Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dookoła szafy: Sztywniara z dystansem

Małgorzata Krężlewicz-Dzieciątek 24-08-2009, ostatnia aktualizacja 27-10-2009 17:14

Każdy, kto choć trochę orientuje się, co to są blogi szafiarskie, wie, czym jest Szafa Sztywniary. Blog Ryfki z Krakowa linkują chyba wszystkie szafiarki. Piszą "królowa". To ona była pierwsza. Wielu mówi, że jest najlepsza.

Pierwszy wpis Ryfki. 24 lipca 2007
źródło: Szafa Sztywniary
Pierwszy wpis Ryfki. 24 lipca 2007
29 września 2007
źródło: Szafa Sztywniary
29 września 2007
23 listopada 2007
źródło: Szafa Sztywniary
23 listopada 2007

Umawiamy się na krakowskim rynku. Mam lekką tremę. Ryfka jest - tak sama o sobie pisze - pedantką. Sztywniara, pedantka, ma lekkiego "hopla" na punkcie poprawności językowej. Tymczasem spotykam się z przemiłą, otwartą, ekspresyjną i uśmiechniętą dziewczyną. Ma na sobie ukochany t-shirt z Ciasteczkowym Potworem, dżinsy i granatową marynarkę z modnie podwiniętymi rękawami. W dłoni - ukochana skórzana torba. Ryfka jest drobniejsza niż się spodziewałam. Na zdjęciach swojego Dzióbka wygląda na wyższą, niż jest w rzeczywistości. Podobnie jak Baglady uśmiecha się prawie cały czas i często żartuje.

Z rynku idziemy na Bracką. W trakcie rozmowy zaczyna lekko padać deszcz.

Podobno określenie "szafiarka" wymyśliłaś Ty?

Tak! I jestem z tego bardzo dumna.

Co ono znaczy?

To dziewczyna, która prowadzi bloga szafiarskiego, czyli takiego, na którym pokazuje swoje ciuchy. Raczej na sobie.

Musi być na sobie?

Są blogi, których autorki pokazują ubrania na wieszakach. Jednak ciuch zupełnie inaczej wygląda na człowieku. Czasem coś na wieszaku wygląda jak szmata, a po założeniu zwala z nóg. Na takie „wieszakowe” blogi nie chce mi się za bardzo zaglądać. Na szczęście jest ich mało. Wiadomo, że czasem ktoś coś kupi i chce się pochwalić, więc robi zdjęcie samej bluzki czy butów. Ale to są wpisy dodatkowe, oprócz takich typowo szafiarskich.

A na jakie blogi lubisz wchodzić?

Głównie na polskie. Prawie nie wchodzę na zagraniczne. Jest chyba pięć, na które zaglądam. Ale może to kwestia tego, że polskie są mi jakieś bliższe? Że czuję jakiś taki związek z dziewczynami? No i wiem, że jak coś u nich zobaczę, to zwykle mogę sobie to kupić. W przypadku blogerek z zagranicy to o wiele trudniejsze.

Są takie przeboje z zachodu, które przeszły przez parę szafiarskich blogów... jak spódnica Piksi[*].

Tak. Miałam ją nawet. Byłam nią zafascynowana i strasznie się cieszyłam, że w końcu udało mi się ją zdobyć. Ale potem założyłam ją tylko raz i jakoś tak do niczego mi nie pasowała. Ciągle wisiała w szafie i w końcu ją sprzedałam. Też szafiarce zresztą, Pani Mruk.

Jakieś inne przeboje szafiarskie?

Naszyjnik! Nie wiem, czy go kojarzysz?

Tak, naszyjnik z H&M. Rozmawiałyśmy o nim z Baglady...

To jest w ogóle hicior nad hiciory. Też go mam. A z innych rzeczy? Była taka faza na beżowe spodnie. Siedem ósmych? Trzy czwarte? No, w każdym bądź razie taka głupia długość. Znane w szafiarskich kręgach jako "dziadkowe spodnie". Nawet moja siostra, jak mnie w nich zobaczyła, to zapytała "co to, spodnie po dziadku?". Beżowy kolor, marszczone na górze, takie właśnie dziadkowe - to jest idealne określenie. Bardzo dużo dziewczyn je miało. Chyba w zeszłe wakacje był na nie największy szał. Zresztą do tej pory widać je na blogach.

Właśnie: widać na blogach, nie widać na ulicy.

Tak jest, że jak się wchodzi na blogi, to często widać te same rzeczy, hiciory, a za nimi komentarze "ja już nie mogę na ten naszyjnik patrzeć, wszyscy go mają". Wszyscy? Wszyscy w internecie, ale na ulicy? Ja nie widziałam w tym naszyjniku nikogo oprócz szafiarek. Styledigger miała go na sobie, jak się kiedyś widziałyśmy. Ale poza blogosferą go nie zauważyłam.

