Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Żłobek czy opiekun dzienny?

mrf 31-08-2012, ostatnia aktualizacja 01-08-2013 16:10

W Warszawie brakuje miejsc w publicznych żłobkach, na liście oczekujących jest ponad 6 tys. dzieci - powiedział dyrektor biura polityki społecznej Bogdan Jaskołd.

autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa

Jak powiedział Jaskołd, w stołecznych, publicznych żłobkach jest 4 536 miejsc. Dodatkowo 169 miejsc znajduje się w żłobkach prywatnych, które działają na zlecenie miasta. Natomiast na listach oczekujących na żłobek jest ponad 6 tys. dzieci.

- Ta liczba się oczywiście zmienia, bo rodzice nie czekają z założonymi rękoma, ale szukają innych rozwiązań - tłumaczy. - Warszawa będzie, oczywiście, robiła wszystko, by miejsc w żłobkach przybywało, ale po ich stworzeniu, zmodernizowaniu, musi je jeszcze utrzymywać.

Dodał, że za miejsce w żłobku miasto płaci 1170 zł, a koszt utrzymania placówek w Warszawie to ok. 60 mln zł rocznie. Jaskołd podkreślił, że w tym roku niewykorzystane pieniądze na modernizację placówek z rządowego programu "Maluch" samorządy mogą wydać na ich utrzymanie. - To właściwy kierunek - ocenił.

Jego zdaniem sprawdza się formuła zlecania przez prezydenta Warszawy prowadzenia żłobków podmiotom niepublicznym. W ten sposób utworzono 169 miejsc dla dzieci.

- To forma korzystna dla miasta, bo nie buduje wówczas obiektu, nie dba o jego utrzymanie, nie remontuje, ale przeznacza środki na funkcjonowanie - powiedział Jaskołd. Zaznaczył, że podmiot prowadzący żłobek otrzymuje od samorządu taką samą kwotę na dziecko, jak żłobek publiczny.

Ocenił, że zupełnie nie sprawdziła się forma opiekuna dziennego. - Nikt nie zgłosił się do konkursu. Chociaż reklamowaliśmy tę formę opieki, nie było chętnych - powiedział. Dodał, że obecne rozwiązania nie zachęcają do podejmowania tej formy pracy.

- Opiekun dzienny musi mieć przede wszystkim lokal, jedno lub dwa pomieszczenia. Jeśli nie ma uprawnień, musi przejść przeszkolenie na własny koszt, a przecież osoby bezrobotne nie zawsze na taki wydatek stać. Ponadto, jeśli opiekun zachoruje, nie ma zastępstwa i jest zdany na siebie - z tym wiążą się obawy - powiedział Jaskołd.

Dorota Bączkowska z firmy JPB, która prowadzi szkolenia m.in. dla opiekunów dziennych, jest zdania, że informacji na ten temat jest za mało - ta forma opieki nie jest wystarczająco rozpropagowana.

- Jest duże zainteresowanie szkoleniami dla opiekunek w żłobkach, ale nie ma chętnych na szkolenia dla opiekunów dziennych. Wciąż wielką niewiadomą są zarobki, trzeba spełnić określone wymagania lokalowe - to może zniechęcać. Przed podpisaniem umowy z kandydatem na dziennego opiekuna może zostać przeprowadzony wywiad środowiskowy przez kierownika ośrodka pomocy społecznej. To także może ludzi odstraszać, choć moim zdaniem jest niezbędne, jeśli dzieci mają przebywać w czyimś mieszkaniu - powiedziała.

Dodała, że gminy także nie wychodzą z inicjatywą, nie organizują konkursów, więc ludzie nie zgłaszają się na szkolenia. Barierą jest również to, że za szkolenia trzeba płacić, a ponieważ obejmują one 200 godzin, to są dosyć drogie.

Resort pracy przypomina, że osoby, które chcą być opiekunem dziennym, mogą ukończyć szkolenie, dopiero gdy będą miały pewność zatrudnienia; zwraca także uwagę, że w kwestii finansowania szkoleń gminy mogą współpracować z urzędami pracy, które mają możliwość wykorzystania na ten cel środków z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Według Bączkowskiej zdecydowanie większe zainteresowanie jest kursami dla opiekunów w żłobkach. - Może to wynikać m.in. z tego, że prywatne placówki działające przed wejściem w życie ustawy muszą się w ciągu trzech lat dostosować do jej wymogów, więc zatrudnieni tam pracownicy muszą uzupełnić kwalifikacje - dodała.

W stołecznych żłobkach obowiązują stawki godzinowe za opiekę. Przejście w czerwcu ze stałej opłaty na stawkę godzinową wymusiła decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. W zeszłym roku, po wejściu ratusz - podobnie jak wiele innych samorządów - wprowadził znaczne podwyżki opłat za żłobki. Obecne rozwiązanie umożliwia rodzicom płacenie tylko za te godziny, w których dziecko przebywa w placówce.

Rodzice płacą 1,78 zł za każdą rozpoczętą godzinę pobytu dziecka w żłobku oraz maksymalnie 5,96 zł za dzienne wyżywienie dziecka. Przy takiej stawce rodzice posyłający dzieci do żłobka na 10 godzin dziennie płacą za pobyt (za 21 dni) 373,8 zł miesięcznie, co oznacza, że z kosztami wyżywienia opłata wynosi ok. 500 zł miesięcznie.

Jaskołd przypomniał, że ratusz odwołał się od decyzji WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego. - Gdy zakończy się sprawa z odwołaniem, być może jeszcze jakaś korekta nastąpi - dodał.

W tym roku po raz pierwszy rodzice posyłający dzieci do żłobków otrzymują punkty podczas rekrutacji. Wcześniej o przyjęciu do publicznej placówki decydowała kolejność zgłoszeń. Punkty są przyznawane m.in. gdy dzieci mieszkają z rodzicami w Warszawie, rodzice uczą się w trybie dziennym, są niepełnosprawni, płacą podatki w stolicy. Jaskołd ocenił, że to dobre rozwiązanie, gdyż uwzględnia indywidualną sytuację dziecka i rodziców.

Ustawa o formach opieki nad dziećmi do lat trzech weszła w życie 1 kwietnia zeszłego roku. Obecnie opieka nad małymi dziećmi może być sprawowana przez: żłobek, klub dziecięcy, dziennego opiekuna lub nianię. Żłobki przestały być zakładami opieki zdrowotnej, podlegają teraz MPiPS.

Ustawa ułatwiła również legalne zatrudnianie niań: budżet państwa opłaci im składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe i wypadkowe) i zdrowotne od kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Osoba, z którą rodzice zawierają umowę zlecenie, musi zostać zgłoszona do ZUS-u.

Bączkowska, która prowadzi także agencję dla opiekunek, uważa, że to dobre rozwiązanie i dla rodziców i dla niani. - Rodzice chętnie korzystają z możliwości legalnego zatrudnienia opiekunki. Obecnie, jeśli wysyłam nianię do jakiejś rodziny, zawsze kończy się podpisaniem umowy - powiedziała.

Według ZUS od wejścia w życie tego rozwiązania legalnie zatrudniono w całym kraju blisko 8,5 tys. opiekunek.

PAP