Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Śladami Sherlocka Holmesa

Katarzyna Dzierzbicka 21-08-2017, ostatnia aktualizacja 21-08-2017 00:00

Choć Arthur Conan Doyle nigdy nie odwiedził Polski, to w opowiadaniach o Holmesie pojawiają się Warszawa i Gdańsk.

Któż nie zna przygód Sherlocka Holmesa? Nawet jeśli nigdy nie sięgnął po żadne z opowiadań Arthura Conan Doyle'a, z pewnością rozpozna wśród wielu portretów ten jeden przedstawiający słynnego londyńskiego detektywa. Smukłą, wysoką postać o pociągłej twarzy i orlim nosie, w charakterystycznym płaszczu i kapeluszu w kratę, z nieodłączną fajką w ustach lub ze skrzypcami w dłoni. Zazwyczaj Holmesowi towarzyszy wierny przyjaciel i kronikarz jego przygód – doktor John Hamish Watson. Także londyńskie mieszkanie przy Baker Street 221B jest jednym z najbardziej znanych adresów w historii światowej literatury. Opowieści o przygodach Holmesa i Watsona były wielokrotnie wznawiane i tłumaczone na wiele języków obcych. Doczekały się również licznych wydań w formie komiksów, a także adaptacji telewizyjnych i filmowych.

Z zawodu lekarz, z zamiłowania pisarz

Literackim ojcem Sherlocka Holmesa był urodzony 22 maja 1859 r. w Edynburgu Arthur Ignatius Conan Doyle. Drugi z siedmiorga dzieci Mary Foley i Charlesa Altamonta Doyle'a. „O czasach mego wczesnego dziecięctwa niewiele mam do powiedzenia, dość zaznaczyć, że było ono dość spartańskie w domu, lecz jeszcze bardziej spartańskie w szkole edynburskiej, gdzie bakałarz starego typu, niewypuszczający dyscypliny z ręki, zatruwał nam stale życie młodości" – pisał w autobiografii „Wspomnienia i podróże". W rodzinnym mieście Doyle ukończył medycynę i otworzył własną praktykę lekarską. Dwukrotnie, w roku 1900 i 1906, bez powodzenia kandydował do parlamentu z ramienia edynburskiej Partii Liberalno-Unionistycznej, której członkowie sprzeciwiali się nadaniu autonomii Irlandii, a tym samym rozpadowi Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Arthur Conan Doyle wiele podróżował po świecie. Jako młody lekarz popłynął statkiem wielorybniczym „Hope" na Arktykę, a następnie statkiem handlowym „Mayumba" do zachodniej Afryki. Zwiedził Egipt i Sudan, część zachodniej Europy, Stany Zjednoczone, Kanadę, Australię oraz Nową Zelandię. Wciąż pogłębiał wiedzę naukową, jednak zamiłowanie do literatury było silniejsze. Po zachętach i przy wsparciu żony Louisy Hawkins ostatecznie pożegnał się z medycyną i zajął pisarstwem. Choć dziś znany jest przede wszystkim jako autor przygód Sherlocka Holmesa, ma na swym koncie książki fantastyczno-naukowe („Zaginiony świat", „The Poison Belt"), powieści historyczne („Biała Kompania", „The Refugees"), a także próby poetyckie. Miłośnikiem jego talentu był sam król Edward VII, z którego rąk w 1902 r. otrzymał tytuł szlachecki za udział w II wojnie burskiej i opisanie konfliktu w książce „Wielka wojna burska".

Narodziny Sherlocka Holmesa

Ekscentryczny detektyw Sherlock Holmes narodził się dla literatury w listopadzie 1887 r., kiedy w „Beeton's Christmas Annual" ukazało się „Studium w szkarłacie", pierwsze opowiadanie z jego udziałem. „Początkowo chciałem go nazwać Sherringford Holmes, ostatecznie miał się nazywać Sherlock Holmes. Oczywiście nie może on opowiadać sam o swych przygodach; musi mieć towarzysza, człowieka wykształconego, który by mógł brać udział w przygodach i miał je opowiedzieć. Zwykłe, pospolite nazwisko dla takiego zausznika; niech się nazywa Watson" – pisał Doyle.