Szafiarki rzeczywiście chodzą w tym, co pokazują na blogach?

Zacznijmy od tego: czy blog szafiarski to musi być blog, na którym się pokazuje to, w czym się chodzi na co dzień? Ja, jak zakładałam bloga, nie wiedziałam o istnieniu innych takich blogów i nie wiedziałam, że jest jakaś taka zasada, że to musi być "daily style". Moim założeniem było pokazanie rzeczy, które kupiłam, w różnych ciekawych zestawieniach. Niekoniecznie takich, w jakich chodzę po ulicy. Taka bardziej sztuka dla sztuki. Coś jak mój osobisty magazyn modowy. Potem jednak zmieniłam podejście. Zaczęłam też częściej chodzić w prezentowanych zestawach. Niektóre moje stylizacje były robione tylko do zdjęcia. I zwykle to zaznaczałam: „kupiłam taką sukienkę, nigdzie w niej jeszcze nie byłam, nie wiem, kiedy ją założę, ale jest fajna”. Albo na przykład niemiecki strój ludowy. Wiadomo, że nie chodziłam w nim po ulicy. I nie widzę w tym nic złego, że niektóre dziewczyny mogą stylizować się tylko na potrzeby bloga. Niektóre z nich chcą na przykład pracować jako stylistki i traktują swój blog jak portfolio. Ale część - i chyba to jest większość - po prostu robi zdjęcia przed wyjściem z domu albo na mieście. Nie upierałabym się, że jeśli robisz zdjęcia tylko na bloga, to nie jesteś prawdziwą szafiarką. Kto, jaki ma pomysł na bloga, to jest jego sprawa.

Nie masz czasami wrażenia, że dziewczyny, które pokazują się na blogach są bardziej przebrane niż ubrane?

W tym też nie widzę nic złego. Miałam w ogóle takie hasło, podtytuł mojego bloga "ubranie to przebranie". Wydaje mi się, że ubranie zawsze jest w pewnym stopniu przebraniem. A jak ktoś chce to pociągnąć dalej i jeszcze bardziej się zabawić, to ok. Ja, szczerze powiedziawszy, lubię oglądać rzeczy, które są w jakiś sposób inne. Nie że ktoś codziennie wkleja posty i są to ciągle te same ubrania: dżinsy plus bluzka, potem inna bluzka. Lubię, jak ktoś potrafi trochę zaszaleć. I nie wnikam, czy wyszedł tak na ulicę. Patrzę na zdjęcie i na stylizację. Jeśli jest fajna i mogę się nią zainspirować, to nie obchodzi mnie w ogóle założenie autora.

Często inspirujesz się zdjęciami innych?

Bardzo często.

Ostatnia taka inspiracja?

Na przykład wczoraj Alice, z Alice Point, pokazała na blogu fajne buty z Topshopu - saszki nabijane ćwiekami. I już chcę je kupić. Wcześniej pokazywała mi je Styledigger na innymi blogu, zagranicznym. Ale to trzeba by się wybrać do Warszawy...

Do Warszawy na zakupy?

Pod koniec sierpnia i tak będę w Warszawie, więc może zahaczę o Topshop. Chociaż te 320 zł...

Jak wygląda - Twoim zdaniem - krakowska i warszawska ulica? Są różnice?

Nie mogę się za bardzo wypowiadać o Warszawie, bo rzadko tam bywam i nie mam porównania... Byłam tam kilka razy, ale nie bardzo miałam czas, żeby pochodzić, pooglądać i rzeczywiście się tymi ciuchami ponapawać. Podobno Krakusi, jak przyjeżdżają do Warszawy, to mówią "o, ale tu się ludzie ciekawie ubierają" i odwrotnie. Ale wydaje mi się, że w dużych miastach w Polsce ulice są porównywalne. To znaczy styl i poziom "fajności" ubioru ludzi. W Krakowie, jak wychodzę z domu, to tak się oglądam za fajnie ubranymi osobami, że mało sobie szyi nie zwichnę.

Ale często można przeczytać, ostatnio przynajmniej, że polska ulica, to jest sztywna...

