Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Bryant zapisuje się w historii

mz 30-05-2010, ostatnia aktualizacja 30-05-2010 12:06

Los Angeles Lakers pokonali w sobotę Phoenix Suns 111:103 i po raz trzeci z rzędu awansowali do finału ligi koszykówki NBA. Ich rywalem będą Boston Celtics, którzy w 2008 roku sięgnęli po trofeum właśnie kosztem "Jeziorowców".

Po spotkaniu z ust komentatorów nie schodziło jedno imię i nazwisko - Kobe Bryant. Lider Lakers walczy o piąty tytuł mistrzowski i gra najlepszą koszykówkę w karierze. W sobotę zdobył 37 punktów, w tym dziewięć w końcówce meczu i przypieczętował awans do finału.

Po raz ósmy z rzędu uzyskał co najmniej 30 punktów w wyjazdowym spotkaniu, które mogło dać awans do kolejnej rundy play off. Podobną serią nie może pochwalić się nawet Michael Jordan (pięć takich występów).

Barierę 30 punktów w decydującej fazie rozgrywek Bryant przekroczył po raz 75. Awansował tym samym na drugie miejsce listy wszech czasów - wyprzedził Jerry'ego Westa, zrównał się z Kareemem Abdul-Jabbarem (obaj w przeszłości grali w Lakers) i goni Jordana (109 takich meczów). Cała trójka to niekwestionowane legendy koszykówki.

- Kobe nie rzuca - Kobe trafia. Pokazał swój repertuar z kategorii - "rzuty najlepszego koszykarza na świecie" - chwalił rywala dwukrotny MVP ligi i rozgrywający Suns Steve Nash.

- Co mogę powiedzieć o Kobem? Nie wiem, czy są słowa, które mogą go opisać. Zawsze uważałem, że jest najlepszym zawodnikiem na świecie - zgodził się z nim trener "Słońc" Alvin Gentry.

- Kobe jest niesamowity. Sprawia, że rzeczy nieprawdopodobne stają się dla nas normą. Zawsze go podziwiałem za wolę walki, precyzję, sposób w jaki uczy się gry i realizuje swoje cele. Z radością bierze na siebie odpowiedzialność, a to cecha największych mistrzów - dodał skrzydłowy Lakers Lamar Odom.

W poprzednim sezonie Bryant został MVP finału, a jego Lakers wygrali z Orlando Magic 4-1. Tym razem kibice koszykówki obejrzą rewanż za finał w 2008 roku. Lakers (15 tytułów) i Celtics (17 tytułów) to dwie najlepsze drużyny w historii NBA. Korzenie elektryzującej fanów basketu rywalizacji sięgają lat 60-tych gdy Celtics dominowali w lidze. W decydującej batalii obie ekipy spotkały się 11 razy i drużyna ze Wschodniego Wybrzeża USA wygrała aż dziewięć finałów.

- Mistrzostwo to mistrzostwo. Nie ważne kogo się pokonuje. To będzie mój piąty pierścień, jeśli fortuna pozwoli mi go zdobyć - ocenił Bryant.

Pierwszy mecz rywalizacji do czterech zwycięstw w czwartek w Los Angeles.

PAP

Najczęściej czytane