Zanim Ward, Lock & Co. kupił manuskrypt za 25 funtów, opowiadanie było wielokrotnie odrzucane przez innych wydawców. Jak się okazało, początki przygód Holmesa były bardzo skromne – opowiadanie, choć od razu docenione przez czytelników, nie zostało zauważone przez krytyków literackich. Niezrażony pierwszym niepowodzeniem Doyle w 1891 r. postanowił napisać dla miesięcznika „The Strand Magazine" kolejne odcinki przygód Sherlocka Holmesa, m.in. „Skandal w Bohemii" i „Ligę Rudzielców". Tym razem opowiadania zostały gorąco przyjęte przez odbiorców. Odwrotnie niż jego czytelnicy, pisarz nie uważał serii przygód o Sherlocku Holmesie za swoje najlepsze dzieło. „Każda praca wytwarza swój własny poziom; otóż mam przekonanie, że gdybym był nie tknął tematu Sherlocka Holmesa, a który z czasem przesłonił moje utwory bardziej ambitne, moje stanowisko w literaturze byłoby obecnie wyższej miary" – twierdził.

Pierwowzorem postaci Sherlocka Holmesa był szkocki profesor Joseph Bell, chirurg, wykładowca na uniwersytecie w Edynburgu i nauczyciel Arthura Conan Doyle'a. Jako lekarz klinicysta i specjalista z zakresu medycyny kryminalnej stosował metodę dedukcji i wnikliwej obserwacji. „Była to postać uderzająca zarówno swym wyglądem fizycznym, jak i cechami umysłu – pisał Doyle. – Był to bardzo zdolny chirurg, lecz jego siła leżała w diagnozie, obejmującej nie tylko chorobę, lecz także zawód i charakter pacjenta. (...) Nic dziwnego, że studium takiego charakteru skłoniło mnie do użycia i pogłębienia jego metod w moim życiu późniejszym, kiedy usiłowałem stworzyć typ detektywa naukowego, rozwiązującego tajemnicę danej zbrodni na podstawie punktów fakultatywnych, a nie dzięki głupocie zbrodniarza". Natomiast w postaci doktora Watsona można znaleźć zaskakująco wiele zbieżności z życiem samego Doyle'a. „Pytano mnie (...) często, czy ja sam posiadam zdolności, które opisuję, lub czy też jestem po prostu Watsonem" – wspominał pisarz.

Dla wielu czytelników detektyw z Baker Street nie był bohaterem literackim, ale człowiekiem z krwi i kości. W licznych listach proszono o jego adres i autograf. Bywały również prośby o pomoc detektywistyczną w rozwiązywaniu rodzinnych tajemnic. „Jedna z tych propozycji z Polski domagała się także mojego przyjazdu, przyrzekając mi honorarium, jakiego bym sam zażądał. Oczywiście nie odpowiadałem na tego typu propozycje" – wspominał Doyle.

Pisarz nigdy nie odwiedził Polski, za to w opowiadaniach o przygodach Sherlocka Holmesa wymienił dwa polskie miasta – Warszawę i Gdańsk. Nie są to jedyne polonika, na jakie może natrafić czytelnik.

Trop pierwszy: „Traktat morski"

W czasie jednej ze swoich przygód Holmes przedstawiał okoliczności pewnej zawiłej sprawy dwóm klientom: francuskiemu policjantowi monsieur Dubugue i Fritzowi von Waldbaumowi, „słynnemu specjaliście z Gdańska". Jak wspominał doktor Watson, „obaj panowie marnowali swój czas i energię na coś, co okazało się jedynie pobocznymi wątkami głównego nurtu problemu".

Opowiadanie „Traktat morski" zostało po raz pierwszy opublikowane w londyńskim „The Strand Magazine" w 1893 r. Czytelnika nie powinno więc dziwić niemiecko brzmiące nazwisko wzmiankowanego gdańskiego specjalisty. Po kongresie wiedeńskim (1815 r.), który ustalił nowe granice w Europie, Gdańsk znalazł się pod panowaniem pruskim. Możemy się domyślać, że Arthur Conan Doyle doskonale orientował się w historii i geografii.