Oj, jak ja nienawidzę takich opinii...! Jak coś takiego czytam, to strasznie mnie to denerwuje. Takie właśnie biczowanie się, jacy to my jesteśmy beznadziejni. Za granicą, w Berlinie, w Londynie, tam to się potrafią ubrać! Tam są super fajni ludzie! Jezus, Maria! No, przecież wiadomo, że na takich blogach jak Sartorialist czy Face Hunter są powyłapywani ludzie z największych metropolii. I jasne, że tam będą sami fajnie ubrani, ale to nie oznacza, że cała ulica tak wygląda. Wiadomo, że w małych miasteczkach w Polsce ulica to nie pokaz mody – podobnie zresztą jak za granicą, ale w większych miastach chyba nie mamy się czego wstydzić. Są gorzej ubrani i są fajnie ubrani, tak jak wszędzie. I nie ma co mówić, że Polska jest taka beznadziejna. Jak słyszę takie teksty, to po prostu mi się scyzoryk otwiera w kieszeni. A jestem spod Kielc!

Chodzisz do H&M, Mekki szafiarek?

Tak, chociaż ostatnio jakoś wolę Zarę. W H&M nic mi nie podchodzi. Może dlatego, że Zara jest dla takich trochę starszych?

Nie wyglądasz na taką "trochę starszą".

Wiesz, 28 lat, to już poważny wiek...

No, tak... Po prostu czarne ubranie i koniec...

Może garsonka jakaś fajna...?

Założyłabyś garsonkę?

Jakby była fajna... Chociaż nie potrafię sobie takiej wyobrazić. Ale moda mnie nie raz zaskoczyła, tak więc...

Zdarzyło się, że mówiłaś: "nigdy tego nie założę", a teraz widzimy to na blogu?

Tak... Na pewno coś takiego było. Na przykład przez długi czas strasznie nie podobały mi się ćwieki, w żadnej postaci. Ale oglądałam ostatnio fajne kozaki w internecie - miały ćwieki, a jednak mi się podobały. Wolę teraz nie mówić, że nigdy czegoś nie założę, bo potem trzeba to odszczekiwać, więc wolę "na razie mi się nie podoba".

A co "na razie Ci się nie podoba"?

Marmurek. O, Boże! Nienawidzę dżinsu marmurkowego. Teraz to jest w ogóle hit, powrót z lat '80, '90. Jest taka teoria, że takie rzeczy podobają się osobom, które nie pamiętają ich z poprzedniej fazy świetności. I chyba coś w tym jest, bo ja pamiętam marmurki.

Miałaś dżinsy marmurki?

Miałam kurtkę. Nadal wisi w szafie. Chyba teraz ją wyjmę i sprzedam za grubą kasę na Allegro...

Czujesz się sławna dzięki Szafie Sztywniary?

Nie. Na ulicy zostałam zaczepiona trzy razy w ciągu dwóch lat. To ciężko nazwać sławą. Jesteś sławna może w kręgu szafiarstwa. Sławna, znana. Każdy wie, kim jesteś. Ale to taka mikro-, nanosława!

Co Ci dało prowadzenie bloga poza "nanosławą"?

Poza nanosławą, poza paroma ciuchami, które dostałam od kilku firm czy sklepików? Na pewno kontakty: poznałam fajne dziewczyny. Stałam się bardziej otwarta. Dawniej nie wyobrażałam sobie, że mogę się spotkać z kimś, kogo znam z internetu. A teraz się spotykam - i indywidualnie, i z dziewczynami na zlotach szafiarskich. Jestem w ogóle zaskoczona, że tak się wyrobiłam.

To plusy. A są jakieś minusy prowadzenia takiego bloga?

Hmm... Jeśli muszę się tak długo zastanawiać, to chyba nie...

Co myślałaś, jak zakładałaś bloga? Skąd taki pomysł?

Wszystko zaczęło się od wątku na forum "Moda" pod tytułem "Co masz na sobie". Tam wklejało się swoje zdjęcia. Czasem zakładałam też wątki typu "o, kupiłam nową sukienkę, zobaczcie". I pomyślałam sobie "kurczę, tu jeden wątek, tam jeden wątek" – trochę to niewygodne, trudno je potem odnaleźć, śledzić komentarze. Chciałam to zebrać do kupy: żeby wszystko było w jednym miejscu, żeby był porządek. I tak właśnie stworzyłam tego bloga. Chciałam pokazywać swoje zakupy w ciekawych stylizacjach. Żeby nie było nudno, starałam się też dobierać odpowiednie tło – np. do koszyka piknikowego koniecznie zielona trawka. Chciałam, żeby było fajnie, żeby się to dobrze oglądało. Bo – nie ściemniajmy - bloga się nie robi tylko dla siebie, ale też dla publiczności. Jeśli ktoś mówi, że prowadzi bloga tylko dla siebie, to kłamie. Dla siebie, to można pisać pamiętnik pod kołdrą albo mieć folder na komputerze. Blog to pewien „występ”, dialog z czytelnikiem. Staram się tworzyć bloga, jakiego sama chciałabym oglądać. No i tak do tej pory staram się to ciągnąć.

