Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Koszykarska krew Pawlaków

Piotr Szeleszczuk 12-03-2009, ostatnia aktualizacja 12-03-2009 23:09

Dziadek Władysław i ojciec Piotr byli gwiazdami ekstraklasy. Przyszedł czas na kolejne pokolenie – Jan już debiutował w PLK, a w jego ślady chce iść młodszy Jakub.

Jan (z lewej)  i Jakub  (z prawej) chcą kontynuować rodzinne tradycje po dziadku oraz ojcu Piotrze  (w środku) i też marzą o grze  w kadrze
źródło: Życie Warszawy
Jan (z lewej) i Jakub (z prawej) chcą kontynuować rodzinne tradycje po dziadku oraz ojcu Piotrze (w środku) i też marzą o grze w kadrze

W Polsce do tej pory tylko jedna rodzina ma trzech przedstawicieli w ekstraklasie – toruński klan Waczyńskich. Po Szczepanie i Witoldzie dziś w PLK gra 18-letni Adam z Górnika Wałbrzych. Jednak Pawlakowie mają asa w rękawie.

– Kuba coraz lepiej sobie poczyna. Dlatego śmiałem się z Witka, który ma tylko jedno dziecko, że musi się zabrać do roboty, bo zaraz go przegonię – śmieje się Piotr Pawlak.

Historię koszykarskiego rodu rozpoczął Władysław, który do stołecznej Legii trafił w 1953 roku. Grał na pozycji środkowego, choć miał zaledwie 197 cm. 50 lat temu Pawlak był jednym z najwyższych koszykarzy w Polsce. Szybko stał się również jednym z najlepszych – zdobył z Legią pięć mistrzowskich tytułów, był czołową postacią reprezentacji Polski. Zagrał też na czterech mistrzostwach Europy. Po zakończeniu kariery został trenerem i pracował w Legii ponad 30 lat, aż do śmierci w 1999 roku.

Praca trenera to ciągłe wyjazdy na mecze i zgrupowania. Ponieważ żona Władysława była tancerką w zespole Mazowsze, koszykarz musiał opiekować się synem i zabierać go ze sobą. Dlatego to, że młody Piotr rozpoczął treningi w Legii, było czymś naturalnym. Nikt nie zdziwił się też, gdy w wieku 18 lat zadebiutował w ekstraklasie, choć grał na innej pozycji niż ojciec – skrzydłowego. Grał też dłużej od niego, bo aż 17 lat – po odejściu z Legii także w Sosnowcu, Bytomiu i Kraśniku. Dziesięć lat temu wrócił do Warszawy, by pomóc Polonii w powrocie do elity. Podczas pożegnalnego meczu w 2001 roku na boisku zastąpił go w końcówce starszy syn Jan.

Symboliczna zmiana pokoleń dopełniła się osiem lat później. 20-letni dziś Jan Pawlak zadebiutował w ekstraklasie w lutowym meczu z Prokomem. Nie jako gracz Legii, ale Polonii...

– Wiem, jak wygląda sytuacja między kibicami obu drużyn, ale u nas w domu nigdy nie było żadnych animozji. Po prostu wszyscy kochamy koszykówkę – mówi młody zawodnik.

Ten sezon Pawlak zaczynał jednak nie w stolicy, ale w pierwszoligowym AZS AWF Katowice.

– Studiuję na tej uczelni, dlatego chciałem też występować w Katowicach. Dobrze wypadłem na testach, jednak potem coś się popsuło i przestałem grać. Stąd decyzja o powrocie do stolicy, gdzie tworzył się silny zespół juniorów – przyznaje Pawlak.

Taki ruch się opłacił – Janek ma za sobą debiut w ekstraklasie i srebrny medal juniorskich mistrzostw Polski.

– Mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie zagram w ekstraklasie. Potem chcę kontynuować zawodową karierę. Nie wyobrażam sobie innego życia. Ale gdy ma się taką rodzinę, to wybór nie może być inny. Tradycja zobowiązuje – przyznaje Jan Pawlak.

Na niezłego koszykarza zapowiada się też młodszy syn Piotra i brat Jana – 16-letni Jakub. On też trenuje w Polonii.

– Kuba pewnie będzie z nas najwyższy. Tego lata urósł aż 14 centymetrów i teraz ma 192 cm, ale z badań lekarza wynika, że może mieć nawet 206 cm. Już dziś ma największe buty z naszej trójki – mówi Piotr Pawlak.

Niewykluczone, że w ślady braci pójdzie też ich siostra – pięcioletnia dziś Małgosia.

– Moja żona była koszykarką, więc także po kądzieli są sportowe tradycje. Małgosia dorasta w koszykarskiej rodzinie, ma swój mały kosz i bawi się piłką. Jednak do niczego jej przymuszać nie będę – mówi Pawlak. – Ale synów też nie przymuszałem... – dodaje.

Życie Warszawy