i stawiania sobie wysokich wymagań. Chciał być najlepszy, ale nie za wszelką cenę. Już wcześniej kilka razy udowodnił, że potrafi mobilizować się i poprawiać rekordy życiowe – zwłaszcza, co niezmiernie istotne, podczas prestiżowych zawodów. Gdy rywale z lepszymi od niego o metr rekordami życiowymi nie wytrzymywali psychicznie ciężaru oczekiwań, czyli w żargonie młodzieżowym, od którego Majewski nie stroni, „gotowali się”, on zachowywał się w sposób niezwykle opanowany.

W Pekinie trzykrotnie bił rekord życiowy. Uwierzył w swoją siłę już po tym, gdy uzyskał najlepszy wynik w kwalifikacjach (21,04 m – pierwszy rekord życiowy). Po pierwszej kolejce był drugi z wynikiem 20,80 m, ale już po następnej objął prowadzenie, uzyskując 21,21 m. Swoich rywali “dobił”, gdy w czwartej kolejce rzutów osiągnął odległość 21,51 m. Wygrał z dużą przewagą. Drugi w konkursie Amerykanin Cantwell uzyskał 21,09 m, a trzeci Białorusin Michniewicz.

Złoty medal zadedykował mamie Annie, tacie Tadeuszowi i Władysławowi Komarowi, którego dziesiąta rocznica tragiczniej śmierci przypadała za dwa dni (Komar zginął 17 sierpnia 1998 r. w wypadku samochodowym).Rewelacyjny triumfator z Pekinu nawiązał do pięknej, polskiej tradycji w tej konkurencji. Pierwszym naszym herosem na rzutni kulą był przed II wojną światową Zygmunt Heljasz. W 1932 r. ustanowił on rekord świata – 16,05 m. Natomiast pierwszym finalistą olimpijskim był w Londynie (1948 r.) Mieczysław Łomowski – 15,43 m. Legendarny sportowy showman, mistrz olimpijski w Monachium (1972 r.) Władysław Komar zdobył ten tytuł, uzyskując już w pierwszym rzucie 21,18 m. Rekord Polski (21,68 m) należy do Edwarda Sarula, triumfatora I MŚ w lekkoatletyce w Helsinkach (1983 r.). I to jedyny wynik, o którym – jak sam przyznał mistrz jednym z pekińskich wywiadów – marzy.

Panie Tomaszu, życzymy tego z całego serca.

Życie Warszawy