Założyłaś bloga, żeby mieć porządek - można tak powiedzieć. Dlatego "Sztywniara"?

Wszyscy pytają, dlaczego "Szafa Sztywniary". "Na zdjęciu masz podarte portki, a to przecież nie jest sztywniarskie". A w pierwszym wpisie jest, że z tym sztywniactwem to w ogóle nie chodzi o ciuchy - bardziej o mój charakter. Może trzeba mnie znać, żeby to zrozumieć...? Uwielbiam porządek, nie piję, nie palę, nie lubię żartów typu "jak Maciej przyjdzie, to zróbmy mu dowcip". Ja zawsze powiem temu biednemu Maćkowi, że z niego żartują. Kiedyś w rozmowie ze znajomymi o tym, że jestem taka, że zaraz muszę powiedzieć prawdę, padło określenie "sztywniara.pl". Tak, jak się mówi "żal.pl". Stąd pomysł na nazwę.

Na Twoim blogu zdjęcia są bardzo ważne - to kwintesencja tego, co robisz. Ale w porównaniu z innymi blogami u Ciebie ważny jest też tekst.

Tak.

Czy to też wynika z pedanterii i sztywniactwa, że przecinki muszą być na swoim miejscu, muszą być polskie literki?

No, w końcu jestem filolożką... Tak więc to gdzieś we mnie siedzi. Tekst jest dla mnie ważny - na równi ze zdjęciami. Chyba najmilszy komplement, jaki kiedykolwiek ktoś mi napisał na blogu, to "nawet jakbyś nie wklejała żadnych zdjęć, to i tak bym czytała Twojego bloga". Strasznie miło mi się zrobiło, bo to znaczy, że tekst jednak też jest ważny. Staram się, żeby było nie nudno i nie "dzisiaj była piękna pogoda i zestawiłam te buty z tymi spodniami". Staram się pisać rzeczy, które sama chciałabym potem czytać.

Wchodzisz czasem do archiwum, żeby zobaczyć, jak było?

Tak! Potrafię po dwóch latach poprawić przecinek w jakimś starym tekście. Naprawdę, jestem specjalnym przypadkiem.

Jak ze zdjęciami?

O, hohohoho...

Bywa, że wchodzisz i myślisz "dzisiaj bym się tak nie ubrała"?

Tak, tak, tak... stanowczo! Zwłaszcza jeśli chodzi o zdjęcia z początku bloga. Myślę: "Co mi strzeliło do głowy. Normalnie, masakra". Mam ochotę skasować niektóre wpisy, ale walczę ze sobą, bo jednak mają dla mnie jakąś wartość historyczną. Trzeba umieć się z siebie śmiać. Założyłam kiedyś głupią bluzkę i miałam beznadziejną grzywkę, trudno. Poza tym szkoda by mi było komentarzy, bo to też pewna historia. Mam do Szafy stosunek emocjonalny. To trochę takie moje dziecko.

Zamykałaś bloga dwa razy. I wracałaś. Planujesz kolejne zamknięcie?

Już teraz nie planuję. Nawet, jakbym zamknęła, to i tak każdy by wiedział, że wrócę. Tak więc nie ma co... Wtedy jakoś poważniej do tego podchodziłam. Teraz chce mi się z tego śmiać. Za bardzo to przeżywałam.

Taka sztywniara i taki dystans?

No... właśnie sztywniactwo w moim wydaniu nie na wszystko się przekłada. Tak że proszę się nie dopatrywać w tym konsekwencji.

Najbliższe plany szafiarskie? Wpisy, zakupy...

Mam do pokazania parę fajnych kiecek, które kupiłam w internecie. A z zakupów? Ostatnio mam zakupową apatię i jak idę do centrum handlowego, do galerii, to nic mi się, kurczę, nie podoba. Aż sama nie wiem, chora jestem, czy coś? Prędzej w internecie udaje mi się kupić. Głównie w internetowych ciucholandach. I te buty Alice... Fajne są...

Twoje ulubione szafiarskie blogi.

Na pewno Harel. Styledigger. Pani Mruk. I Latająca Pyza. W ogóle wszystkie, które mam wypisane po prawej stronie na blogu.

Jest ich mnóstwo!

No... Ale takie najbardziej ulubione, to te, które wymieniłam. Może dlatego, że mam z dziewczynami kontakt poza blogiem?

[*] Piksi jest szafiarką z Finlandii. Jakiś czas temu zaprezentowała czarną spódnicę z wysokim stanem, która stała się przebojem wśród polskich szafiarek. Niemalże zabijały się o nią na aukcjach internetowych.

CZYTAJ WIĘCEJ:

zyciewarszawy.pl