Początkowo jeszcze jako lekarz, a następnie pisarz i wykładowca idei spirytualizmu, często podróżował, odwiedzając niektóre kraje nawet kilka razy. Nigdy jednak nie był w Królestwie Polskim, Królestwie Prus ani w niepodległej już Polsce po 1918 r. Za życia Doyle'a trwała zapoczątkowana w XIV w. emigracja Szkotów do naszego kraju. Nazywani w Polsce „Szotami", przybywali głównie do Gdańska. Trudnili się przede wszystkim handlem, a w XIX w. pracowali w przemyśle tekstylnym, metalurgicznym, a także jako farmerzy i inżynierowie. Wielu z nich się zasymilowało i zmieniło nazwiska na polsko brzmiące. „Polskę nazwałbym raczej matką i opiekunką młodzieży oraz piastunką młodzików szkockich, którzy przybywają tu licznie każdego roku, niż damą właściwą dla jej własnego urodzenia. Ubiera ich, karmi i zapewnia obfitość swoich najlepszych rzeczy. Oprócz tego wyłącznie na jej terytorium żyje 30 tysięcy szkockich rodzin. Z pewnością Polska może być nazwana matką naszego ludu i tą, która zapoczątkowała bogactwo naszych kupców, a przynajmniej części z nich" – pisał w 1616 r. szkocki pisarz i podróżnik William Lithgow.

Trop drugi: „Skandal w Bohemii"

Niezwykle ważną postacią „Przygód Sherlocka Holmesa" jest słynna intrygantka Irene Adler, amerykańska śpiewaczka operująca kontraltem. Kobieta piękna, o nieugiętym charakterze, umyśle stanowczego mężczyzny, zdolna do każdego posunięcia, aby osiągnąć swój cel. W opowiadaniu „Skandal w Bohemii" dowiadujemy się, że wielki książę Cassel-Felstein i król Bohemii Wilhelm Gottsreich Sigismond von Ormstein poznał ją podczas dłuższej wizyty w Warszawie, gdzie była primadonną. W angielskim oryginale śpiewaczka występuje w Imperial Opera of Warsaw – miejscu fikcyjnym, ale tylko z nazwy. Gdy Adler święciła sceniczne triumfy, działał w Warszawie Teatr Wielki, będący m.in. sceną operową. Kamień węgielny pod jego budowę położono 19 listopada 1825 r. w obecności rządu Królestwa Polskiego, aktorów i tłumu warszawiaków. Monumentalny gmach Teatru Narodowego wzniesiono według planów Antonia Corazziego. Budowa została ukończona w 1833 r. Z rozkazu cara Mikołaja I nazwę sceny zmieniono na Teatr Wielki i nie zgodzono się, aby pierwszą wystawianą sztuką była opera polska. 24 lutego 1833 r. rozpoczęto działalność Teatru Wielkiego „Cyrulikiem sewilskim" Gioacchina Rossiniego.

W czasie gdy w Warszawie mogła występować bohaterka „Skandalu w Bohemii", dyrektorem opery był Włoch Cesare Trombini. Na stołecznej scenie wystawiano opery „Lohengrin" i „Tannhäuser" Ryszarda Wagnera, którego szczególnie cenił Sherlock Holmes. W inscenizacjach pojawiły się znakomite śpiewaczki, m.in. Józefina Reszke, Helena Hermanówna, Marcella Sembrich-Kochańska i Bronisława Dowiakowska. Irene Adler porzuciła karierę operową około 1883 r. Z londyńskim detektywem łączyła ją szczególna więź. „Sherlock Holmes zawsze mówił o niej jako o »tej kobiecie«. Rzadko słyszałem, by określał ją w inny sposób. W jego oczach przesłania ona cały rodzaj żeński, do którego należy, i dominuje nad nim. Nie oznacza to, że mój przyjaciel odczuwa do Ireny Adler coś na podobieństwo miłości. (...) A jednak dla niego istnieje tylko jedna kobieta, nieżyjąca już, lecz bynajmniej nie świętej pamięci, Irene Adler" – wspominał Watson.

