Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Herod zrehabilitowany

Paweł Łepkowski 26-12-2017, ostatnia aktualizacja 26-12-2017 00:00

Anegdota mówi, że któregoś dnia Henryk Sienkiewicz otworzył okno pracowni i krzyknął do dzieci, które przeszkadzały mu w pracy: „Herod to był wielki król".

Dziatwa bawiła się akurat w jasełka, w których król Herod odgrywał obok diabła i śmierci mało pochlebną rolę. Nasz noblista wyraził tym samym pogląd, który wbrew tradycji chrześcijańskiej zaczął się utrwalać już od oświecenia i zyskał na znaczeniu wraz z nowymi odkryciami archeologicznymi w Izraelu.

Herod był wnukiem Antypasa I, zarządcy Idumei, ze starożytnej kapłańskiej dynastii hasmonejskiej. Jego syn Antypater, ojciec Heroda, został doradcą arcykapłana i jednocześnie króla Judei, a później etnarchy tej krainy – Jana Hirkana II. Można powiedzieć, że Herod był po mieczu potomkiem najlepszych familii starożytnego Izraela. Należy jednak pamiętać, że przynależność do narodu wybranego dziedziczy się w społeczności żydowskiej po matce. A matką Heroda była Natabejka o imieniu Kypros, którą dzisiaj uznalibyśmy za Arabkę.

W literaturze osławiony król Judei jest przedstawiany jako okrutnik i zarazem wielki wizjoner. Żadna z tych opinii nie jest do końca prawdziwa. Herod nie był też genialnym politykiem. Jedną z jego największych pomyłek było opowiedzenie się po stronie Antoniusza w wojnie o schedę po Juliuszu Cezarze. Kiedy opadł dym po bitwie pod Akcjum, Herod poczuł oddech zbliżającej się śmierci. Nowy władca Rzymu okazał się jednak człowiekiem niezwykle elastycznym. Oktawian docenił zdolności administracyjne Heroda i potrafił okazać miłosierdzie. Herod był osobą dumną i wyniosłą w stosunku do poddanych, ale bardzo giętką wobec rzymskiej metropolii. W zamian za ukorzenie się przed cesarzem otrzymał w zarząd część ziem, które należały do Kleopatry VII, ostatniej królowej hellenistycznego Egiptu.

Oktawian doskonale wiedział, komu powierza zdobyte terytoria egipskie. Herod był bowiem wielkim budowniczym i świetnym organizatorem. Sama Świątynia Jerozolimska, jego największe dzieło, rozmiarami przyprawiała o zawrót głowy. Do dzisiaj jej pozostałości budzą podziw. Tylko czy na pewno słusznie przypisuje się jej powstanie Herodowi Wielkiemu?

W 2011 r. świat obiegła wiadomość, że pod fundamentami ściany zachodniej, zwanej Ścianą Płaczu (jedynej pozostałości po Wielkiej Świątyni Jerozolimskiej z czasów Heroda), odnaleziono przyciśnięte potężnymi blokami skalnymi monety, na których widniały pieczęcie namiestnika rzymskiego Waleriusza Gratusa. To znalezisko podważyło utartą opinię, że budowa Drugiej Świątyni Jerozolimskiej została zakończona za życia Heroda Wielkiego. Waleriusz Gratus był bowiem czwartym prefektem Judei, a okres jego urzędowania przypadał na lata 15–26 n.e., a więc rozpoczął się blisko dekadę po śmierci Heroda.

Z pewnością jednak nowe odkrycie nie podważa całkowicie opinii o tym władcy jako o wielkim budowniczym. Budowa konstrukcji, jaką była Wielka Świątynia Jerozolimska, zajęłaby dzisiaj lata, a może nawet dziesięciolecia. Możemy zatem przyjąć za pewnik, że duża część tej budowli powstała jeszcze za panowania Heroda. Poza tym monarcha pozostawił po sobie wiele innych budowli zapierających dech w piersiach. Wystarczy wspomnieć port morski w Cezarei, twierdze Macheront i Masada nad Morzem Martwym oraz wspaniały pałac Herodejon na południe od Jerozolimy.

Przez 2 tysiące lat tradycja chrześcijańska traktowała Heroda Wielkiego jako uosobienie samego Antychrysta. W ewangeliach równie podły jest jedynie zdradziecki Judasz. Czy w świetle dzisiejszej wiedzy ten obraz możemy uznać za sprawiedliwy?

Jako syn Żyda i Arabki król Herod mógłby być współczesnym gwarantem unii personalnej między narodami zamieszkującymi oba brzegi Jordanu i Jerozolimę. Nie zasługiwałby jednak na Pokojową Nagrodę Nobla. Na jego dłoniach było więcej krwi własnych poddanych niż pyłu z budowy pięknych miast. Czystki polityczne w dzisiejszym znaczeniu tego słowa nie ominęły nawet jego żony i dzieci. Jego dwór przypominał Kreml epoki Stalina. Kiedy umierał, musiał sobie zdawać sprawę, że poddani mają do niego ambiwalentny stosunek: podziwiają jego dzieła, a jednocześnie boją się go jako krwawego tyrana. O rzeź niewiniątek w Betlejem nie można go jednak obwiniać. Historia osądziła go surowiej, niż na to zasługiwał.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.lepkowski@rp.pl

"Rzeczpospolita"