Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Porażki Chicago i Los Angeles Lakers

Marek Cegliński 04-05-2011, ostatnia aktualizacja 04-05-2011 08:29

Niespodzianki na początek drugiej rundy play-off. Mecze we własnych halach przegrały najlepszy zespół sezonu zasadniczego i obrońca tytułu.

Przed poniedziałkowym meczem Chicago Bulls z Atlanta Hawks trener gospodarzy Tom Thibodeau odebrał nagrodę dla najlepszego coacha w lidze.

53-letni szkoleniowiec, w pierwszym sezonie pracy w roli głównego trenera, wygrał z Chicago 62 spotkania z 82  rundy zasadniczej, wyrównując rekord innego trenera debiutanta Paula Westphala, który przed 18 laty miał taki sam bilans z zespołem Phoenix Suns.

Uroczystość w hali United Center była tego dnia jedynym przyjemnym momentem dla trenera Bulls, gdyż zaraz potem jego drużyna, rozstawiona z nr 1, nieoczekiwanie przegrała 95:103 z Hawks (nr 5). Zespół Chicago szczyci się najlepszą obroną w lidze, ale był bezradny wobec rewelacyjnej dyspozycji rywali (ponad 51 procent celności rzutów z gry).

Najlepszy strzelec Atlanty Joe Johnsona zdobył aż 34 punkty, trafiając m.in. wszystkie pięć rzutów z dystansu. Tego dnia nie potrafili go powstrzymać specjaliści od defensywy Keith Bogans i Ronnie Brewer.

Johnson przyćmił lidera Chicago Derricka Rose’a, który prawdopodobnie przed meczem numer dwa odbierze nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza (MVP) sezonu zasadniczego. W poniedziałek Rose swoje pierwsze punkty zdobył dopiero po 19 minutach, uzyskał ich w sumie 24, ale przy słabej skuteczności (1[1/2]7 z gry). Na domiar złego w samej końcówce spotkania skręcił kostkę, co źle wróży Bulls, którzy utracili przewagę własnego parkietu. To samo spotkało broniących tytułu Los Angeles Lakers, którzy przegrali u siebie z Dallas Mavericks 94:96, chociaż w trzeciej kwarcie prowadzili już 16 punktami. W końcówce spotkania roztrwonili jednak przewagę. Pierwszy raz w meczu play-off stanęli naprzeciwko siebie Kobe Bryant i Dirk Nowitzki. Pierwszy zdobył dla Lakers 36 pkt, ale w kluczowych momentach popełniał błędy i to Niemiec (28 pkt, 14 zb.) cieszył się z wygranej.

Życie Warszawy

Najczęściej czytane