Trop trzeci: „Pies Baskerville'ów"

Polski akcent pojawia się również w opowiadaniu „Pies Baskerville'ów". Sherlock Holmes, który we wcześniejszych opowiadaniach dał się poznać jako meloman, utalentowany skrzypek i kompozytor, zwraca się do doktora Watsona słowami: „Mam zarezerwowane miejsca w loży na »Hugenotów«. Słyszałeś braci Reszków?". Słynny detektyw miał na myśli wybitnych polskich śpiewaków: Jana Mieczysława i Edwarda Augusta, znanych za granicą jako Jean i Édouard de Reszke.

Choć światowy sukces odnieśli tylko Jan (ur. 14 stycznia 1850), Edward (ur. 22 grudnia 1853) i ich siostra, sopranistka Józefina (ur. 4 czerwca 1855), cała rodzina Reszków była niezwykle muzykalna. Barytonem śpiewał ich ojciec Jan, sędzia pokoju, właściciel Hotelu Saskiego (Hotel de Saxe) i domu przy ulicy Koziej w Warszawie, a także inspektor dróg żelaznych. Jego żona Emilia z Ufniarskich była mezzosopranistką. Talent śpiewaczy przejawiali również najstarsza córka Emilia i najmłodszy syn Wiktor. W każdy piątek przy Koziej odbywały się koncerty, na które zapraszani byli utalentowani wokalnie goście. Wieczorne spotkania rozpoczynały się od poczęstunku herbatą, następnie przechodzono do pomieszczenia, gdzie odbywało się wspólne muzykowanie. Śpiewano arie i duety, a gdy przybyło więcej gości – także utwory chóralne. Koncert kończył się o ósmej, a jego uczestników zapraszano na kolację. Jan i Emilia występowali również na koncertach dobroczynnych. Ich dwaj synowie – obdarzony rzadkim tenorem liryczno-dramatycznym Jan i znakomity bas Edward – uznawani byli za najwybitniejszych śpiewaków swoich czasów. Teatro la Fenice w Wenecji, Opera Paryska, Metropolitan Opera w Nowym Jorku czy Opera Królewska w Londynie – to tylko kilka z wielu światowych scen, na których można było posłuchać arii w ich mistrzowskiej interpretacji. 11 lipca 1887 r. londyńskie przedstawienie „Hugenotów" Giacoma Meyerbeera uznano za najlepszy spektakl sezonu. W głównej roli występował wtedy Jan Reszke. W późniejszych latach bracia często występowali razem. W „Hugenotach" w Covent Garden Jana można było zobaczyć w roli Raoula de Nangis, a Edwarda zamiennie jako Grafa von Saint-Bris i Marcela. Niewykluczone, że słuchał ich Arthur Conan Doyle, który postanowił uwiecznić braci w opublikowanym w 1902 r. opowiadaniu „Pies Baskerville'ów".

Pisarza fascynowała epoka Ludwika XIV, a szczególnie historia hugenotów, wyznawców kalwinizmu prześladowanych przez francuskie władze i Kościół katolicki. Odzwierciedleniem tego zainteresowania była jego powieść historyczna „The Refugees. A Tale of Two Continents". „Wkrótce po ukazaniu się przetłumaczono ją na język francuski, tak że moja matka, która zawsze z zapałem studiowała dzieje Francji, doczekała się radosnej dla siebie chwili podczas zwiedzania Fontainebleau, gdzie usłyszała z ust oficjalnego przewodnika informującego gromadę turystów, że kto chce poznać dobrze szczegóły dworu wielkiego monarchy, znajdzie je w powieści angielskiej pt. »The Refugees«" – pisał Doyle.

Kunszt wokalny Polaków doceniła również brytyjska królowa Wiktoria. W 1889 r. po premierze „Śpiewaków norymberskich" Richarda Wagnera zaprosiła Jana i Edwarda do zamku w Windsorze, gdzie wraz z sopranistką Emmą Albani dali zaimprowizowany koncert. Od tego czasu bracia Reszkowie pozostawali w przyjaźni z królową i księciem Walii Albertem Edwardem, późniejszym królem Edwardem VII. A dzięki niebywałemu talentowi Polaków chodzenie do opery ponownie stało się popularne wśród przedstawicieli londyńskich wyższych sfer.

"Rzeczpospolita"